Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Grali u nas

Marcin Prus


Wśród kibiców siatkówki w Polsce Marcin Prus cieszył się niezwykłą, ale w pełni zasłużoną popularnością. Zawdzięczał ją przede wszystkim swojej grze. Jednak tym, co zadecydowało o niepowtarzalnym uwielbieniu przez fanów, była Jego nietuzinkowa osobowość. Marcin bowiem nigdy nie był jednym z wielu, zawsze starał się być sobą - spontanicznym chłopakiem z siatkarskich boisk, potrafiącym poderwać do walki kolegów, a kibiców rozgrzać niemal do białości. Charakteryzując tego siatkarza, należałoby powiedzieć, że był On "najlepszym schowmanem wśród siatkarzy i najlepszym siatkarzem w gronie schowmanów".

Któż z nas nie pamięta Jego wspaniałych ataków, nie pozostawiających nikomu cienia wątpliwości, kto rządzi na środku siatki; szczelnych jak ściana bloków - przysłowiowych " czap", które u przeciwników wywoływały czasem wściekłość, a częściej bezradność, szczególnie wtedy, gdy piłka jak bumerang ze zdwojoną siłą wracała tuż pod nogi atakującego. Któż z nas nie pamięta Jego kolorowej czupryny, gestów zachęcających kibiców do dopingowania, znakomitego kontaktu z trybunami, które reagowały na każdą Jego akcję, na każdy ruch ręki, mimikę, nawet grymas na twarzy.

Kontuzja przerwała zbyt wcześnie Jego karierę i mimo że Marcin się nie poddawał i wszelkimi możliwymi środkami walczył o powrót na siatkarskie parkiety, z każdym rokiem i do Niego docierała ta smutna prawda, że walkę ze swoim zdrowiem chyba przegrał. Dziesiątki operacji, jedna po drugiej wizyta kontrolna, tygodnie oczekiwania na jakieś dobre wieści, tak przez ostatnie cztery lata wyglądało życie sportowca. Ponieważ jednak bardzo kocha siatkówkę i poza nią nie wyobraża sobie życia, zajął się dziennikarstwem.


Marcin Prus [4]
Data i miejsce urodzenia 16.10.1978r.-Starogard Gdański
Wzrost: 198 cm
Waga: 95 kg
Zasięg w ataku: 345 cm
Zasięg w bloku: 324 cm
Pozycja na boisku: Środkowy bloku
Dotychczasowe kluby: SKS Polmos Starogard Gdański, SMS Rzeszów (do 1997), Mostostal Azoty (1997-2002), Gwardia Wrocław (2002-2003)
Reprezentacja Polski: Były reprezentant kraju
(uczestnik MŚ '98,LŚ '98,'99,'00,'01r.).
Największe sukcesy Mistrz Polski 1998, 2000, 2001 i 2002, wicemistrz 1999 (w Mostostalu), zdobywca Pucharu Polski 2000 i 2001 (w Mostostalu), Mistrz Europy (1996) i Świata (1997) Juniorów , 3 miejsce w Final Four Pucharu CEV 2000 (w Mostostalu), 4 miejsce w Final Four Ligi Mistrzów 2002.
Nagrody i wyróżnienia: Najlepszy siatkarz Mistrzostw Świata Juniorów (1997), Wybór do "Szóstki marzeń" ligi polskiej w sezonie 97/98.

Marcin urodził się sportowcem i chyba inaczej nie mogły potoczyć się Jego losy. Ma bowiem to, co decyduje na ogół o sukcesie - talent, wolę walki, potrzebę rywalizacji i duszę artysty. W rodzinnym Starogardzie Gdańskim siatkówkę zaczął uprawiać najpierw w Szkolnym Klubie Sportowym, a później w Polmosie Starogard Gdański. Stamtąd trafił do rzeszowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego, w której zdał maturę w 1997 roku. Już wówczas mógł pochwalić się sukcesami sportowymi, które zadecydowały o dalszej Jego karierze. Był, podobnie jak Robert Szczerbaniuk, mistrzem Europy juniorów z 1996 roku i mistrzem świata juniorów z 1997 roku. Podobnie jak Robert przeszedł wraz z trenerem Janem Suchem do budowanej w Kędzierzynie drużyny, która w następnych latach miała święcić swoje największe sukcesy, a wtedy mogła się pochwalić pierwszym wicemistrzostwem Polski. Robert na rok został wypożyczony do Chełmca Wałbrzych, Marcin natomiast zdobywał siatkarskie doświadczenie u boku znakomitych kędzierzyńskich środkowych: Bogusława Mienculewicza i Andrzeja Solskiego, stając się bardzo wcześnie podstawowym środkowym zespołu. Kolejnym osiągnięciem młodego siatkarza był wybór do "szóstki marzeń" po zakończeniu sezonu 97/98 i powołanie do kadry seniorów na Mistrzostwa Świata i Ligę Światową w 1998 roku.

Bardzo prędko zaistniał też w świadomości kibiców. Miała na to wpływ bez wątpienia Jego wspaniała siatkarska postawa na boisku, ale także to wszystko, co jej towarzyszyło. Kolorowa czupryna Marcina, którą wymyślił sobie z Robertem podczas nauki w Rzeszowie, sprawiła, że Marcin dla fanów siatkówki stał się rozpoznawalny i jakiś bliższy." To była prawdziwa gra - odgadywanie, jakiego koloru włosy będzie miał Marcin na meczu" - wspominają młodzi wówczas kibice siatkówki. "Siatkówka dzięki niemu stała się nie tylko imprezą sportową, ale czymś, co upodabniało mecz do karnawału i zabawy." Twierdzą inni.

Największe sukcesy Marcin odnosił wraz z Mostostalem. Już w 1998 roku zdobył mistrzostwo Polski. Sukces ten powtórzył jeszcze trzykrotnie: w 2000, 2001 i 2002 roku. Właśnie ten ostatni tytuł miał dla reprezentacyjnego środkowego największe znaczenie, gdyż w 2001 roku zawisły nad utalentowanym siatkarzem czarne chmury. W lipcu 2001 roku Marcin poddał się operacji stopy. W klubie obawiano się, że nie zdąży wyleczyć kontuzji przed rozpoczęciem sezonu. Wszystko niby skończyło się pomyślnie, ale po operacji pojawiło się nowe schorzenie - zapalenie żył, które wyłączyło Marcina na długie miesiące z gry w Mostostalu i w reprezentacji. O swojej sytuacji tak mówił dziennikarzowi Gazety Wyborczej w 2002 roku: "Gdy okazało się, jak poważna jest moja kontuzja, wiedziałem, że ten sezon jest dla mnie praktycznie stracony. Wiadomo było, że pozostanie mi tylko kibicować kolegom. W takiej sytuacji człowiek zawsze się zastanawia, czy w ogóle jeszcze wyjdzie na parkiet. Tak, obawiałem się, że może być to koniec mojej kariery, ale z drugiej strony wierzyłem, że jeszcze zagram. No i wszystko wskazuje na to, że dobrze się to skończy." Na parkiecie Marcin pojawił się jednak dopiero w finale fazy play-off z Galaxią Azs-em Częstochowa. To właśnie między innymi dzięki jego wspaniałej grze Mostostal wygrał czwarte spotkanie i mógł świętować mistrzowski tytuł. Marcin cieszył się z tego zwycięstwa jak dziecko. Nie wiedział jeszcze, jak wiele ciężkich chwil przyjdzie mu przeżyć w zmaganiach z kontuzją.

W 2002 roku Marcin Prus pożegnał się z Mostostalem. Dość długo trwały negocjacje zawodnika z dotychczasowym klubem. Marcin chciał zostać w Mostostalu, ale nie przyjmował nowych warunków kontraktu. Prezes Pietrzyk natomiast nie mógł zaakceptować żądań finansowych zawodnika. Tę patową sytuację rozwiązała propozycja złożona przez zarząd Gwardii Wrocław, z którą zawodnik podpisał dwuletni kontrakt. "Cóż, chciałbym zaznaczyć, że będzie to dla mnie pierwszy sezon w nowym klubie po pięciu latach. Poprzednio grałem tylko w SMS-ie jeszcze jako junior i w Mostostalu. Teraz zdecydowałem się na zmianę środowiska po pięciu latach i muszę się do wszystkiego przyzwyczajać, uczyć się wszystkiego jakby od nowa." - Tak o zmianie pracodawcy mówił w 2002 roku tuż po podpisaniu umowy. Niestety, nadzieje trenera Jarosza i samego siatkarza spełzły na niczym. Tuż przed rozpoczęciem sezonu Marcin znów zaczął uskarżać się na ból lewego kolana, co zmusiło Go do kolejnej operacji. Niestety, drugi zabieg przeprowadzony w warszawskiej klinice "Karolina" niewiele zmienił w sytuacji zawodnika. Nie pomogły też następne dwa. Prus rozstał się z Gwardią i zamieszkał w Kędzierzynie.

W następnym roku miał przejść kolejną - czwartą już operację, tym razem w niemieckiej klinice w Gelsenkirchen. Wierzył, że po niej wróci na siatkarskie boiska. Razem z Nim tę wiarę podzielali też Jego najwierniejsi fani. Niestety, ta i następne operacje też nie przyniosły pożądanych rezultatów.

" O sporcie w tej chwili nie myślę - mówił dziennikarzowi Magazynu Siatkówka w 2004 roku -Najpierw chcę odzyskać zdrowie i wrócić do dawnej sprawności. Moja kontuzja nazywa się fachowo chondromalizaca IV stopnia chrząstki w stawie rzepkowo-udowym"

Wiele zmieniło się w życiu sportowca, który w 2002 roku po raz ostatni stanął na siatkarskim boisku. Mówi, że czas choroby i walki z nią bardzo mocno odmienił sposób patrzenia na świat.

"Problemy z moją kontuzją mają dwie strony medalu. Oczywiście nie mogłem grać, czego bardzo żałuję, ale dzięki temu mogłem spędzić znacznie więcej czasu z rodziną. Mama przez półtora miesiąca opiekowała się mną w Kędzierzynie. Później przyjechałem do Stargardu, gdzie spokojnie i w rodzinnej atmosferze minęły nam święta. Nie był to stracony czas. Miałem też okazję wiele przemyśleć i spojrzeć na siatkówkę z zupełnie innej perspektywy." To słowa Marcina z 2001 roku.

Wiosną, po dwóch latach walki z chorobą, mówił o sobie tak: (...) Nie staram się teraz patrzeć wstecz. Interesuje mnie przyszłość. Już niedługo biorę ślub z moją narzeczoną Anią. Wierzę, że stworzymy wspaniałą rodzinę. Właśnie te plany i wiara w powrót do zdrowia zdominowały moje życie.(...) tak postrzegam świat. Jak już wspomniałem, planujemy z Anią stworzyć wspaniała rodzinkę. Już niebawem zostanę ojcem i pragnę, aby nasze dziecko urodziło się silne i zdrowe. Moim marzeniem jest także wędkarska wyprawa na australijskie wody w poszukiwaniu marlinów i bassów. Choć to wyjątkowo trudno będzie spełnić... Niezmiennie marzę o powrocie do zdrowia. Wiem , że historia sportu zna często zadziwiające powroty do zdrowia, formy i sukcesów. Tęsknię za atmosferą meczów i za sportowymi emocjami. Chcę również ponownie sprawiać radość kibicom. Wierzę, że jeszcze będę grał w siatkówkę.

Z czasem coraz rzadziej mówił o powrocie do czynnego uprawiania sportu wyczynowego. Pozostał jednak wierny siatkówce, bo nie mogło być inaczej. Często mogliśmy Go spotkać go z mikrofonem na meczach reprezentacji Polski,

O początkach swojej przygody z mikrofonem tak mówi: " W jakiś dzień w szpitalu po jednej z kolejnych operacji zadzwonił telefon. Usłyszałem znany mi wcześniej ciepły głos człowieka, którego bardzo szanuję. Dzwonił do mnie Janusz Uznański. Tak to wszystko się zaczęło. Początki były trudne. Nowe środowisko, obce twarze, mikrofony ze słuchawkami, no i oczywiście make-up spędzał mi sen z powiek. Przełożenie wiedzy siatkarskiej na słowa wcale nie jest łatwym zadaniem...."

" Nie mogę grać, ale cieszę się, że w jakiś sposób mogę w swoim środowisku funkcjonować." - mówił na początku swojej telewizyjnej kariery.

Z czasem Marcin Prus coraz częściej pojawiał się z mikrofonem. Związał się z TV Polsat i tak z czynnego siatkarza stał się dziennikarzem. - Właśnie dzięki temu znalazłem pracę w Polsacie. Ludzie, którzy mnie zatrudnili, zdawali sobie sprawę z tego, że relacje między zawodnikiem a kimś, kto niedawno grał tak jak oni, będą nieco inne niż relacje między zawodnikami a dziennikarzem. Zresztą z wieloma obecnymi rozmówcami wylewałem pot na treningach. Dokładnie wiem, co im "chodzi" po głowie, bo 6 lat temu, to ja odpowiadałem na pytania. Sądzę więc, że wszyscy są z tej sytuacji zadowoleni, a ja staram się nikomu swymi pytaniami nie zrobić krzywdy".

Na stałe osiadł w Kędzierzynie, bo jak sam mów, tu czuje się dobrze. Nie wie, co będzie robił w przyszłości, chociaż kusi go zarówno profesja dziennikarska jak i trenerka.

- Z racji doświadczenia coś takiego na pewno wchodzi w grę i na pewno dałbym radę poprowadzić zespół jako trener. Chociaż moja kariera nie była zbyt długa, miałem do czynienia z wieloma trenerami, wiele się od nich nauczyłem i myślę, że byłbym w stanie przekazać te wiadomości młodym chłopakom chcącym zaistnieć w zawodowej siatkówce. Temat ten zostawiam jednak w dalekiej rezerwie. Praca trenera jest bardzo absorbująca czasowo. Musiałbym o wiele więcej przebywać poza domem i nie jestem w tej chwili przekonany, czy naprawdę tego chcę. Póki co jestem szczęśliwy, że nie jestem w domu gościem. - mówił w jednym z wywiadów.

Przyszedł jednak taki moment, kiedy trzeba było podjąć tę ostateczną decyzję. 8 stycznia 2010 oficjalnie pożegnał się z kibicami i zakończył karierę zawodniczą. Uroczystość miała miejsce w Nowym Sączu, a uświetnił ją mecz rozegrany pomiędzy reprezentacją tego miasta a przyjaciółmi siatkarza. "Jest to koniec pewnego etapu życia i początek nowej drogi. Jest mi smutno, ponieważ wiele zdrowia i wiele lat życia poświęciłem na to, aby do czegoś dojść w sporcie. Widać, że praca którą wykonałem w przeciągu tych wszystkich lat przyniosła oczekiwany skutek. Na pożegnalnym spotkaniu pojawili się ludzie, którzy przyjechali tylko i wyłącznie dla mnie. To mnie cieszy, w tym całym smutku, że ludzie są cały czas ze mną" - powiedział po tym meczu bohater tej smutnej uroczystości, Marcin Prus.

Jak potoczą się dalsze losy siatkarza? Na razie Polsat ze względu na kryzys finansowy zawiesił z nim współpracę, ale jesteśmy pewni, że Marcin znajdzie dla siebie miejsce w siatkówce. Wszak jest facetem z charakterem.

Autor: Janusz Żuk


Galeria zdjęć