Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Grali u nas:

Wojciech Serafin


Życie każdego człowieka to nieustanne pasmo decyzji i wyborów, z wagi i konsekwencji których często nie zdajemy sobie sprawy. Jaki był ich wpływ na naszą przyszłość, dowiadujemy się dopiero po latach i dopiero wtedy właśnie możemy ocenić, czy nasz wybór był dobry, czy może należało "pójść w inną stronę". Lecz nawet wówczas nie możemy mieć absolutnej pewności o słuszności naszych decyzji, chyba, że na wybranej przez nas drodze odnajdziemy sukces i wewnętrzne zadowolenie. Co decyduje więc o naszej przyszłości: przypadek i ślepy los, czy może przeznaczenie, przed którym trudno jest się uchronić? Takie pytanie stawiamy sobie nieraz, patrząc na biografie ludzi znanych, gdy w plątaninie faktów i dat szukamy jakiejś wewnętrznej logiki zdarzeń.

Taki przypadek czy takie przeznaczenie sprawiły, że Wojciech Serafin, będąc uczniem szkoły podstawowej w rodzinnym Kędzierzynie, trafił na zajęcia siatkarzy do trenera Kubackiego i choć wcześniej nie interesował się siatkówką, dał się namówić do uprawiania tej dyscypliny sportu. Trener kędzierzyńskich juniorów dostrzegł talent u chłopca, którego skierowała do niego nauczycielka wychowania fizycznego, i gorąco namawiał go do treningów, co, jak mówi sam zainteresowany, nie było wcale takie łatwe. Co zadecydowało o uporze szkoleniowca - trudno powiedzieć, ale na pewno ważną rolę odegrała w tej sytuacji jego zawodowa intuicja. Można więc stwierdzić, że to właśnie Andrzej Kubacki uwierzył w Wojciecha Serafina - siatkarza, a później wprowadził go do pierwszego zespołu Mostostalu po zdobyciu przez kędzierzyńskich juniorów wicemistrzostwa Polski i podjęciu współpracy z trenerem Leszkiem Milewskim.


Wojciech Serafin [9]
Data i miejsce urodzenia: 20.06.1978r. - Brzeg
Wzrost: 194cm
Waga: 89 kg
Wyskok do ataku: 340 cm
Wyskok do bloku: 317 cm
Pozycja na boisku: Przyjmujący skrzydłowy
Dotychczasowe kluby jako zawodnik: Mostostal (1995-2003) Ivett Jastrzębie (2003- 2004); Mostostal (2004-2007), Trefl Gdańsk (2007 - 2009), Delecta Bydgoszcz (2009 - 2011), Trefl Gdańsk (2011 - 2012)
Dotychczasowe kluby jako trener: Trefl Gdańsk (od 2012)
Największe sukcesy: Mistrz Polski 1998, 2000 i 2001, 2002, 2003 (w Mostostalu), wicemistrz 1997 i 1999 (w Mostostalu), zdobywca Pucharu Polski 2000 i 2001 (w Mostostalu), wicemistrz Polski Juniorów 1995, 3 miejsce w Final Four Pucharu CEV 2000 (w Mostostalu), 4 miejsce w Final Four Ligi Mistrzów 2002; 3 miejsce w Final Four Ligi Mistrzów 2003 (oba Mostostal), Mistrz Polski 2004 (w Ivecie).


Historia Wojtka Serafina w Mostostalu rozpoczęła się wraz z początkiem kariery Andrzeja Kubackiego w roli II trenera u boku Leszka Milewskiego w 1995 roku. Liczący 17 lat siatkarz znalazł się wtedy w gronie tak doświadczonych zawodników jak choćby Bogusław Mienculewicz, Radosław Panas czy Andrzej Solski i do 2003 roku wierny był swoim barwom klubowym. Wraz z Mostostalem przeżywał wszystkie sukcesy, ale nigdy właściwie nie odgrywał w drużynie roli zawodnika pierwszoplanowego. Grał niewiele, chyba tylko wtedy, gdy trzeba było poprawić przyjęcie lub któryś z kluczowych zawodników doznał kontuzji. Taki stan sprawił, że talent Wojtka Serafina nie mógł się w pełni rozwinąć i ujawnić. Brakowało mu ogrania, pewności siebie, doświadczenia i zrozumienia z rozgrywającymi.

Kiedy w 2003 roku Mostostal zdobył piąty mistrzowski tytuł, Wojtek postanowił odejść do Ivettu Jastrzębie, licząc, że tam otrzyma szansę gry w pierwszej szóstce. Nie chciał bowiem całej swojej kariery spędzić w kwadracie dla rezerwowych. Niestety i tam wchodził tylko na zmiany. W pierwszej szóstce grali Michalczyk i Gabrych, a na zmiany częściej wchodził młody Wika. Kontuzje Musielaka i Siezieniewskiego w Mostostalu bardzo prędko uświadomiły szkoleniowcom, jak wielką wartością był Serafin, który nieraz z powodzeniem zastępował Świderskiego czy Musielaka, ale w czasie sezonu jego powrót zablokowany został przez kierownictwo Ivettu. Jednak latem 2004 roku Wojtek postanowił znów spróbować gry w nowo budowanym " Mosto" i podpisał z klubem dwuletni kontrakt. W wywiadzie udzielonym dla naszej strony w Zdzieszowicach swoją decyzję tak uzasadnił:" Przede wszystkim jest tu fajny zespół, a w zespole panuje dobra atmosfera. Po drugie szkoleniowcem został Rastio Chudik, też bardzo dobry, moim zdaniem, szkoleniowiec i bardzo dobry człowiek. A ponadto oferta finansowa była też bardzo kusząca. No i swoje miasto, swoi znajomi, swoi ludzie, rodzice, rodzina, koledzy."

Trener Kubacki wierzył, że Wojtek Serafin teraz znajdzie miejsce w wyjściowej szóstce i jego potencjał rozwinie się. Tego samego zdania był też Rastislav Chudik. Zresztą ci, którzy oglądali jego występy, też zauważyli, że czas spędzony w Jastrzębiu bardzo zmienił tego zawodnika. W sezonie 2004/05 Serafin zaprezentował się nie tylko jako siatkarz mogący pochwalić się perfekcyjnym przyjęciem, z którego był znany, ale także urozmaiconym atakiem i dobrą zagrywką. Wydawało się, że na dobre zagości w pierwszej szóstce zespołu.

Jednak zmiana trenera zepchnęła znów Wojtka do kwadratu. Wojciech Drzyzga bowiem na przyjęciu widział "słowacką skupinę", a na libero wystawiał Arka Olejniczaka. "Serek" kolejną szansę otrzymał dopiero wtedy, gdy pod koniec sezonu 2005/2006 zespół przejął Andrzej Kubacki i odwdzięczył się swojemu wieloletniemu szkoleniowcowi znakomitą zagrywką, rozbijając szyki stołecznych i rzeszowian. I chociaż najważniejsze mecze w play-offach przegraliśmy, to znów odżyły nadzieje dla klubu i dla Wojtka.

Kolejny sezon nie był również udany dla Wojciecha Serafina. Spędził go w kwadracie. Na zmianach z pozytywnym skutkiem pojawiała się kędzierzyńska młodzież, a czas spędzony na ławce rezerwowych nie sprzyjał Serafinowi. Kiedy kontuzji doznał Konrad Małecki, słabiej spisywał się Eugen Bakumovski, a Kuba Jarosz przesunięty został na atak, Serafin nie potrafił wziąć na siebie ciężaru gry. Zabrakło ogrania i tego wszystkiego, co sportowiec zyskuje na boisku. Po zakończeniu rozgrywek zawodnik po raz drugi w swojej karierze opuścił Kędzierzyn. Podpisał kontrakt z pierwszoligowym Treflem Gdańsk i po roku gry wraz z kolegami świętował awans zespołu do PlusLigi.

W rozgrywkach PlusLigi w Treflu miał być zmiennikiem Bojana Janica czy Bruno Zanuto, ale rychło się okazało, że wobec słabej postawy swoich kolegów, musiał ich zastąpić. I mimo tego, że Trefl po roku gry pożegnał się z PlusLigą, Wojtek ten sezon mógł zaliczyć do udanych.

Szybko też znalazł zatrudnienie, bo w międzyczasie szkoleniowcem Delecty został Waldemar Wspaniały, który obok Piotra Gruszki i Martina Sopko widział w składzie swojego byłego zawodnika z Mostostalu. I tak Wojtek Serafin po raz drugi trafił pod opiekę dawnego swego trenera, z którym zdobywał największe sukcesy. Potem był znowu Trefl Sopot. Tym razzem Serafin - przyjmujący został zakontraktowany jako libero. "To nie jest wielki problem przestawić się z przyjęcia na pozycję libero. W obronie też trzeba czasami podskoczyć (śmiech). Przekwalifikowanie się w drugą stronę jest na pewno o wiele trudniejsze. Rola libero bardzo mi odpowiada" - mówił po podpisaniu kontraktu. Jednak nie dane mu było wiele pograć na nowej pozycji. Kłopoty z formą przyjmujących sprawiły, że częściej grał na przyjeciu z atakiem niż na libero, gdzie z powodzeniem zastępował go Bartosz Kaczmarek.

Po zakonczeniu sezonu Wojciech Serafin niespodziewanie zakonczył czynne uprawianie sportu. Tak jak jego kolega z wielkiego Mostostalu, Sebastian Świderski, wybrał karierę trenerską. Został asystenetem Dariusza luksa w Treflu. "Myślę, że to nie jest koniec, tylko kolejny etap. Bycie zawodnikiem traktuję z perspektywy czasu jako doskonałe przygotowanie, przede wszystkim praktyczne, czego żadna szkoła nie jest w stanie nauczyć. W czasie trwania mojej "przygody ze sportem" skończyłem studia, więc jestem trenerem z wykształcenia - powiedział były już zawodnik Lotosu Trefla" - mówił o swojej decyzji.

A nasz serwis, który od lat kibicował "Serkowi", życzy temu przesympatycznemu sportowcowi powodzenia w nowej roli.

Autor: Janusz Żuk



Galeria


Foto: Bogdan Kurys