Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Sukcesy klubu




Rozgrywki Ligowe
Puchar Polski
Europejskie Puchary



Sezon 2016/2017



-


Było kilkanaście minut po godzinie 22 (23 marca 2017 r.) , gdy Rafał Buszek efektownym blokiem na Mariuszu Wlazłym w trzecim secie drugiego meczu finałowego zdobył 25. punkt i siatkarze ZAKSY rozpoczęli szalony taniec radości - tak relacjonowała następnego dnia zdobycie siódmego "złota" mistrzostw Polski przez ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle prasa, która podkreślała ogromną rolę Ferdinando De Giorgiego.

Trener Ferdinando De Giorgi nie mógł wyobrazić sobie lepszego pożegnania z klubem. Teraz w glorii mistrza Polski może oddać się pracy z reprezentacją Polski - pisał Przegląd Sportowy, który podkreślał nie tylko obronę mistrzowskiego tytułu w Kędzierzynie, ale i dublet, czyli zdobycie Pucharu Polski.

W całym sezonie ZAKSA wygrała 30 spotkań w lidze na 34 mecze, paradoksalnie przegrywając w rundzie zasadniczej tylko po dwa spotkania z Resovią i Skrą. W fazie play- off udowodniła jednak wyższość nad cała czołówką.

- Kędzierzynianie sięgnęli po tytuł, choć stracili podstawowego zawodnika (przyp. Kevina Tillie wykluczyła kontuzja barku) i wydawało się, że to będzie dla nich ogromna przeszkoda. Okazało się, że problemy tylko ich zahartowały - komentował ten sukces Przegląd Sportowy.

Wcześniej podopieczni Ferdinando De Giorgiego zdobyli Puchar Polski, wygrywając również 3:1 ze Skrą i rewanżując się za ubiegłoroczną porażkę w finale. - Byliśmy twardzi. Jestem dumny z mojej drużyny i całego sztabu szkoleniowego. Pracowaliśmy bardzo ciężko przez te dwa dni. Były one ciężkie. Jestem szczęśliwy, że udało się nam wygrać Puchar Polski - mówił tuż po meczu Fefe.

I tylko w Lidze Mistrzów po wyjściu z grupy z pierwszego miejsca (pięć wygranych w sześciu spotkaniach) trafili na Biełogorie Biełgorod i tej przeszkody nie pokonali. Zresztą tu los nie był łaskawy dla naszych siatkarzy, którzy po ewentualnym zwycięstwie nad Biełogorie musieliby się zmierzyć z hegemonem europejskiej siatkówki, czyli Zenitem Kazań.






Sezon 2015/2016



-
-


To był rekordowy sezon. ZAKSA po 13 latach odzyskała mistrzostwo Polski, ale styl, w jakim to zrobiła, będzie trudny do powtórzenia. W całym sezonie siatkarze Ferdinado De Giorgi wygrali 26 spotkań, w tym 22 bez straty seta, a w finale nie dali najmniejszych szans Asseco Resovii, wygrywając trzy mecze po 3:0!

- Tak jednostronnego finału jeszcze w historii profesjonalnych rozgrywek nie było, a przecież po drugiej stronie siatki stał poprzedni mistrz, drużyna naszpikowana krajowymi i zagranicznymi gwiazdami, w której przed sezonem wielu widziało murowanego faworyta do tytułu - pisała prasa.

- To był cudowny, niesamowity sezon. Zdemolowaliśmy Resovię w jej domu, zdemolowaliśmy także pozostałych rywali i chyba nikomu nie uda się już pobić naszego rekordu 22 zwycięstw bez straty seta. Zabieraliśmy, co cenne i wychodziliśmy, ale nikogo nie chcieliśmy obrazić, nie niszczyliśmy wazonów po babci - mówił drugi trener ZAKSY Oskar Kaczmarczyk.

Jedynie brak Pucharu Polski, który nasi siatkarze przegrali, mając go już w gablocie, mąci nieco ocenę tego sezonu, ale na podwójną koronę będzie czas za rok.






Sezon 2013/2014



IV miejsce
-


Na turniej finałowy Pucharu Polski ZAKSA nie jechała jako faworyt. Apetyt na to trofeum miała Resovia, która zapowiadała przed sezonem wygrane na trzech frontach, a już odpadła z walki o Final Four Ligi Mistrzów, wyeliminowana przez niżej notowane Jastrzębie, coraz lepiej radziła sobie w lidze Skra, która niedawno wygrała łatwo z ZAKS A 3;0, na fali był Jastrzębski Węgiel. ZAKSA była w trudnej sytuacji, bo jako obrońca musiała pokonać dwa wyżej notowane zespoły. - Nie byliśmy faworytami, byliśmy "tylko" obrońcami tytułu i rzeczywiście trudniej się broni, niż zdobywa. Tym bardziej że byliśmy chyba najniżej notowani spośród wielkiej czwórki. To nam jednak nie przeszkadzało. Nie patrzyliśmy na ekspertów, nie słuchaliśmy głosów dziennikarzy, robiliśmy swoje, bo znamy naszą siłę i to zademonstrowaliśmy na boisku - mówił po tym ogromnym sukcesie Sebastian Świderski, dla którego było to pierwsze trofeum zdobyte w roli pierwszego szkoleniowca. ZAKSA pokonała najpierw Skrę, a nabrawszy pewności w finale nie dała żadnych szans siatkarzom Jastrzębskiego Węgla, którzy chyba zbyt wcześnie uwierzyli w sukces po wyeliminowaniu Resovii. - Znamy smak porażki, trudnych bojów. Wielokrotnie udowadnialiśmy, że możemy wyjść z mocno nieciekawych sytuacji. Natomiast Jastrzębski Węgiel podszedł do tego spotkania jako drużyna niepokonana od kilkunastu spotkań. Oni nie pamiętali smaku porażki, a przede wszystkim smaku walki od początku do końca - mówił o psychologii wygranej szkoleniowiec ZAKSY.

Tak umotywowany zespół w play-offach dwukrotnie wygrał z Resovią 2:3 na Podpromiu i kiedy wystarczyło przypieczętować sukces w trzecim meczu, w którym prowadził 2:0, zbyt szybko uwierzył w wygraną i przegrał półfinały 2:3, a potem walkę o brąz z Jastrzębiem. Puchar okazał się więc jedynym sukcesem w tym sezonie. Piąty Puchar Polski na dwudziestolecie klubu.






Sezon 2012/2013





- To był dziwny mecz. O wszystkim zadecydowała chyba nerwowa końcówka pierwszego seta. Gdyby wygrała ją ZAKSA, która w drugim rozbiła Resovię, to nie wierzę, że przy wyniku 2:0 wypuściłaby taką szansę. Tak się jednak nie stało. Rzeszowianie od trzeciej partii prezentowali prostą, ale skuteczną siatkówkę i wygrali - mówił o piątym meczu finałowym komentator Polsatu, niegdyś szkoleniowiec Mostostalu, Wojciech Drzyzga.

Bo też był to dziwny finał. Raz lepiej grali kędzierzynianie, drugim razem rzeszowianie, którzy wygrywali już 2:1 i czwarty mecz mieli do rozegrania w niezdobytej hali Podpromie. ZAKSA przełamała serię zwycięstw gospodarzy i na ostatni pojedynek wróciła do hali "Azoty". Tu przy wspaniałym dopingu nadkompletu kibiców kędzierzynianie wygrali pierwszego seta, aby po ogromnym zamieszaniu i video weryfikacji go przegrać. W drugim byli zdecydowanie lepsi, ale w kolejnych dominowali już siatkarze Resovii i to oni stanęli na najwyższym stopniu podium. Nam przypadło srebro.

Ale i tak to ZAKSA w ogólnym rozrachunku była zwycięzcą sezonu 2012/2013. Rok temu brązowy medal zdobyła w atmosferze niepewności, co do przyszłości klubu. Teraz oprócz srebrnego medalu wywalczyła Puchar Polski i zajęła czwarte miejsce w Final Four Ligi Mistrzów w Omsku. I chociaż apetyty były większe, na chłodno nikt nie mógł kwestionować tych znakomitych wyników.

- Każdy doskonale wie, że żaden klub w Polsce nie osiągnął tyle, co my: najpierw zdobyliśmy Puchar Polski, potem zagraliśmy Final Four Ligi Mistrzów, a teraz wywalczyliśmy wicemistrzostwo Polski. Może zabrakło tej wisienki na torcie w postaci złota PlusLigi, ale i tak bardzo się cieszmy, bo naprawdę jest z czego - podkreślała zadowolona Pani Prezes, dla której był to pierwszy duży sukces w debiutanckim sezonie na tym stanowisku.






Sezon 2011/2012



-
-


"Pełna koncentracja, świetna postawa Francuzów grających w barwach Kędzierzyna-Koźla - Guillaume'a Samiki i Antonina Rouziera - dobra gra kapitana ZAKSY Pawła Zagumnego oraz mobilizacja całego zespołu zadecydowały o wyniku meczu. Jastrzębski Węgiel próbował walczyć, ale nie umiał znaleźć sposobu na pokonanie gospodarzy. W piątym meczu brąz zasłużenie wywalczyła ZAKSA." - Tak po ostatnim play-offie pomiędzy ZAKSĄ a Jastrzębskim Węglem pisała prasa. Cieszyli się zawodnicy, cieszyli się kibice, którzy chociaż na moment mogli zapomnieć o dymisji Prezesa Kazimierza Pietrzyka. "Postawiliśmy sobie za cel, że mamy w środę wygrać. To był ostatni mecz w sezonie i ostatnia szansa na walkę o medal. Była więc i wielka adrenalina. A potem, po każdej kolejnej akcji, radość z kolejnych zdobywanych punktów. Szkoda, że nie sięgnęliśmy po złoto, ale cieszę się i z brązu. W końcu przegraliśmy tylko z mistrzem Polski. Rzeszów zagrał kapitalne mecze - począwszy od tych z nami, po finałowe, w których pokonał Skrę. Zatem my wygraliśmy to, co mogliśmy" - oceniał na gorąco występ zespołu Michał Ruciak.

Bo brąz w opinii wszystkich w tym sezonie miał smak złota. Nękana kontuzjami ZAKSA stanęła ostatecznie na podium, co jej się w bezwzględnie należało jako nagroda za cały sezon. Szkoda tylko, że po drodze straciła swój największy skarb, jakim był założyciel i wieloletni sternik klubu, Kazimierz Pietrzyk, któremu kibice po meczu zgotowali owację na stojąco. "Dziękuję za dzisiejszy wieczór. Tak powinno być zawsze. Dziękuję za 18 lat. Myślę, że cały czas będę z wami - tam na trybunach - mówił wyraźnie wzruszony już były prezes klubu, świętujący ostatni w swej karierze i pierwszy brązowy medal mistrzostw Polski.






Sezon 2010/2011



-


Osiem lat czekali kędzierzyńscy kibice na kolejny medal. Już w sezonie 2009/2010 ZAKSA była blisko podium, ale najpierw po dramatycznym półfinale przegrała walkę o co najmniej srebrny medal z Jastrzębskim Węglem, aby potem dać się pokonać Resovii w meczach o brąz w sytuacji, gdy medale wisiały prawie na szyjach kędzierzynian.

Sezon 2010/2011 miał być jednak inny i był inny. Mimo tragicznej kontuzji Sebastiana Świderskiego wzmocniona ZAKSA w lidze grała różnie, ale mimo wszystko zapewniła sobie 3. lokatę po pierwszej rundzie PlusLigi i tym samym bezpośrednio awansowała do turnieju finałowego Pucharu Polski, w którym 3:1 pokonała Jastrzębski Węgiel, a następnie 3:1 Tytana AZS Częstochowa i zagrała w finale. Tu przegrała 0:3 ze Skrą Bełchatów, ale był to pierwszy finał po ośmiu latach nieobecności.

"Porażka w finale zawsze boli i takie uczucie pozostanie. Przed turniejem finałowym mówiłem, że jedziemy walczyć o trofeum i mocno się napracowaliśmy, by do tego finału dojść. Wygraliśmy dwa ciężkie mecze, ale w decydującym starciu polegliśmy. Ekonomicznie by było odpaść wcześniej, wtedy zaoszczędzilibyśmy sobie emocji i sił zawodników. Z drugiej strony zagraliśmy w ścisłym finale i to jest pozytyw. W starciu ze Skrą nie mieliśmy argumentów."- komentował na gorąco Krzysztof Stelmach.

Już niedługo kibice ZAKSY po raz drugi w sezonie mogli być dumni ze swoich ulubieńców. W Pucharze CEV ZAKSA jak rok temu doszła do Challenge Round, gdzie czekał na nią niemiecki VfB Friedrichshafen. Kędzierzynianie przegrali w Niemczech 3:1, u siebie wygrali 3:0 i w złotym secie 15:12. W półfinale pokonali natomiast CSKA Sofię (0:3; 3:0 i 15:12). Jako jedyny polski zespół od wielu lat ZAKSA wystąpiła w finale europejskiego pucharu, gdzie czekał na nią słynny Sisley Treviso. We Włoszech nasz zespół wygrał 2:3, ale w meczu rewanżowym lepsi okazali się Włosi, którzy pokonali naszych 1:3 i w złotym secie 11:15 i to oni stanęli na najwyższym stopniu podium. Kędzierzynianie dokonali jednak rzeczy niezwykłej. Nie Skra, ale ZAKSA zagrała w finale europejskiego pucharu.

Po meczu prasa pisła: " Dla ZAKSY Kędzierzyn-Koźle to jednak wielki sukces. Drugi rok z rzędu podopieczni Krzysztofa Stelmacha z powodzeniem rywalizowali na zapleczu Ligi Mistrzów i zdobyli upragniony medal. Chociaż z klubowej kasy ubyło sporo funduszy, było warto. Było warto, bo jak przed dekadą w Kędzierzynie znów czuć było atmosferę wielkiego siatkarskiego święta. - Gram tu już kilka sezonów, ale czegoś takiego nie widziałem - mówił z podziwem w głosie Dominik Witczak. Również przyzwyczajeni do głośnego dopingu Włosi byli pod wrażeniem. - To wspaniali ludzie, którzy po przegranym zostali na ceremonii zakończenia. Zostali ze swoją drużyną do końca, a nam składali gratulacje - mówił trener rywali, Roberto Piazza."

Do pełni szczęścia potrzebny był jeszcze jeden finał. Tym razem ZAKSA pewnie pokonała Resovię Rzeszów w półfinale mistrzostw Polski i o złoto zmierzyła sie ze Skrą. Pierwszy mecz wygrali kędzierzynianie. Kolejne trzy - Skra. Ale i tak, zdaniem fachowców, był to najlepszy finał od lat. ZAKSA nie zadowoliła sie srebrem i walczyła do ostatniej piłki. "Cel został zrealizowany w pełni, a wywalczone srebro smakuje niemal jak złoto, bo po siedmiu latach sukcesy znów wróciły do Kędzierzyna-Koźla. - W finale potwierdziły się te przewidywania, że Skra jest o ten jeden poziom lepszym zespołem. Gratuluję jednak mojej drużynie, bo nie złożyła broni tylko walczyła, a to była chyba najbardziej zacięta rywalizacja od wielu lat - powiedział po finale Kazimierz Pietrzyk."




Sezon 2002/2003



-

Niewątpliwie największym sukcesem kędzierzynian było trzecie miejsce w Lidze Mistrzów 2002/03 i indywidualny sukces Sebastiana Świderskiego w tych rozgrywkach. Przypomnijmy, że przyjmujący Mistrza Polski zdobył nagrodę dla najlepiej punktującego zawodnika tego turnieju. Wszystkim osobom, które przyczyniły się do tego sukcesu, wyrażamy wdzięczność i uznanie.

W fazie grupowej siatkarze Mostostalu spotkali się z Telecomem Malaga, Łużnikami Moskwa, Noicom Cuneo. Polacy dwukrotnie wygrali z Włochami (2 : 3 na wyjeździe i 3 : 2 w Opolu) oraz z Hiszpanami ( 3 : 0 u siebie i 0 : 3 w Hiszpanii). Ponieśli tylko jedną porażkę z Łużnikami Moskwa w Opolu ( 2 : 3), by wygrać w Moskwie 0 : 3. Po tym zwycięstwie prasa pisała: "Zespół Waldemara Wspaniałego niespodziewanie się odrodził i z nawiązką zrewanżował Łużnikom za porażkę sprzed kilku tygodni w Opolu. Polacy zagrali kapitalne spotkanie, w którym w zasadzie cały czas kontrolowali wydarzenia na boisku. Polski zespół grał z ogromną determinacją i ambicją, co przyniosło w efekcie niespodziewany, ale w pełni zasłużony sukces."

W podobnym tonie utrzymane były doniesienia prasowe po zwycięstwie Mostostalu nad Cuneo w Opolu. W artykule zatytułowanym "Pod wrażeniem" redaktor Gazety Wyborczej pisał:" "Kapitalny mecz obejrzeli w środowy wieczór ( przyp. 15. 01. 2003 r. ) widzowie opolskiego "Okrąglaka". Było w nim wszystko: doskonały poziom, nieprawdopodobne emocje i co najważniejsze, ostateczna wiktoria polskiej drużyny. Mostostal spełnił marzenia i zapewnił sobie drugie miejsce w grupie, a Noicom Cuneo stracił szansę na dalszą grę w Lidze Mistrzów."

Po zwycięstwie nad Malagą Mostostal zajął ostatecznie pierwsze miejsce w grupie i spotkał się w ćwierćfinałach z belgijskim Noliko Maseik, wygrywając u siebie 3:0 i przegrywając na wyjeździe 1:3, co dało drugi awans z rzędu do Final Four Ligi Mistrzów. Miejscem rozgrywania tego turnieju był Mediolan.

22.03.2003 roku Mostostal przegrał pojedynek z Kerakoll Modena o finał, ulegając Włochom 1:3. W meczu o III miejsce spotkał się z francuskim Paris Volley i wygrał to spotkanie 3:0, zajmując ostatecznie III lokatę w Europie.


Drugim sukcesem sezonu 2002/2003 było wywalczenie kolejnego już tytułu Mistrza Polski.

W drodze do finału kędzierzynianie najpierw pokonali Morze Szczecin: ( 3:1; 3:0; 1:3), później Energią Sosnowiec ( 3:1; 3:0; 1:3). W finale tradycyjnie spotkali się z AZS-em Częstochowa, wygrywając u siebie 3:1 i 3:0, przegrywając w hali "Polonia" 3:0 i 3 :2, by w piątym spotkaniu przed własną publicznością wygrać 3:1.

Po raz pierwszy kędzierzynianie zdobyli tytuł we własnej hali. Ten sukces, tak jak wszystkie poprzednie, był okupiony litrami potu. Siatkarze dwoili się i troili, by pokonać bardzo wysoko zawieszoną w tym roku poprzeczkę. Ostatecznie wygrali piąty mecz i obronili tytuł najlepszej męskiej drużyny siatkarskiej w Polsce.


Po meczu Rafał MUSIELAK powiedział:

"W poprzednich latach obcinaliśmy trenerowi brodę, wąsy i włosy. W tym roku już nie było co mu obcinać, więc obcięliśmy nogawki spodni. Fajnie, że jest powód, by tak wspaniale się bawić. Jesteśmy szczęśliwi i dziękujemy publiczności za pomoc w tym zwycięstwie."

Oto ostateczna klasyfikacja:

1. Mostostal Azoty Kędzierzyn-Koźle
2. Galaxia Częstochowa
3. Ivett Jastrzębie Borynia
4. KP Polska Energia Sosnowiec
5. AZS PZU Olsztyn
6. Skra Bełchatów
7. Gwardia Wrocław
8. Morze Szczecin
9. NKS NTO Nysa

Do serii B spadł:
10. GTPS Gorzów Wielkopolski (spadek)

Nie udał się tylko atak na kolejne trofeum - Puchar Polski. Po raz pierwszy od trzech lat siatkarze z Kędzierzyna przegrali walkę o ten tytuł z Morzem Szczecin w półfinale turnieju rozgrywanego w Sosnowcu . Puchar powędrował do gospodarzy turnieju finałowego, a najbardziej smutną osobą w hali był Waldemar Wspaniały, który żałował, że nie zdobył z zespołem Pucharu w swoim rodzinnym mieście.


Sezon 2001/2002






"Trzecie z rzędu mistrzostwo i Puchar Polski oraz finał siatkarskiej Ligi Mistrzów to bilans zakończonego sezonu Mostostalu Azotów Kędzierzyn- Koźle". - donosiła 29 kwietnia 2002 roku Gazeta Wyborcza. "W przyszłym ma być jeszcze lepiej w Europie" - twierdzi Waldemar Wspaniały. Wywalczony w sobotę mistrzowski tytuł jest już czwartym w historii kędzierzyńskiego klubu. Jednak właśnie trzy ostatnie lata pozwoliły Mostostalowi wpisać się do historii polskiej siatkówki. " Gdyby ktoś trzy lata temu powiedział mi, że zdobędę trzy razy z rzędu puchar i mistrzostwo kraju, to odpowiedziałbym mu, że jest niespełna rozumu" - przyznaje Wspaniały. "Do tej pory żaden inny klub w naszym kraju nie miał takiej passy. Po zajęciu czwartego miejsca w Final Four Ligi Mistrzów zawodnicy i działacze byli rozczarowani, ale dzięki temu mamy cel na następny sezon" - twierdzi prezes klubu Kazimierz Pietrzyk. Nie ukrywam, że chcemy osiągnąć znacznie więcej w europejskich rozgrywkach, a i w Polsce jest jeszcze kilka rekordów do pobicia."

Siatkarzom Galaxii nie udało się doprowadzić do piątego finałowego meczu. W sobotę po pasjonującym pojedynku przegrali w hali Polonia z Mostostalem 2:3. Tytuł mistrzów Polski po raz trzeci z rzędu przypadł kędzierzynianom.

Następnego dnia lokalna prasa w Częstochowie tak komentowała zwycięstwo Mostostalu:

"Po piątkowej wygranej 3:0 w Częstochowie liczono na drugie zwycięstwo drużyny Ireneusza Mazura. W hali Polonia zjawił się komplet publiczności, która fantastycznie dopingowała swoich ulubieńców. Goście pokazali jednak niezwykły charakter i choć nie mogli wystąpić w najsilniejszym składzie (zabrakło Sebastiana Świderskiego, który dzień wcześniej skręcił nogę), zwyciężyli po ponad dwugodzinnym spotkaniu 3:2. W tie-breaku mistrzowie Polski rozbili akademików znakomitą zagrywką z wyskoku.

Tym, który najbardziej dał się we znaki naszym siatkarzom, był Marcin Prus. " Leżało się tyle czasu w łóżku, to skądś się ta energia musiała wziąć" - żartował po meczu środkowy Mostostalu. " Drużynie potrzebny był impuls, który pozwoliłby wykrzesać rezerwy, jakie w niej drzemały. Zagrywka była kluczem do zwycięstwa. Ustawiliśmy sobie dzięki niej blok na atak rywali i w piątym secie gospodarze nie istnieli. Bardzo się cieszę z dzisiejszego zwycięstwa i z tytułu. Tym bardziej że udało mi się przezwyciężyć ciężką chorobę: zapalenie żył. Gdy ten złoty medal powieszę sobie gdzieś nad biurkiem, będzie dla mnie miał bardzo duże znaczenie."

"Atmosfera była bardzo przyjemna" - ocenił prezes AZS Ryszard Kosman. " Owszem, doznaliśmy dzisiaj porażki, ale trzeba wiedzieć, w jakim stylu. To były pasjonujące pojedynki, warte finału ligi. W piątek wygraliśmy 3:0 i przełamaliśmy wreszcie złą passę. Poza tym zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski."

W Lidze Mistrzów Mostostal spotkał się w grupie z Lewskim Sofia, Hot Volleys Wiedeń i Olimpiakosem Pireus. Zwyciężył dwukrotnie Bułgarów i Austriaków, przegrywając tylko na wyjeździe z Olimpiakosem. W ćwierćfinałach zmierzył się z niemieckim VfB Friedrichshafen ( 1:3 i 3:1) i dzięki lepszemu stosunkowi punktów awansował do turnieju finałowego rozgrywanego w Opolu, gdzie przegrał 23.03 z Olimpiakosem Pireus (1:3), a dzień później- w meczu o trzecie miejsce- z Iraklisem Saloniki( 2:3), zajmując ostatecznie czwarta lokatę w Europie.


Prasa donosiła...


"W sobotę (przyp. 23.03. 02) przez dwa sety mistrzowie Grecji toczyli wyrównany pojedynek z mistrzami Polski. Kiedy Paweł Papke zdobywał punkt dający gospodarzom setbola, kapitan rywali Marios Giurdas upadł na parkiet. Partnerzy rzucili się na pomoc, ale partię przegrali i do końca grali już osłabieni. Nie sposób było jednak tego dostrzec, bo dopiero wtedy osiągnęli wyraźną przewagę I choć w końcówkach popełniali mnóstwo błędów, mecz wygrali dość pewnie. Prawdziwy koszmar kibice przeżyli dzień później. Po wygraniu dwóch setów w trzecim Mostostal prowadził z Iraklisem 8:3, a Grecy snuli się po parkiecie, jakby tęsknili za powrotem do hotelu. W tym momencie gospodarze uznali, że turniej się skończył. Choć fani skandowali: "Grać na całego, walczyć do upadłego", przegrali trzy kolejne sety. "Tak relacjonował turniej Final Four Ligi Mistrzów z Opola Rafał Stec dla Gazety Wyborczej.


Zdzisław Ambroziak w swoim komentarzu po turnieju napisał:

"Mecz z Olimpiakosem Pireus był jedynym tak naprawdę ważnym dla gospodarzy spotkaniem finału Ligi Mistrzów. Przed jego rozpoczęciem z polskiego obozu docierały głównie sygnały o chorobach i kontuzjach graczy z Kędzierzyna. Natomiast na konferencji prasowej po meczu obaj trenerzy mówili głównie o dobrym, efektownym widowisku siatkarskim i o szczęściu, które bywa w sporcie ważne, a zabrakło go gospodarzom. Moim zdaniem o wyniku meczu zadecydował przede wszystkim charakter zespołów. Nie odporność psychiczna, ale właśnie oblicze, charakter, temperament. O wybuchowym i nieokiełznanym temperamencie południowców opowiada się u nas legendy, tymczasem to Grecy pod wodzą Włocha, zachowali więcej spokoju, kalkulacji i zimnej krwi. Niezależnie od trudnych chwil i popełnianych błędów nie było widać w drużynie naszych rywali śladu desperacji, histerii, szaleństwa. Pragnienie zwycięstwa u naszych siatkarzy było tak wielkie, że nadmiar adrenaliny paraliżował im ruchy. Prawie przy każdej akcji odnosiło się wrażenie, że nasi siatkarze walczą o sportowe być albo nie być, że stawką każdego punktu jest śmierć lub życie. Taka jest najkrótsza historia porażki Polaków w finale Ligi Mistrzów."


Dziś, po kilku latach od tamtych wydarzeń we wspomnieniach kibiców i fachowców pozostał obraz wielkiego sukcesu Mostostalu, jakim był awans do Final Four Ligi Mistrzów. Niech te dwie relacje zamieszczone powyżej przypomną nam atmosferę tamtych dni - dni radości i rozczarowań.


Sezon 2000/2001



29 września 2000 roku w transmitowanym przez telewizję publiczną w programie regionalnym meczu siatkarzy, Stolarka Wołomin przegrała z Mostostalem-Azotami Kędzierzynem Koźle 0:3 (22:25, 22:25, 24:26). Tak się rozpoczęła sportowa historia Polskiej Ligi Siatkówki.

W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych zainteresowanie siatkówką w Polsce ogromnie rosło. Przyczyniły się do tego sukcesy reprezentacji juniorskiej, a następnie udział w Lidze Światowej pierwszej reprezentacji. Jej barw broniło wielu zawodników, którzy w 1997 roku w Bahrajnie zdobyli mistrzostwo świata juniorów. Działacze klubowi i Polskiego Związku Piłki Siatkowej dostrzegali potrzebę zmiany struktur organizacyjnych ligi i dostosowania ich do nowej rzeczywistości.

W piątek 30 czerwca 2000 roku w Poznaniu, przed meczem Ligi Światowej z Hiszpanią, podpisano akt notarialny Profesjonalnej Ligi Piłki Siatkowej SA. Udziałowcami zostało dziesięć klubów serii A i Polski Związek Piłki Siatkowej. Prezesem wybrano Artura Popko.

W historycznych rozgrywkach udział wzięli: Mostostal-Azoty Kędzierzyn Koźle, Galaxia Jurajska AZS Bank Częstochowa, Jastrzębie Borynia, Warka Strong Club WKS Czarni Radom, Indykpol AZS UWM Olsztyn, T.S. Stolarka Wołomin, KS Nysa, KS Morze Szczecin, KS Stilon Gorzów i Kazimierz Płomień Polska Energia Sosnowiec.


W takiej też kolejności drużyny ukończyły rywalizację. Zespoły z Olsztyna i Wołomina były w tym gronie beniaminkami. Na miejsce spadkowiczów - Stilonu i Kazimierza - awans uzyskały drużyny Gwardii Wrocław i Skry Bełchatów.

Trzeci w historii tytuł mistrzowski nie był jedynym sukcesem Mostostalu. Wcześniej zespół wywalczył Puchar Polski, zwyciężając w turnieju w Kędzierzynie w dniach 15-17 XII 2000 r. w półfinale Warkę Strong Radom 3:0, a w finale Galaxię Jurajską Bank AZS Częstochowa również 3:0.

Sezon 2000/2001 to również udany start mistrzów Polski w Lidze Mistrzów, w której Mostostal występował wówczas w Grupie B razem z E-on Hotvolleys Wiedeń, Lewskim Sofia i Paris Volley. Po wyjściu z grupy, w ćwierćfinałach uległ, niestety, utytułowanemu Sisley Treviso, w szeregach którego występowali tak znakomici siatkarze, jak: Samuele Papi, , Luca Tencati, Pasquale Gravina czy Albert Cisola i nie zdołał wywalczyć awansu do turnieju finałowego.


Sezon 1999/2000






Sezon 1999/2000 to dwukrotne zwycięstwo Mostostalu nad Stilonem Gorzów. W rozgrywkach ligowych zespół z Kędzierzyna pokonał trzykrotnie gorzowian w czterech spotkaniach fazy play-off, zdobywając po raz drugi mistrzowski tytuł w swojej historii. Podobnie zakończyła się rywalizacja w Pucharze Polski. W turnieju finałowym rozgrywanym w Gorzowie Mostostal pokonał Stilon 3:1 i po raz pierwszy wywalczył "dublet" na krajowych parkietach.

W sezonie 1999/2000 zawodnicy z Kędzierzyna z powodzeniem wystąpili w Pucharze CEV Supercup, zajmując we Florencji III lokatę.


Sezon 1998/1999



-

Był to już drugi w historii pojedynek Mostostalu i AZS-u Częstochowa rozstrzygający o mistrzowskim tytule. Częstochowianie startowali do play-offów z pierwszej pozycji. Pokonali w pierwszej rundzie Kazimierz Płomień Sosnowiec, a następnie Stilon Gorzów. Mostostal zwyciężył Bosmana Morze Szczecin i wywalczył awans do walki o złoty medal. Pierwsze dwa spotkania odbyły się w Częstochowie. Kędzierzynianie przegrali oba w stosunku 3:1 i liczyli na zwycięstwo w meczach rozgrywanych we własnej hali. Niestety, tym razem zespół Jana Sucha nie sprostał gościom i zajął w rozgrywkach drugie miejsce. Ta porażka dała AZS-owi szósty tytuł mistrzowski, a dla Mostostalu była ostatnia porażką w finale Mistrzostw Polski przed największymi sukcesami klubu.

Jako mistrzowie Polski kedzierzynianie zaliczyli też debiut w Lidze Mistrzów, jednak bez sukcesu, zajmując ostatnie miejsce w grupie.


Sezon 1997/1998



-

Sezon 1996/1997



-
-

Sezon 1995/1996



VII miejsce
-
-

Sezon 1994/1995



Awans do Serii A I ligi
-
-