Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Grali u nas

Serhiy Kapelus



Po zakontraktowaniu przed sezonem 2011/2012 dwóch Francuzów (Rouzier i Samica) Prezes Pietrzyk zapowiadał pozyskanie jeszcze jednego przyjmującego, a na giełdzie transferowej pojawiały się różne nazwiska, większych lub mniejszych gwiazd. Tymczasem oficjalny komunikat zakończył te spekulacje, a zawodnikiem, który od nowego sezonu zasilił zespól wicemistrzów Polski, został nie wymieniany nigdzie rodak Jurija Gladyra, który przed trzema laty razem z nim przyszedł do Politechniki, Serhiy Kapelus. Tak więc losy obu zawodników znów się splotły i teraz obaj reprezentują klub z Kędzierzyna.



Serhiy Kapelus [1]
Data urodzenia: 22 października 1982
Wzrost: 191 cm
Waga: 88 kg
Wyskok do ataku: 345 cm
Wyskok do bloku: 330 cm
Pozycja na boisku: Przyjmujący
Dotychczasowe kluby: Krymsoda Krasnopersk, AZS Politechnika Warszawska (2008-2010), Siatkarz Wieluń (2010-2011), ZAKSA Kędzierzyn (2011 - 2013), Łokomotyw Charków (od 2013)
Największe sukcesy: 2 razy wicemistrzostwo Ukrainy, brązowy medal w mistrzostwach Ukrainy, brązowy medal MP 2011/ 2012(ZAKSA), Puchar Polski 2012/ 2013 (ZAKSA); wicemistrz Polski 2012/2013 (ZAKSA);


Kiedy Kapelus przyszedł do PlusLigi, był właściwie postacią anonimową. Znał go jedynie ówczesny szkoleniowiec "Inżynierów", nieodżałowanej pamięci Krzysztof Kowalczyk, który Go sprowadził i był pewien, że ukraiński przyjmujący będzie wartościowym zawodnikiem budowanego przez niego zespołu. Kapelus w lidze ukraińskiej był bowiem jednym z wyróżniających się zawodników. Jego największymi atutami były: solidne przyjęcie oraz bardzo mocna zagrywka. "Dwukrotnie byłem wicemistrzem ligi ukraińskiej. Na swoim koncie mam także brązowy medal z tych rozgrywek - opowiadał Serhiy o swoich osiągnięciach w pierwszym w Polsce wywiadzie. - Grałem także w europejskich pucharach, po ukraińsku "eurokubki" . Kilka lat temu z kolegami z zespołu doszliśmy do ćwierćfinału jednego z pucharów. Nie wiem, czy można to uznać za sukces, ale ja miło to wspominam. Ocierałem się także o ukraińską drużyną narodową. Byłem powoływany i trenowałem z reprezentacją, lecz nie miałem jeszcze okazji zagrać w narodowej koszulce. Mam nadzieję, że dobre występy w Politechnice pozwolą mi spełnić to marzenie."

Człowiekiem, który miał duży udział w sprowadzeniu do polski Kapelusa był nie tylko szkoleniowiec Inżynierów. Do gry w naszym kraju namawiał go również ówczesny rozgrywający Politechniki Wiktor Położewicz. "Z Wiktorem znamy się od kilku lat. W naszych ostatnich rozmowach często przewijał się temat siatkówki, a Witia bardzo ciepło wypowiadał się o Polsce i chwalił warszawską drużynę. Kiedy doszło do rozmów z działaczami Politechniki, pomyślałem: dlaczego nie. Rozmowy zakończyły się więc sukcesem, a ja podpisałem dziś kontrakt, z czego bardzo się cieszę - opowiadał o kulisach transferu. - O polskiej lidze nie wiem zbyt dużo, słyszałem jednak same pochlebne opinie. Wszyscy mówią, że jest bardzo mocna. Gra dla Politechniki będzie dla mnie zatem naprawdę dużym wyzwaniem."

Już w pierwszym roku spędzonym w Warszawie dał sie poznać jako solidny zawodnik na swojej pozycji. W wielu ważnych meczach na nim opierał się atak, tak więc pozostał na kolejny sezon: "Bardzo cieszymy się, że udało nam się dojść do porozumienia. Serhiy to bardzo dobry zawodnik. W minionym sezonie był jednym z filarów naszej drużyny, odegrał dużą rolę nie tylko w ataku i przyjęciu, gdzie radził sobie świetnie, ale też w budowaniu atmosfery" - mówił wówczas Adrian Komorowski , rzecznik prasowy "Inżynierów". - "Jesteśmy pewni, że w nowym sezonie Serhiy zaprezentuje równie dobrą, a może nawet jeszcze lepszą formę". Jednak mimo jeszcze lepszego kolejnego sezonu Zarząd "Inżynierów" nie przedłużył z nim umowy. Ukraiński przyjmujący podpisał więc roczny kontrakt z Wieluniem, dla którego miał wywalczyć utrzymanie. Mimo tego, że Ukrainiec był wyróżniającym sie zawodnikiem i "trzymał poziom", Pamapol Wielton Wieluń nie utrzymał sie w PlusLidze.

W Kędzierzynie wróżono Ukraińcowi raczej pobyt w kwadracie dla rezerwowych, bo Krzysztof Stelmach niechętnie sięgał do rezerw, a w zanadrzu miał same gwiazdy: Ruciak, Samica i Świderski. Jednak powtórna kontuzja Sebastiana, a potem uraz i słabsza dyspozycja "Samika" sprawiły, że Kapelus grał i czynił to z powodzeniem. Po zakończeniu sezonu ani On, ani nikt inny nie miał wątpliwości, że ukraiński przyjmujący powinien wypełnić kontrakt do końca. "Ja miałem kontrakt podpisany na dwa lata, więc jeszcze przez rok mnie obowiązuje. Zostaję w ZAKSIE, z czego bardzo się cieszę" - mówił przed ostatnm meczem sezonu.

A siatkarskie marzenie sympatycznego Ukraińca? "Chciałbym wygrać ligę i wierzę, że kiedyś mi się to uda. Oczywiście chciałbym też pokazać się w reprezentacji Ukrainy." Pierwsze marzenie już się spełniło. A drugie - może zrealizuje właśnie w Kędzierzynie, czego jemu i sobie życzymy.

A tak na marginesie, Serhiy Kapelus ma talent nie tylko do siatkówki. W wolnych chwilach gra na instrumentach muzycznych, bo muzyka to jego druga wielka pasja. "Ukończyłem na Ukrainie szkołę muzyczną na akordeon. Potrafię grać też na gitarze, ale w tym przypadku jestem samoukiem. Lubię po prostu w wolnej chwili, kiedy jestem sam w domu, wziąć gitarę do rąk i trochę pograć. Nie potrafię ocenić, jak mi to wychodzi, ale akordy znam" - opowiada. Bo Serhij pochodzi z muzykalnej rodziny. "Mama jest wicedyrektorem w szkole muzycznej, tato jest nauczycielem muzyki, a mój brat właśnie składa dokumenty do konserwatorium muzycznego - opowiada nasz zawodnik. Ojciec zawodnika ma też swój zespół muzyczny, z którym występuje na licznych uroczystościach. "Oni grają bardzo profesjonalnie, są jednym z lepszych zespołów w regionie Lwowa, z którego pochodzę - opowiada siatkarz ZAKSY.

W Polsce Kapelus przebywa wraz z zoną Katią oraz 8-letnim dziś synem Dimą, który chodzi do II klasy szkoły podstawowej w Koźlu, gdzie mieszkają. "Dima chodzi do polskiej szkoły i dobrze sobie radzi - zaznacza zawodnik ZAKSY. - To nie znaczy, że swoją przyszłość wiążemy z Polską, ale ciężko było znaleźć szkołę z językiem ukraińskim lub rosyjskim, bo tutaj takich szkół nie ma. Dla syna język polski nie jest żadnym problemem. Wcześniej, kiedy grałem w Warszawie, chodził już do przedszkola i po polsku normalnie rozmawia. Trochę się baliśmy, że w szkole może być ciężej, ale daje sobie radę. Praktycznie od pierwszej klasy w ogóle nie mieliśmy problemów. Poza nauką Dima uprawia piłkę nożną i regularnie uczęszcza na basen. "Zapisałem go na piłkę nożną w Reńskiej Wsi, a także na basen w Kędzierzynie - mówi zawodnik. - Nie dlatego, by został sportowcem, ale po to, by w wolnym czasie czymś się zajmował. Ma bardzo dużo energii i gdyby nic nie robił, to by skakał nam po głowach. Jak dzieci mają zajęcie, to nie mają sił na głupoty. Choć musze przyznać, że syn ma chyba niespożyte pokłady energii, bo jak po piłce wraca do domu, to wciąż mu mało i biega.

Kiedy Serhij grał w Warszawie, do rodzinnego domu mieli bardzo blisko. Teraz ta odległość powiększyła się dwukrotnie, więc o wyjazdach w czasie sezonu mowy być nie może. Namiastką ojczyzny jest więc domowa kuchnia Katii i ukraińskie potrawy. "Uwielbiam barszcz ukraiński, ale prawdziwy, a nie taki jak czasami można spotkać w restauracjach, gdzie jest taka juszka, czyli czerwona woda. Nasz barszczyk jest gęsty i trochę tłusty, jest w nim dużo ziemniaków, fasoli, kapusty, marchewki, buraczek i mięso. Bardzo taki lubię - mówi siatkarz, który sam uważa się za antytalent kulinarny.

Chociaż tęskni za swoją ojczyzną i bliskimi , coraz lepiej czuje się w Polsce. "Bardzo mi się tutaj podoba. Żonie też, choć na początku jej było trudniej. Przebywałem z chłopakami z drużyny, szybciej "załapałem" język, rozumiałem wszystko i w miarę szybko zacząłem rozmawiać po polsku. Katia cały czas była w domu, ale powoli, powoli zaczynała rozmawiać po polsku. Teraz praktycznie czuje się tutaj jak w domu - opowiada zawodnik, który wie, że przyjeżdżając do naszego kraju dokonał właściwego wyboru.

Autor: Janusz Żuk


W artykule wykorzystano materiały z NTO: "Muzyk pod siatką"

Galeria



Foto: Jerzy Kowalewski/Jan Opiłka/Jacek Żuk