Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Grali u nas

Jakub Jarosz



W 2008 roku po dwóch latach gry w Kędzierzynie Jakub Jarosz pożegnał się z ZAKSĄ, wybierając ofertę Skry, która szukała zmiennika dla przemęczonego i zmagającego się z kontuzją Mariusza Wlazłego. Trener Nawrocki tak wtedy mówił o tym kontrakcie: "Na Jarosza patrzymy dwutorowo. Po pierwsze, jak na zawodnika, który będzie w stanie wesprzeć Mariusza Wlazłego. Po drugie zaś, przyszłościowo, bo to młody siatkarz o wielkim charakterze do walki, o dużej dynamice, mocnym ataku i bardzo dobrej zagrywce. Czeka nas jednak dużo pracy."

Po roku okazało się jednak, że prezes Piechocki nie widzi tego zawodnika w dwunastce, kiedy to zmiennikiem reprezentacyjnego atakującego został Jakub Novotny i Kuba znów musiał szukać dla siebie miejsca. Po długich negocjacjach wybór padł na Kędzierzyn, gdzie Jarosz-junior zaczynał dorosłą karierę.

O transferze Kuby Jarosza prezes Pietrzyk tak mówił po podpisaniu kontraktu: "Jest to zawodnik o charakterze wojownika. Grając w Kędzierzynie, nie spalił za sobą mostów, gdyż pokazał się z całkiem dobrej strony. Teraz gra w reprezentacji Polski i w meczach sparingowych również należy do wyróżniających się siatkarzy. Uważam, że Jaroszowi i Witczakowi trzeba w końcu dać szansę. Poza tym, nie oszukujmy się, nie mieliśmy specjalnego wyboru. Z Polaków wolny był tylko Grzegorz Szymański, ale mieliśmy wątpliwości, czy ten zawodnik dobrze wkomponowałby się do zespołu."

Jakub wrócił więc do zespołu już jako ukształtowany zawodnik i reprezentant Polski na pozycję atakującego, na której musiał zastąpić swojego czeskiego imiennika. Pytań było więc wiele, bo przecież Czech był siłą napędową ZAKSY i jednym z najlepszych siatkarzy grających w PlusLidze. Jednak Kuba szybko rozwiał wszystkie wątpliwości, zostając jednym z najskuteczniejszych zawodników sezonu 2009/2010.



Jakub Jarosz [7]
Data urodzenia: 10.02.1987 - Nysa
Wzrost: 196 cm
Waga: 88 kg
Wyskok do ataku: 350 cm
Wyskok do bloku: 320 cm
Pozycja na boisku: Atakujący
Dotychczasowe kluby: Gwardia Wrocław, SMS Spała/Delic-Pol Częstochowa (2003-2006), Mostostal Kędzierzyn (2006-2008), Skra Bełchatów (2008-2009), ZAKSA Kędzierzyn (2009-2011), Andreoli Latina (od 2011)
Największe sukcesy: Wicemistrzostwo Polski Młodzików 2001, Wicemistrzostwo Polski Juniorów 2004, III m-ce MP Juniorów 2005, Mistrzostwo Europy Kadetów Ryga 2005, VII m-ce MŚ Kadetów 2005, IV m-ce MP Juniorów 2006, Puchar Polski 2009 (SKRA), Mistrzostwo Polski 2008/09 (SKRA), Mistrzostwo Europy 2009,wicemistrzostwo Polski2011 (ZAKSA), II miejsce w Pucharze CEV 2011 (ZAKSA), III miejsce w Lidze Światowej (2011), brązowy medal ME (2011), srebrny medal PŚ (2011), złoty medal LŚ (2012)


Kuba Jarosz jest absolwentem Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale i młodszym synem Macieja Jarosza, słynnego siatkarza i trenera, olimpijczyka z Moskwy i trzykrotnego wicemistrza Europy.

- Mniej więcej co dwa lata zmieniałem szkołę - mówi o swoim dzieciństwie - ale nie przeszkadzało mi to za bardzo. Przynajmniej poznałem wiele miejsc, wielu ludzi"

Od dziecka wiele czasu spędzał na boisku, oglądał mecze ojca i marzył, żeby w przyszłości zostać siatkarzem. - Ja chyba nauczyłem się grać od samego patrzenia - żartuje.

Kuba Jarosz swoja przygodę ze sportem zaczynał od pływania. - Rodzice woleli, żebym trenował pływanie, bo jest to sport bardziej ogólnorozwojowy. Ja jednak zawsze chciałem grać. W pewnym momencie trzeba było na coś się zdecydować, zbuntowałem się i postawiłem jednak na siatkówkę - mówi.

I była to na pewno dobra decyzja. Już po pięciu latach treningów Jakub Jarosz uważany był za jednego z najbardziej utalentowanych zawodników w kadrze juniorów. - Jest bardzo skoczny, przy wzroście 195 cm łapie piłkę na zasięgu 352 cm w ataku.- mówił o nim trener kadry juniorów. Jego mocną stroną jest również zagrywka. - Z moją zagrywką różnie bywa. Mam zwyżki i zniżki formy w tym elemencie. W jednym spotkaniu zagrywam bardzo mocno i celnie, zdobywam punkty bezpośrednio z serwisu, a w innym zagrywka nie do końca wychodzi mi tak, jakbym chciał. Czasami po prostu troszkę schudnę, lepiej się czuję w powietrzu i ta zagrywka rzeczywiście mi "siedzi". Chociaż muszę przyznać, że ten element jest od zawsze moją mocną stroną.. - opowiada o tym elemencie siatkarskiego rzemiosła sam zawodnik.

Przed przyjściem do Kędzierzyna Jarosz - junior grał w barwach Delic-Polu Częstochowa, z którym w 2005 roku wywalczył wicemistrzostwo Polski juniorów, wcześniej występował w zespole Gwardii Wrocław. - Była tam wyjątkowa atmosfera i tę drużynę będę zawsze miło wspominał. Zawodnicy, z którymi miałem przyjemność tam grać, to utalentowani siatkarze, bardzo sympatyczni młodzi ludzie. To oni tworzyli tam tę miłą atmosferę. Mogę nawet powiedzieć, że nigdy przedtem nie obracałem się w takiej atmosferze, wszyscy byli dla siebie bardzo życzliwi, zawsze sobie pomagali, nie było żadnych złośliwości ani konfliktów. A sama gra, no cóż... Ostatni sezon był nieudany dla nas. Pojechaliśmy do Kędzierzyna-Koźla po złoto mistrzostw Polski juniorów. Jeszcze przed wyjazdem otwarcie mówiliśmy, z jakim celem tam jedziemy, ale nie udało się. W siatkówce różnie bywa i tym razem, mimo że graliśmy jako faworyci, zajęliśmy dopiero czwarte miejsce.

Ojciec odgrywa ważną rolę w rozwoju talentu Kuby, ale nie kieruje nim sam pod względem szkoleniowym. "Staram się zupełnie nie wtrącać w treningi syna" - mówi. Potwierdza to również sam zawodnik. " Tato udziela mi rad tylko wtedy, gdy sam o to pytam". Jednak nazwisko po słynnym siatkarzu może pomagać i jednocześnie przeszkadzać. "Jestem dumny z tego, że nazywam się Jarosz i chcę w przyszłości dorównać tacie. Jednak jest to również swego rodzaju ciężar. Kiedy zdobywam jakieś wyróżnienia na turniejach, dużo ludzi mi gratuluje, ale z drugiej strony słychać pogłoski, że to dzięki nazwisku. Staram się tym nie przejmować, bo wiem, że sam musze pokazać, że jestem dobry.

Po zakończeniu pierwszego seniorskiego sezonu ligowego Kubę spotkało wielkie wyróżnienie - otrzymał powołanie do kadry B przygotowującej się do wyjazdu na Uniwersjadę, a następnie jako jedyny zawodnik Mostostalu wybrany został przez Krzysztofa Felczaka do dwunastki udającej się do Bangkoku. Podczas wakacji nie miał więc czasu na odpoczynek. - Cieszę się, że mogę brać udział w przygotowaniach centralnych i się rozwijać. Zdążyłem się też przyzwyczaić do braku wolnego czasu latem, choć na pewno chciałbym trochę więcej odpocząć - mówi.

W Mostostalu w pierwszym sezonie grał zarówno na przyjęciu jak i na ataku, ale sam mówił, że wolałby dalej kontynuować karierę na pozycji przyjmującego. "Wprawdzie atakującemu odchodzi jedno spore obciążenie, jakim jest przyjęcie zagrywki rywala, to jednak atak zostawiam sobie na późniejsze lata kariery"- mówił wówczas dziennikarzowi NTO.

W kolejnym roku Kuba Jarosz występował już zgodnie z własną wolą na przyjęciu. Jednak kontuzja, a przede wszystkim dobra gra Bartka Kurka i Eugena Bakumovskiego sprawiły, że rzadko gościł na parkiecie, zwłaszcza, że trudno było liczyć na to, iż wzmocni przyjęcie zespołu. (W odwodzie był jeszcze Konrad Małecki).

Kiedy wydawało się, że pozostanie w ZAKSIE jako zastępca Jakuba Novotnego, o czym kilka razy mówił, niespodziewanie rozwiązał kontrakt i przeniósł się do zespołu mistrza Polski, gdzie znów powrócił na pozycję atakującego. O swojej decyzji tak wówczas mówił: - "Propozycji od tego klubu najmniej się spodziewałem, dlatego byłem trochę zdumiony. Przyjąłem ją, bo chcę się sprawdzić w jednej z najlepszych drużyn w Europie. Przede wszystkim to dla mnie zaszczyt, że będę grał w tak utytułowanym klubie. Jestem jeszcze młody, więc współpraca z takimi zawodnikami da mi bardzo wiele. Mam nadzieje, że będę miał szansę grać, gdy Mariusz Wlazły będzie potrzebował odpoczynku. W tym upatruję swoją szansę i jeśli ją wykorzystam, to myślę, że będę regularnie odwiedzał boisko. Wszystko jest w moich rękach."

Tak też się stało. Kuba często wchodził na parkiet, a nawet grał cale mecze. Trener Castellani na ogół był zadowolony z jego postawy. Sam zawodnik też zdaniem fachowców robi postępy.

Swój debiut w barwach nowego zespołu zaliczył w zwycięskim meczu sparingowym przeciwko włoskiemu zespołowi Antonveneta Padova, po którym tak mówił: - "Jestem bardzo zadowolony, że mogłem zagrać przeciwko takiemu przeciwnikowi. Jest to zespół porównywalny do naszego, no, ale jednak my jesteśmy trochę lepsi. Bardzo się cieszę, ze wygraliśmy ten mecz. Na pewno mogło być lepiej, ale jestem zadowolony."

Ze Skrą zdobył też pierwsze swoje trofea w dorosłej siatkówce: mistrzostwo Polski i Puchar Polski. Zaliczył też występy w Lidze Mistrzów. Tuż przed finałami tak mówił o swoich emocjach: - "Osobiście czuję ekscytację spowodowaną tym, że te ostatnie mecze sezonu nie będą rywalizacją o piąte miejsce, lecz o najwyższy stopień podium. Dzięki temu oczy całej Polski skupią się właśnie na naszych spotkaniach. Grać w drużynie walczącej o złoto to prawdziwy zaszczyt."

Największym jednak sukcesem Kuby Jarosza jak do tej pory jest mistrzostwo Europy wywalczone z kadrą Castellaniego w Turcji: - "Osobiście chciałbym podziękować całej drużynie. Świetnie się razem zgraliśmy na tych mistrzostwach, tworzyliśmy wspaniałą grupę w której każdy wspierał się nawzajem. Ale na pewno chciałbym dedykować to mistrzostwo rodzinie, która zawsze mnie wspiera. Kiedy mam jakieś gorsze momenty w życiu, karierze to są zawsze blisko ze mną i wspierają mnie dobrym słowem."- mówił tuż po powrocie do Polski.

W Kędzierzynie nie było czasu na świętowanie tytułu. Kuba szybko musiał stanąć na ziemi. Liga szykowała nowe wyzwania. "Jestem zadowolony z tego, że trafiłem do ZAKS-y. Czuję, że mam wpływ na wyniki drużyny. Nie żałuję żadnego dnia swojej kariery. Zakładam, że wszystko, co mnie dotąd spotkało, było mi pisane i ze wszystkiego wyciągnąłem wnioski." - mówił wówczas o swoim rozstaniu ze Skrą i o powrocie do Kędzierzyna.

Kuba grał bardzo dobrze i był mocnym punktem drużyny, jednak ostatecznie kędzierzynianie przegrali pla-off o finał z Jastrzębskim Węglem w morderczym pojedynku (5 meczów i 24 sety), a potem z Resovią o brąz, kiedy do medalu brakowało dwóch piłek (17:23) "To były play offy straconych szans dla naszego zespołu. Byliśmy bardzo blisko finału i przegraliśmy tamtą rywalizację, a teraz byliśmy już tak blisko brązowego medalu, że bliżej się nie da, i też przegraliśmy. Jest to niesamowicie smutne i bardzo przykre. Trzeba z tego wyciągnąć jakieś wnioski, trenować dalej, podnosić swoje umiejętności i wierzyć w to, że w przyszłości będzie lepiej - podsumował występ zespołu w swoim pierwszym sezonie po powrocie atakujący ZAKSY.

Drugi sezon był z kolei znakomity dla ZAKSY (Trzy finały), lecz gorszy dla Kuby, który często nie wytrzymywał ciężaru odpowiedzialności. Na szczęście ZAKSA miała Dominika Witczaka, który znakomicie zastępował mistrza Europy. Po zakończeniu sezonu prezes Pietrzyk postanowił wzmocnić skrzydła ZAKSY i podpisał kontrakt z reprezentantem Francji Antoninem Rouzierem, a Kuba otrzymał wolną rękę.

Był bliski podpisania kolejnego kontraktu ze Skrą, gdzie już występował przez rok i gdzie gra jego przyjaciel Bartosz Kurek, ale ostatecznie wybrał opcję włoską. W kuluarach mówiło się, że duży wpływ na taką decyzję miał Andrea Anastasi, który powołanie do kadry uzależnił od tego, czy Kuba będzie grał, czy stał w kwadracie dla rezerwowych.

"Chcę podkreślić, że bardzo się cieszę z tego, że w przyszłym sezonie będę występował w drużynie Latiny. W życiu każdego sportowca przychodzi taki moment, w którym trzeba pewne decyzje podjąć. Trzeba zastanowić się, czy chce się opuścić kraj, poznać inną ligę, inną rzeczywistość siatkarską i ja właśnie taką decyzję podjąłem. Przede wszystkim jest to zespół, w którym stawiają na to, żebym grał. To drużyna, która naprawdę chciała mnie w swoim składzie, a nie robiła "łaskę" z tego, że ja do nich dołączę. To mnie bardzo cieszy - mówił po podpisaniu umowy z Andreoli Latina.

W reprezentacji Kuba też grał mniej, bo wobec absencji Wlazłego trener Anastasi postawił na Bartmana, którego przekwalifikował na pozycję atakującego. Ale zdobył wraz z kadrą trzy medale w 2011 r.: pierwszy w historii medal w Lidze Światowej (Brąz), brązowy medal ME i srebrny medal Pucharu Świata. Do historii przejdzie mecz z Włochami w PŚ, w którym Polacy przegrywali 0:2, aby ostatecznie wygrać 2:3.

Jakub Jarosz zmienił grającego od dłuższego czasu w podstawowym składzie Zbigniewa Bartmana. Zawodnik Jastrzębskiego Węgla nie grał źle, jednak czegoś w jego grze brakowało. To coś w dniu dzisiejszym miał Jarosz, który nie przestraszył się włoskiego bloku i raz po raz dodawał kolegom skrzydeł, atakując i zdobywając kolejne punkty, w sytuacji niewesołej dla zespołu Andrei Anastasiego. "Siatkówka polega na tym, aby wygrać trzy sety aby zwyciężyć w spotkaniu. My absolutnie ani na moment nie mieliśmy w głowach takiego przeświadczenia, że mecz jest skończony i że przegraliśmy - stwierdził atakujący. - Gra się do trzech wygranych setów i my wygraliśmy dziś 3:2, i nie ma co tutaj mówić o słabych czy dobrych momentach."

Kuba ma na pewno duży potencjał i, miejmy nadzieję kiedyś jego talent rozbłyśnie. Może przygoda we Włoszech uczyni go takim zawodnikiem, jakiego chcielibyśmy oglądać. Powodzenia!

Autor: Janusz Żuk



Galeria



Foto: Jacek Żuk