Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Sezon 2004/2005

VIII kolejka PLS

Pamapol AZS Częstochowa vs. Mostostal

(24:26; 23:25; 25:19; 25:22; 15:5)


Rozegrany w sobotę, 4 grudnia, mecz pomiędzy Pamapolem AZS-em Częstochowa a Mostostalem Kędzierzyn w ramach VIII kolejki PLS na pewno w pełni zasłużył na miano spotkania tej kolejki oraz kontynuatora wieloletnich zmagań obu zespołów. Zgromadzeni w hali Polonia kibice obu drużyn oraz rzesze miłośników siatkówki i fanów obu zespołów, którzy w sobotnie popołudnie zasiedli przed telewizorami, nie mogli bowiem narzekać na brak emocji. Spotkanie odwiecznych rywali obfitowało w liczne zwroty wydarzeń na boisku, zmieniające się prowadzenie i zaciętą, męską walkę. Końcowy wynik, który, szczególnie po dwóch pierwszych wygranych przez nas setach, nieco nas rozczarował, mile zaskoczył kibiców gospodarzy, którzy przez pierwsze dwie partie z niedowierzaniem przecierali oczy. Chyba się nie mylę, że w tym momencie tym starszym w pamięci stawały jak żywe obrazy z nie tak odległych przecież jeszcze finałów lat poprzednich i bali się, że może prawdziwe są słowa o historii, która lubi się powtarzać.

Słowa uznania należą się więc wszystkim: siatkarzom trenera Skorka za to, że potrafili przełamać kryzys i wykrzesać z siebie wiarę i motywację do walki w następnych partiach; a zawodnikom naszego Mosto - że na trudnym terenie przeciwnika udowodnili wszystkim niedowiarkom, że ostatnie zwycięstwo nad Olsztynem na pewno nie było dziełem przypadku i kryzys mają już za sobą. Czy wynik tego meczu należy uznać za sukces czy za porażkę, pozostanie sprawą dyskusyjną, ale myślę, że jeszcze kilkanaście dni temu jeden punkt zdobyty w Częstochowie przyjęlibyśmy jak prezent od losu, a dzisiejsze utyskiwanie wynika raczej z frustracji wywołanej porażką po początkowym prowadzeniu 2:0 i stylem przegranej w piątym secie. Tak czy inaczej, nastroje są mieszane i nie wiem, czy bardziej szkoda nam straconych dwóch punktów, czy zawiedzionej nadziei, ale chyba jednego i drugiego i jeszcze kilku innych rzeczy.

Pierwszy set to wyrównana gra obu zespołów. Mostostal rozpoczął konsekwentnie bardzo silną zagrywką i grą środkiem z wyraźnym pominięciem Marcela Gromadowskiego. Taka gra wynikała zapewne z założeń taktycznych obu trenerów i przynosiła efekty. Dla naszego zespołu punktowali Tomas Kmet i Olek Januszkiewicz oraz ze skrzydła bardzo skuteczny - Arkadiusz Olejniczak. Dla gości z kolei punkty zdobywali skrzydłowi: Gierczyński, Winiarski i niemal bezbłędny w ataku - Grzegorz Szymański. Kiedy pod koniec tej partii gospodarze mieli już piłkę setową punkt dla naszego zespołu z bardzo "trudnej piłki" zdobył Vartovnik, a dwie trudne zagrywki Olejniczaka dały nam zwycięstwo w tej partii po pojedynczym bloku Lipińskiego na Winiarskim.

Drugi set to jeszcze lepsza gra Mostostalu w ataku i znacznie słabsza - gospodarzy. Lipiński rozdzielał w tym secie piłki do wszystkich zawodników. Na środku rej wodził Januszkiewicz, na skrzydłach Olejniczak i Gromadowski, nadal bardzo skuteczny był Tomasz Kmet. Mankamentem gry obu drużyn były zepsute zagrywki, w wyniku których Mostostal oddał za darmo aż 6 punktów, a gospodarze- 3. Oba zespoły popełniły też sporo błędów własnych i mimo tego, że nasi siatkarze znacznie przewyższali gości w skuteczności ataku ( 8:17), partię tę wygraliśmy dopiero w samej końcówce.

Kiedy wydawało się, że Mostostal nie da wydrzeć sobie zwycięstwa za trzy ligowe punkty, gospodarze zmienili taktykę i częściej zaczęli grać środkiem, co przyniosło efekt w postaci zdecydowanego zwycięstwa w tym secie. Przewaga wypracowana na początku seta wystarczyła do w miarę spokojnej gry, gdyż uśpiony zdobyczą punktową zespół "Mosto" grał mniej efektywnie i bardziej monotonnie, a atak oparty jedynie na Olejniczaku nie był w stanie przełamać przewagi gospodarzy, którzy zorientowali się już, że nasz młody atakujący, Marcel Gromadowski, jest w nie najwyższej formie i wobec tego ustawiali blok na naszych środkowych, których często "zatrudniał" do tej pory Lipiński, co zaczęło przynosić efekty.

Czwarty set to festiwal zepsutych zagrywek po obu stronach i coraz lepsza gra gospodarzy, wśród których wyróżniającym się zawodnikiem był nadal Grzegorz Szymański i kiedy się wydawało, że czteropunktowa przewaga gospodarzy wystarczy do odniesienia zwycięstwa w tym secie, Mostostal odrobił stratę i mógł nawet wygrać tę partię. Jednak błąd rozegrania z trudnej piłki nie pozwolił Olejniczakowi na skuteczny atak i to częstochowianie mogli cieszyć się z wyrównania.

To, co wydarzyło się w piątym, decydującym secie, pozostanie tajemnicą naszych zawodników. W tej partii zawiodło niemal wszystko, a szczególnie nasz największy atut-przyjęcie. Na pewno sporą zasługę w takim obrocie rzeczy miał Michał Winiarski, który zmusił naszych przyjmujących do błędów silną i trudną zagrywką i całkowicie rozmontował zespół, który pod koniec w niczym nie przypominał tego, który w pierwszym secie wyszedł na parkiet.

Czy była to cena, jaką zapłacił niedoświadczony zespół, za trudny pięciosetowy pojedynek w hali przeciwnika, czy moment dekoncentracji, czy może zmęczenie - trudno powiedzieć. Jedno jest pewne: ta porażka, jak zawsze, jest przykra, ale wstydu nam nie przynosi i na pewno zaprocentuje w przyszłości w innych meczach. W tym roku czeka nas jeszcze wiele okazji do rewanżu i może wtedy pokusimy się o zwycięstwo, co, jak widać, jest całkiem realne.

Pamapol wygrał ten mecz, chociaż mogło być zupełnie inaczej. Zaprocentowało zgranie zespołu i boiskowe doświadczenie zawodników. Na pewną swój udział w tym zwycięstwie mają również kibice gospodarzy, bo jak trudno gra się w hali Polonia, wiedzą wszyscy zawodnicy występujący w rozgrywkach PLS. Cieszyć może powrót do dobrej dyspozycji Arka Olejniczaka, który już w drugim meczu był najlepiej punktującym zawodnikiem w barwach "Mosto", stabilizacja formy Piotra Lipińskiego i dobry występ Olka Januszkiewicza. "Serek" w roli libero też spisywał się bez zarzutu, a Kmet, jak zwykle, zaliczył bardzo dobry mecz. Martwi jedynie niska skuteczność Marcela Gromadowskiego, który chyba za często daje się ponosić "ułańskiej fantazji", ale, miejmy nadzieję, że z każdym meczem jego rola w zwycięstwach naszego zespołu będzie coraz większa i Piotrek będzie mógł odciążyć środkowych i Olejniczaka, a wtedy siła rażenia Mostostalu wzrośnie niewspółmiernie. Widać też symptomy poprawy w grze obronnej i w asekuracji, co często zarzucano naszemu zespołowi. Rośnie więc forma, a z nią przyjdą kolejne zwycięstwa, czego wszyscy naszemu zespołowi życzymy.