Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Puchar CEV 2010/2011


Kolejny sezon startów w Pucharze CEV okazał się dla ZAKSY nadzwyczaj szczęśliwy. Rok temu kędzierzynianie zaszli bardzo wysoko, ale w Challenge Round musieli uznać wyższość włoskiego zespołu z Piacenzy. Tym razem pokonali dwa razy fiński Sun Volley Oulu oraz grecki Aris Saloniki i w ćwierćfinale trafili na hiszpańską drużynę Unicaja Almeria, z którą przegrali 3:2 na wyjeździe, aby w Kędzierzynie wygrać 3:0 i "złotego seta"15:7. W Challenge Round rywalem niebiesko-biało-czerwonych okazał się niemiecki zespół VfB Friedrichshafen, który w 2007 roku wygrał Ligę Mistrzów. W Niemczech ZAKSA przegrała 3:1, ale w hali "Azoty" znów okazała się lepsza, wygrywając 3:0 i 15:12 w "złotym secie".

Po zwycięstwie w półfinale nad niezwykle mocnym CSKA Sofia (znów "złoty set") po raz pierwszy w historii kędzierzynianie mieli zagrać w finałowym meczu europejskiego pucharu, gdzie czekał na naszych siatkarzy słynny Sisley Treviso. Tym razem europejska federacja nie organizowała Final Four, więc pierwszy mecz odbył się we Włoszech. Tam niespodziewanie ku niedowierzaniu miejscowych kibiców 2:3 wygrali kędzierzynianie i w siatkarskim środowisku zapachniało sensacją. W rewanżu ZAKSĘ stać było już tylko na wygranie pierwszego seta, ale i tak po zakończonym meczu wypełniona po brzegi hala "Azoty" zgotowała naszym zawodnikom owację na stojąco.

"Może teraz tego nie widać, ale, jak ochłoniemy, to zapewne będziemy się cieszyć. Wiadomo, że przegrany finał przed naszą publicznością boli. Jest to niezbyt szczęśliwy moment, ale potrzebujemy czasu, by dostrzec pewne rzeczy."- komentował na gorąco to wydarzenie Krzysztof Stelmach. A szkoleniowiec Włochów nie mógł się nachwalić postawy polskich kibiców. "Chciałem podziękować publiczności, która dzisiaj pokazała wielką klasę, zostając do samego końca, nie wychodząc podczas ceremonii wręczania medali. Uważam, że byliśmy świadkami świetnego siatkarskiego widowiska."

Małymi kroczkami kędzierzynianie dążą więc do celu. Tym razem byli już bardzo blisko. W następnym sezonie zagrają w Lidze Mistrzów. Doświadczenia zdobyte w tym roku na pewno będą stanowić poważny kapitał.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
1/16 finału

Sun Volley Oulu vs. ZAKSA Kędzierzyn

(25:27; 19:25; 17:25)


Składy:

Fart: Carney, Hakala, Current, Mallinen, Aho M., Brcic, Rajala (L) oraz Parkkisenniemi, Aho, Heikkila, Kangaskokko;
ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Czarnowski, Gladyr, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz Kaźmierczak, Witczak, Wójtowicz.



W pierwszym meczu 1/16 finału Pucharu CEV Zaksa Kędzierzyn-Koźle pokonała na wyjeździe fiński Sun Volley Oulu, i to bez straty seta. Wynik jednak nie odzwierciedla wydarzeń na parkiecie, szczególnie w dwóch pierwszych partiach

- To nie był łatwy mecz, bo to jest przecież mistrz Finlandii, kraju, w którym siatkówka jest na niezłym poziomie. Przestrzegano nas przed tą drużyną, bo dysponuje młodym i ambitnym składem, ale na szczęście skończyło się na strachu tylko w pierwszym secie - oceniał spotkanie zadowolony ze zwycięstwa prezes Zaksy Kazimierz Pietrzyk.

Po początku spotkania można było jednak spodziewać się lekkiej, łatwej i przyjemnej przeprawy. Nic bardziej mylnego. Goście co prawda przy zagrywce Tine Urnaut wyszli szybko na prowadzenie 7:1, niestety, stanęli, a gospodarze szybko się obudzili i zdobyli pięć punktów z rzędu. W dalszej części gry mecz się bardzo wyrównał. U naszych zawodników szwankowało przyjęcie i gospodarze wyszli na prowadzenie (18:16), którego długo nie oddawali. W ostatnim momencie jednak podopieczni Krzysztofa Stelmacha wyszli na prowadzenie i wypunktowali przeciwnika na przewagi.

Drugi set to od początku do końca wyrównana walka, a nasz zespół uzyskał większą przewagę dopiero po drugiej przerwie technicznej. Od tego momentu trójkolorowi zaczęli grać tak, jak do tego przyzwyczaili swoich kibiców, odskoczyli na cztery punkty i do końca seta kontrolowali przebieg meczu.

Dobrą grę kontynuowali w trzecim secie i bez problemów zwyciężyli w całym meczu do zera.

W kolejnej rundzie na kędzierzynian czeka albo estoński Selver Talinin, albo grecki Aris Saloniki. - Spokojnie, poczekajmy na rewanż - tonuje emocje Pietrzyk. Odbędzie się on w hali Azotów już w następną środę.

Tymczasem nasz klub jest coraz bliżej zakontraktowania zastępcy Sebastiana Świderskiego. - Zbliżamy się do zakończenia rozmów, ale na razie nie podamy szczegółów - wyjaśnia prezes Zaksy.

Autor: Łukasz Baliński;
Źródło: gazeta.pl






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
1/16 finału

ZAKSA Kędzierzyn vs. Sun Volley Oulu

(25:17, 24:26, 25:15, 25:18)


Składy:

ZAKSA: Witczak, Zagumny, Czarnowski, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz Jarosz, Wójtowicz;
Sun Volley: Parkkisenniemi, J. Aho, Hakala, Malinen, Kangaskokko, Brcic, Rajala (L) oraz Heikkila, Carney, M. Aho.



Czterech setów potrzebowali siatkarze ZAKSY, aby wywalczyć awans do 1/8 Pucharu CEV, gdzie czeka już na nasz zespół Aris Marmouris Thessaloniki, który wczoraj zwyciężył estoński Selver Tallinn 3:2 i w złotym secie 15:13.

Trener Stelmach dał odpocząć dzisiaj Jurijowi Gladyrowi i Kubie Jaroszowi, wpuszczając bardzo dobrze spisujących się Dominika Witczaka i Wojtka Kaźmierczaka. Większego manewru jednak nie miał, bo ani nowo pozyskany Smuc, ani tym bardziej Brazylijczyk Idi, który przyszedł do ZAKSY później, nie mogli jeszcze wystąpić w europejskich pucharach.

ZAKSA od początku do końca kontrolowała mecz, a jej zwycięstwo mogłoby być znacznie bardziej przekonujące, gdyby nie kłopoty z koncentracją, co w tak jednostronnym pojedynku jest zjawiskiem o tyle częstym, co denerwującym i dzisiaj kosztowało podopiecznych Krzysztofa Stelmacha utratę jednego seta.

Pierwsza partia rozpoczęła sie od bardzo wysokiego prowadzenia ZAKSY na pierwszej przerwie technicznej (8:0) przy zagrywce Pawła Zagumnego. Finowie albo nie potrafili sforsować bloku kędzierzynian, albo nie mieścili piłki w polu gry. Dopiero po przerwie zdobyli pierwszy punkt po ataku Anssi Hakali. Kolejne dwa punkty pod rząd kędzierzynianie wywalczyli przy zagrywce Dominika Witczaka, a po chwili, kiedy Brcic na kontrze nie przebił sie przez siatkę. (14:6). Jednak wystarczyła chwila dekoncentracji, aby goście odrobili część strat. Najpierw przy zagrywce rozgrywającego rywali Witczak został zablokowany przez Hakalę i Malinena, Serb zdobył punkt po przyjęciu Urnauta na drugą stronę, po czasie dla trenera Stelmacha Tine nie przebił się przez blok rywali (Hakala i Malinen), Witczak przeszedł linię ataku i zrobiło się 16:12. Jednak w koncówce siatkarze ZAKSY odzyskali koncentrację: Michał Ruciak w pojedynkę zablokował Aho, Tine Urnaut posłał asa i po 24 minutach ZAKSA wygrała 25:17, gdy Brcic zagrał w siatkę.

Drugi set do stanu 3:3 oba zespoły grały punkt za punkt, ale wystarczyła presja na zagrywce, aby rywale popełnili kilka błędów i ZAKSA zbudowała trzypunktową przewagę (8:5). Przed drugą przerwą techniczną nasi siatkarze powiększyli ją do pięciu punktów, gdy w polu zagrywki stanął Dominik Witczak. Gdy Serb po raz kolejny pomylił sie w ataku, było już 19:13 i szkoleniowiec gości poprosił o przerwę. Po niej Finowie powoli zaczęli odrabiać straty, co zaowocowało przerwą na prośbę trenera Stelmacha. Jednak przy zagrywce Serba Witczak po taśmie wysłał piłkę na aut, Ruciak został zablokowany przez Malinena i było 23:23. Pierwszą piłkę setową goście mieli po zablokowaniu Dominika Witczaka, ale nasi zdołali się wybronić, jednak kontra skończona przez Hekkilę dała rywalom 26 punkt i wynik 1:1.

W trzecim secie nasi siatkarze ostro wzięli się do roboty i po chwili było już 11:4. Przy takim wyniku trener Finów poprosił o czas, ale dwa punkty Tine Urnauta pokazały, że kędzierzynianie ten mecz chcą wygrać jak najszybciej. Co prawda przy zagrywce Parkkisennemi goście odrobili część strat (13:8), ale kędzierzynianie kontrolowali grę i zwyciężyli 25:15. W tym miejscu trzeba odnotować, że przy stanie 16:8 do gry wszedł Kuba Jarosz.

Czwarty set okazał sie na szczęście ostatnim. ZAKSA zbudowała sobie szybko przewagę, co zaowocowało przerwą dla trenera Finów przy stanie 7:3. Jednak zaraz po przerwie technicznej na skutek pojedynczych błędów siatkarzy z Kędzierzyna goście zbliżyli się na jeden punkt (11:10). Kiedy jednak Tine Urnaut stanął w polu serwisowym, Wojtek Kaźmierczak zatrzymał bardzo skutecznego Brcica, po chwili Słoweniec posłał asa i trener Sun Volley Oulu poprosił o czas. Na niewiele się to zdało, bo kolejny punkt zdobył Urnaut, Kaźmierczak posłał asa, Czarnowski zablokował Haikkilę na kontrze, a po chwili taki sam los spotkał Kangaskokko i było 18:11. Mimo zmian dokonanych przez szkoleniowca gości ZAKSA kontrolowała grę i spokojnie zmierzała do wygranej. Ostatni 25 punkt zdobył dla naszych siatkarzy Brcic posyłając piłkę na aut.

Zadanie zostało wykonane, a nie było ono wcale łatwe, bo chociaż mistrzowie Finlandii prezentują niższy poziom gry, to jednak wystarczyła chwila dekoncentracji, aby zaczęły sie kłopoty. Szkoda tylko, że nasi siatkarze, grając we własnej hali, nie mogli liczyć na doping większej rzeszy kibiców, co w tej sytuacji na pewno byłoby wartością bezcenną.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
1/8 finału

ZAKSA Kędzierzyn vs.Aris Saloniki

(25:15, 25:14, 25:10)


Składy:

ZAKSA: Jarosz, Smuc, Czarnowski, Gladyr, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz Idi, Witczak, Kaźmierczak;
Aris:Roumeliotis, Terzis, Takouridis, Kiossis, Sarikeisoglu, Hernandez, Rizopoulos (L) oraz Tzelati, Kontogiannis, Dimitriadis



Tylko trzech krótkich setów potrzebowali siatkarze ZAKSY, aby odprawić Aris Saloniki. I bez wzgledu na to, czy rywal był tak słaby, czy ZAKSA dzisiaj tak mocna, pierwszy krok do 1/4 Pucharu CEV został zrobiony. A poza tym, co nie mniej ważne, poprawiły się humory kibiców.

ZAKSA, która rozpoczęła pucharowe spotkanie z Tomislavem Smucem na rozegraniu, bardzo szybko wyszła na prowadzenie i po ataku Urnauta na pierwszej przerwie technicznej prowadziła już 8:6. Po przerwie punkt zdobył atakiem ze środka Takourdis, ale kolejne dwa ataki Kuby Jarosza dały naszym trzypunktową przewagę, co zaowocowało czasem wziętym przez szkoleniowca gości. Dwa punkty pod rząd zdobyte przez Sarikeisoglou zmniejszyły przewagę ZAKSY do jednego punktu, ale kiedy na zagrywce stanął Jurij Gladyr, nasi siatkarze wyszli na pięciopunktowe prowadzenie. Środkowy ZAKSY posłał najpierw dwa asy, potem kolejnego po drugiej przerwie technicznej, a następnie tak utrudnił przyjecie, że Czarnowski zdobył punkt z przechodzącej, a Sarikeisoglou nie przebił sie przez blok kędzierzynian. Kolejną serią popisał sie w polu serwisowym Jakub Jarosz, posyłając asa i zmuszając Hernandeza do ataku w aut przy niedokładnym rozegraniu Terzisa. Ostatni 25 punkt zdobył Michał Ruciak, posyłając piłkę po bloku na aut.

Drugą partię ZAKSA rozpoczęła chyba nieco rozkojarzona łatwym zwycięstwem w pierwszej odsłonie, tak że na pierwszej przerwie rywale prowadzili 6:8, ale dwukrotny blok Kuby Jarosza na Sarikeisoglou dał jednopunktowe prowadzenie naszym siatkarzom (10:9). Dwa "oczka" przy zagrywce Smuca, atomowy atak Tine Urnauta oraz dwa błędy w ataku Greków wyprowadziły nasz zespół na czteropunktowe prowadzenie, co zaowocowało czasem na żądanie trenera gości. Po przerwie technicznej nasi siatkarze nie zwalniali ręki w polu zagrywki, co zaowocowało licznymi błędami w przyjęciu, a w konsekwencji w rozegraniu i budowało przewagę ZAKSY. Ostatni punkt dla ZAKSY zdobył więc Patryk Czarnowski, atakując po rękach Hernandeza.

W trzecim secie rywale nie podjęli już walki, zwłaszcza że nadal nie potrafili sobie poradzić z silną zagrywką kędzierzynian. Po przerwie, na którą ZAKSA schodziła, prowadząc trzema punktami, przewaga naszych siatkarzy wzrosła do ośmiu punktów przy zagrywce słoweńskiego rozgrywającego, kiedy to Roumeliotis trafił w antenkę, Gladyr zdobył punkt atakiem z drugiej piłki, Tine Urnaut wygrał kontrę, asa posłał Smuc, a po chwili Urnaut zablokował atakującego gości. (16:8). Po przerwie Dominik Witczak popełnił błąd przełożenia, ale przy zagrywce Wojtka Kaźmierczaka, który zmienił Jurija Gladyra, ZAKSA straciła tylko jeden punkt. (24:10). Ostatnie "oczko" do wyniku dołożył bezbłędny dzisiaj Patryk Czarnowski i było po meczu.

Cieszy wynik i cieszy styl, w jakim ZAKSA odprawiła rywala. Po raz pierwszy od dawna kędzierzynianie nie falowali formą, a najważniejsze, że znakomicie spisywali sie w polu serwisowym, co świadczy o dobrej dyspozycji indywidualnej zawodników. Bardzo dobrze zaprezentował się Tomislav Smuc, który pokazał, że może być alternatywą dla Pawła Zagumnego. To wszystko napawa optymizmem przed sobotnim spotkaniem w Warszawie i przed rewanżem w Grecji, gdzie Aris na pewno będzie groźniejszy. Nie wybiegając jednak zbytnio w przyszłość, chłopakom należą się gratulacje.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
1/8 finału

Aris Saloniki vs. ZAKSA Kędzierzyn

(20:25, 25:23, 25:20, 19:25, 13:15)




Składy:

Aris: Roumeliotis, Terzis, Takouridis, Kiossis, Sarikeisoglu, Hernandez, Samardzic (L) oraz Dimitradis, Samardzić, Tzelati, Rizopoulos;
ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Czarnowski, Gladyr, Urnaut, Idi, Gacek (L) oraz Smuć, Witczak, Kaźmierczak.



Niespodziewane emocje zaserwowali swoim sympatykom zawodnicy ZAKSY i całe szczęście, że grecki horror zakończył się ich zwycięstwem i awansem do kolejnej rundy. Nasi zawodnicy rozpoczęli wprawdzie mecz od dobrej gry i wydawało się, że poradzą sobie z Arisem równie łatwo, jak na własnym parkiecie. Później jednak przyszło rozprężenie i w efekcie aż pięciu setów potrzebowali kędzierzynianie, aby rozstrzygnąć losy meczu na swoją korzyść.

ZAKSA rozpoczęła mecz z wysokiego C i po asie Tine Urnauta prowadziła 1:3. Już po chwili na aut uderzyli Roumeliotis i Sariekeisoglou (4:8). Miejscowi jednak nie zamierzali poddać się tak łatwo jak w Kędzierzynie i po przerwie technicznej przystąpili do ataku. Blok Takuridisa, autowy atak Urnauta oraz podwójne odbicie Pawła Zagumnego wystarczyły, aby goście zbliżyli się na 2 oczka (9:11). Po chwili Roumeliotis skutecznymi atakami doprowadził do wyrównania 11:11. Wówczas jednak punkt zdobył Idi, a Roumeliotis pomylił się i na tablicy było 11:13. Dwupunktowe prowadzenie ZAKSY utrzymywało się jeszcze przez chwilę, ale po II przerwie technicznej Paweł Zagumny powstrzymał Sariekeisoglou, a Juryj Gladyr Hernandeza i trener Arisu musiał prosić o czas (16:19). Kędzierzynianie wyraźnie zwietrzyli swoją szansę i po 2 asach Juryja Gladyra jeszcze bardziej "odjechali" rywalom. Ostatecznie sprawę załatwił skutecznym atakiem Idi i kędzierzynianie zwyciężyli 25:20.

W drugiej odsłonie dzięki atakom Roumeliotisa i Hernandeza Aris wyszedł na prowadzenie 8:5. Tuż po przerwie technicznej skutecznie uderzył Giossis, Gladyr z Zagumnym popełnili po błędzie, a Roumeliotis popisał się asem i Grecy prowadzili już sześcioma oczkami (14:8). Kędzierzynianie zabrali się do odrabiania strat po przerwie technicznej. Najpierw Czarnowski i Idi powstrzymali Hernandeza, a następnie Witczak zaserwował asa (16:13). Za moment Hernandez i Giossis pomylili się w ataku i kędzierzynianie tracili już tylko 1 oczko. Straty zostały odrobione, gdy Idi zaserwował asa (18:18), ale po chwili zagrywką pocelował Idiego Hernandez i Aris znów prowadził 20:18. Czas na żądanie dla trenera Krzysztofa Stelmacha niewiele zmienił w obrazie gry, bowiem już po chwili Roumeliotis zamienił kontrę na punkt i Grecy mieli piłkę setową (24:21). Ostatni punkt Aris zdobył po autowej zagrywce Juryja Gladyra (25:23).

Początek trzeciej odsłony stał pod znakiem dobrej gry blokiem w wykonaniu ZAKSY i błędów gospodarzy. W efekcie nasz zespół już na początku prowadził 2:7. Niestety, już za moment zawodnicy Arisu dwukrotnie zablokowali Kubę Jarosza i zmniejszyli dystans do 1 punktu (6:7). Po chwili skutecznie zaatakowali Takuridis i Sariekeisoglou, a Jakub Jarosz znów nadział się na blok i nasi rywale wyszli na prowadzenie 10:9. Niewielkie prowadzanie Greków utrzymywało się do II przerwy technicznej. Wówczas to skuteczne kontry Roumeliotisa i Giossisa sprawiły, że straty ZAKSY urosły do 4 punktów (19:15). Kędzierzynianie nie składali broni i po kontrze Gladyra i błędzie Roumeliotisa złapali kontakt z rywalem (20:19). Gospodarze jednak nie zamierzali oddać zwycięstwa i za sprawą zagrywki Roumeliotisa rozstrzygnęli drugą odsłonę na swoją korzyść, co bardzo ich zbliżyło do złotego seta.

Kędzierzynianie, którzy mieli już nóż na gardle, zwarli szeregi i rozpoczęli od bloku Gladyra na Sariekeisoglou oraz punktowej zagrywki i w efekcie prowadzili 2:4. Grecy jednak nie zamierzali się poddać. Sygnał do ataku dał Hernandez, który popisał się blokami na Idim i Jaroszu, aby wreszcie zakończyć kolejną akcję skutecznym atakiem (6:4). Kędzierzynianie wyrównali dopiero po przerwie technicznej, blokując Sariekeisoglou (8:8). Następnie za sprawą skutecznego ataku Gladyra oraz kontry i bloku w wykonaniu Tine Urnaura nasz zespół wyszedł na prowadzanie 10:13. Po przerwie technicznej zaatakował Juryj Gladyr, który popisał się trzema blokami i punktem z zagrywki, co dało naszemu zespołowi sześć "oczek" przewagi (13:19). Kędzierzynianie już nie dali sobie wyrwać tej partii i po autowym ataku Takouridisa zwyciężyli 19:25.

O wszystkim miał więc decydować tie-break, a w przypadku porażki ZAKSY - złoty set. Nic dziwnego, że Grecy od razu zebrali się do ataku. Skuteczny atak Takouridisa zapewnił naszym rywalom prowadzenie 4:2. Na szczęście już za moment gospodarze pomylili się w ataku i nie przyjęli zagrywki, co pozwoliło kędzierzynianom nieco zniwelować straty. Jeszcze przed zmianą stron do wyrównania doprowadził Tine Urnaut, który urósł do roli lidera w tej partii (7:7). Niestety, już po chwili skutecznie zaatakował Hernandez, a gdy Kuba Jarosz nadział się na blok, siatkarze Arisu prowadzili już 10:8. Kędzierzynianie przez chwilę nie mogli znaleźć recepty na skuteczną grę rywala i wydawało się, że przyjdzie im rozegrać dodatkową, szóstą partię. Na szczęście silne zagrywki Idiego zmusiły Hernandeza do dwukrotnego błędu w ataku, a niezwykle długą, emocjonującą akcję rozstrzygnęli blokiem Zagumny z Czarnowskim, co dało ZAKSIE piłkę meczową (12:14). Ostatecznie dzieła zwieńczył Tine Urnaut i nasi zawodnicy mogli się cieszyć ze zwycięstwa.

Zwłaszcza tie-break obfitował w wielkie emocje i dobrze, że naszym zawodnikom udało się go rozstrzygnąć na swoją stronę. Szkoda jednak, że wciąż zawodnikom ZAKSY tak wiele brakuje do tego, aby zagrać równy, dobry mecz i spokojnie pokonać, bądź co bądź, słabszego od siebie rywala. Może jednak to zwycięstwo jest już pierwszym zwiastunem powolnego wyjścia z kryzysu. Teraz przed naszym zespołem trochę wolnego, więc jest czas, aby poszukać przyczyn słabszej dyspozycji, spokojnie potrenować i wyeliminować błędy.

Autor: Jacek Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Ćwierćfinał

Unicaja Almeria vs. ZAKSA Kędzierzyn

(23:25, 25:22, 23:25, 27:25, 16:14)


To nie pierwszy raz, kiedy kędzierzyńscy siatkarze grają dobre zawody, górują nad rywalem, ale przez nieumiejętność postawienia kropki nad "i" pozwalają się odrodzić przeciwnikowi i przegrywają ważne zawody. Trudno jednoznacznie ocenić wyjazd ZAKSY do Hiszpanii, bowiem siatkarze Krzysztofa Stelmacha pokazali kawał dobre siatkówki i praktycznie, nie licząc początku II odsłony, stawiali bardzo twardy opór zespołowi Almerii. Niestety, regulamin Pucharu CEV jest nieubłagany: cieszy się tylko ten, kto wygrywa 3 sety i zwycięża w spotkaniu. Pomimo doprowadzenia do tie-breaka nasi zawodnicy wracają z Hiszpanii z pustymi rękami, więc aby myśleć o awansie, muszą u siebie wygrać spotkanie, a potem jeszcze pokonać rywala w złotym secie.

Mecz już od początku było bardzo zacięty. Najpierw na prowadzenie 4:6 wyszli kędzierzynianie, kiedy to skutecznym atakiem z krótkiej popisał się Patryk Czarnowski, ale już po chwili dwukrotnie w aut trafił Jakub Jarosz i na tablicy było 8:7. Walka cios za cios trwała aż do II przerwy technicznej. Po niej zagrywką pocelował kędzierzynian Delgado (18:16), ale już za moment skutecznie zaatakował Tine Urnaut, a Juryj Gladyr popisał się dwoma asami i kędzierzynianie przejęli inicjatywę (18:19). Wprawdzie gospodarze znów odzyskali prowadzenie, gdy Patryk Czarnowski uderzył w aut (20:19), ale w kolejnej akcji nasz środkowy sie zrehabilitował, po chwili Witczak zaserwował asa, a Smith uderzył w siatkę i kędzierzynianie zbudowali dwupunktową przewagę (20:22). Te 2 oczka wystarczyły już zawodnikom ZAKSY, aby spokojnie dograć tę partię do końca. Ostatni punkt zdobył atakiem po bloku Tine Urnaut i wydawało się, że nasi siatkarze bardzo dobrze weszli w to spotkanie.

Niestety, jak to zawodnicy ZAKSY mają w tym sezonie w zwyczaju, po dobrze rozegranym pierwszym secie przyszło załamanie formy. Już na początku II odsłony Ferrera zdobył skutecznymi atakami dwa oczka, Smith wykorzystał piłkę przechodzącą, a Delgado najpierw zapunktował atakiem, a następnie zagrywką i Hiszpanie prowadzili już 8:4. W kolejnych akcjach kędzierzynianie nie potrafili znaleźć recepty na dobrze grających gospodarzy, którzy z każdą akacją łapali wiatr w żagle i w efekcie na II przerwie technicznej nasi zawodnicy przegrywali 16:11. Dopiero po skutecznym ataku Idiego i błędzie Pereza nasz zespół zmniejszył straty do 3 oczek (18:15). Po chwili, bezbłędny do tej pory Perez, dwukrotnie pomylił się w ataku i nasi zawodnicy tracili już tylko 1 punkt (19:18). Niestety, atakujący gości za moment poprawił się, Tine Urnaut uderzył w aut, a Jarosz nadział się na blok i Hiszpanie znów mieli 4 oczka zapasu (22:18). Zawodnicy ZAKSY rozpoczęli jeszcze spóźniony pościg za rywalem i po bloku Urnauta i Czarnowskiego na Delgado znów zbliżyli się na 1 punkt (23:22). Niestety, partię zakończył skuteczny atak Pereza i blok na Idim.

Podrażnieni przegraną końcówka kędzierzynianie przystąpili do III seta z dużym animuszem. Już na początku skuteczne ataki Jarosza i Czarnowskiego oraz błędy Ferrery pozwoliły naszym zawodnikom wyjść na prowadzenie 4:8. Niestety, gospodarze szybko zebrali się do odrabiania strat i po przerwie technicznej ataki Delgado i Pereza w połączeniu z blokiem Smitha na Urnaucie pozwoliły im zniwelować straty do 1 punktu (7:8). Kiedy Idi nie przyjął zagrywki Smitha, na tablicy pojawił sie remis 9:9. Kędzierzynianie jednak nie zamierzali składać broni. Już za moment Tine Urnaut popisał się asem, a Patryk Czarnowski wykorzystał piłkę przechodzącą i nasi zawodnicy znów mieli 2 punkty zapasu (12:14). Tym razem jednak nie oddali tak łatwo z trudem wypracowanej przewagi. Wprawdzie w końcówce miejscowi zdołali nieco zniwelować straty za sprawą ataku Ferrery i bloku na Urnaucie (20:21), ale seria ataków Kuby Jarosza pozwoliła naszym siatkarzom spokojnie dograć tę partię do końca.

Czwarty set znów rozpoczął się od wyrównanej walki. Jednak tuż po przerwie technicznej nasi zawodnicy wyszli na prowadzenie 6:9, wykorzystując blok Gladyra na Perezie i atak Delgado w siatkę. Niestety, i tym razem wystarczył as Ferrery i blok na Jaroszu, aby na tablicy pojawił się remis. Kędzierzynianie jednak nie zamierzali odpuszczać. Wystarczył błąd Freriksa w rozegraniu trudnej piłki i blok Czarnowskiego na Ferrerze, aby nasz zespół znów "odjechał" Hiszpanom na 3 oczka (13:16). Od tego momentu wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie, ale inicjatywa była cały czas po stronie ZAKSY. Gdy po ataku Czarnowskiego nasi zawodnicy prowadzili już 20:22, wydawało się, że kędzierzynianie zdołają dograć tę partię do końca i wywiozą z Almerii zwycięstwo. Niestety, atak Pereza i autowe zbicie Jarosza pozwoliły zawodnikom Unicaji na doprowadzenie do remisu. Za moment Tine Urnaut uderzył w aut i gospodarze mieli pierwszą piłkę setową. Nasi zawodnicy zdołali wprawdzie obronić pierwsze dwa setbole, ale za trzecim razem Słoweniec powtórnie nie zmieścił piłki w polu gry i Hiszpanie mogli cieszyć się z doprowadzenia do tie-breaka.

V odsłona rozpoczęła się dla naszego zespołu bardzo dobrze, bowiem Kuba Jarosz zapunktował atakiem, a następnie Delgado uderzył w aut i na tablicy było już 0:2. Niestety, za moment Idi otrzymał dwa bloki, a Smith wykorzystał kontrę i miejscowi znów przejęli inicjatywę. Co gorsza, po kolejnym ataku Smitha i bloku na Jaroszu straty ZAKSY wynosiły już 2 oczka (6:4). Kolejne akcje przyniosły jednak zmianę obrazu gry. As Jarosza, blok Pilarza z Czarnowskim na Ferrerze i skuteczna kontra Idiego wystarczyły, aby kędzierzynianie znów wyszli na prowadzenie (6:8). Już za moment skutecznym atakiem popisał się Gladyr, Perez trafił w aut, a Jarosza zamienił kontrę na punkt, dając naszemu zespołowi aż 4 punkty przewagi (9:13). Prowadzenie wydawało się być juz solidnym gwarantem zwycięstwa w tym spotkaniu. Niestety, nasi zawodnicy wyraźnie się zdekoncentrowali. Wystarczyły dwie skuteczne akcje Salasa oraz dość wątpliwa decyzja sędziego przy ataku Urnauta po bloku, a zawodnicy Unicaji tracili juz tylko 1 oczko. Zagrywka w siatkę Delgado znów przywróciła sympatykom ZAKSY nadzieję na zwycięstwo (12:14), ale wówczas nastąpiła tzw. "czarna seria". Błąd zagrywki Urnauta i blok na Idim dały zawodnikom z Almerii remis 14:14. W kolejnych akcjach kędzierzynianie odebrali już tylko ciosy od Pereza i Smitha, ostatecznie przegrywając 16:14.

Coraz bardziej pasuje do ZAKSY określenie "zespołu od tie-breaków" i chyba nie bierze się to znikąd. Naszemu drużynie brakuje stabilności, wciąż obserwujemy wahania formy. Trudno nawet wyróżnić najlepszego siatkarza, bowiem wszyscy zaliczyli bardzo dobre chwile, ale i mają za sobą momenty słabości. Dopóki kędzierzynianie nie ustabilizują formy, trudno będzie mówić o nawiązaniu rywalizacji na najwyższym poziomie. A czasu na zmiany pozostaje juz coraz mnie, bowiem zarówno Puchar CEV, jak i Puchar Polski wkraczają w decydującą fazę.

Autor: Jacek Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Ćwierćfinał

ZAKSA Kędzierzyn vs. Unicaja Almeria

(25:19, 25:15, 25:21, 15:7)




Składy:

Almeria: Perez, Freriks, Smith, Salas, Ferrera, Delgado, LLenas (L) oraz Rodriguez, Sevillano;
ZAKSA: Witczak, Zagumny, Czarnowski, Gladyr, Ruciak, Idi, Gacek (L) oraz Kaźmierczak.



Nie pomylił się Prezes Kazimierz Pietrzyk, kiedy jeszcze w Hiszpanii twierdził, że w Kędzierzynie ZAKSA pokona zespół Unicaja Almeria i wygra "złotego seta". Kędzierzynianie pewnie wygrali mecz rewanżowy 3:0 i równie pewnie rozstrzygnęli na swoją korzyść "złoty set", dowodząc, że byli zespołem lepszym w przekroju obu spotkań. Podobnie jak w ubiegłym sezonie kędzierzynianie awansowali do rundy Challenge, gdzie dołączą zespoły, które zajęły trzecią lokatę w Lidze Mistrzów, ale zanim to nastąpi, cieszmy się z wygranej i znakomitej postawy naszych siatkarzy.

Kędzierzynianie wyszli na parkiet z Dominikiem Witczakiem po przekątnej, który zastąpił osłabionego chorobą Jakuba Jarosza i spisywał się jak zwykle znakomicie oraz z Brazylijczykiem Idim, który tym razem grał w parze z Michałem Ruciakiem. Poza tym w szóstce wbiegli ci siatkarze, którzy na ogół rozpoczynają spotkanie, a więc Gladyr i Czarnowski, Zagumny oraz Gacek. Do połowy pierwszej partii trwała wyrównana walka i żaden zespół nie mógł odskoczyć ani na "jotę". Dopiero przy stanie 12:12 Michał Ruciak odebrał zagrywkę Hiszpanów i sam skończył trudną piłkę, a po chwili Perez zaatakował na kontrze w aut po znakomitej obronie ataku Brazylijczyka i ZAKSA zbudowała dwupunktową przewagę, którą utrzymała do drugiej przerwy technicznej. Po przerwie Delgado nadział się na blok Idiego i było 17:14, a gdy dwa ataki skończył Jurij Gladyr, a Patryk Czarnowski zdobył punkt blokiem, trener Hiszpanów poprosił o czas. Jednak nasi siatkarze nadal grali bezbłędnie, a Perez nie przedarł się przez nasz trójblok (Zagumny, Idi, Czarnowski) i szkoleniowiec Almerii poprosił o kolejną przerwę (23:18). Po czasie Delgado posłał piłkę na aut i chociaż Perez skończył kontrę, to ostatni punkt w tym secie zdobył Michał Ruciak, atakując z drugiej linii.

Drugą partię siatkarze ZAKSY rozpoczęli znakomicie, bo od prowadzenia 8:4 na pierwszej przerwie technicznej. Jeszcze przed drugą przerwą przy zagrywce Brazylijczyka Jurij Gladyr zablokował Salasa, a w kolejnym ataku Hiszpanie nie trafili w pole gry i przy stanie 13:7 szkoleniowiec Almerii poprosił o czas. Na niewiele się to zdało, bo punkt zdobył bardzo skuteczny Dominik Witczak, a Michał Ruciak oparł piłkę o opadający blok i było 16:9.Po czasie asa posłał atakujący ZAKSY skrótem za siatkę, na co w kolejnej akcji Hiszpanie odpowiedzieli atakiem Pereza, po którym atakiem z szóstej strefy boiska punkt zdobył Michał Ruciak. Taka walka punkt za punkt trwała do stanu 20:12. Wtedy to punkt zdobył Idner Faustino Lima Martins, a Dominik Witczak na punkt zamienił kontrę i ZAKSA prowadziła dziesięcioma "oczkami". Takiej przewagi Hiszpanie nie byli w stanie odrobić. Ostatni punkt, podobnie jak w poprzednim secie, zdobył Michał Ruciak.

Na trzecią partię nasi zawodnicy wyszli niezwykle skoncentrowani, mając w pamięci to, co wydarzyło sie w Hiszpanii, i znakomicie grając blokiem, bardzo prędko wyszli na prowadzenie 4:0. Po czasie dla trenera gości punkt co prawda zdobył Delgado, ale Perez nie zahaczył rąk blokujących, atakując w aut na kontrze po obronie ataku Michała Ruciaka i ZAKSA odzyskała czteropunktowe prowadzenie, które utrzymała do pierwszej przerwy technicznej (8:4). Po przerwie dziewiąte "oczko" zdobył Dominik Witczak, posyłając piłkę w swoim stylu po bloku w aut i ZAKSA spokojnie kontrolowała wynik, utrzymując bezpieczną przewagę (11:6; 13:8). Jeszcze przed przerwą Michał Ruciak skończył kolejna kontrę, Ferrera pomylił się i po ataku Dominika Witczaka ZAKSA prowadziła 16:10. Takiej przewagi goście nie byli w stanie odrobić i kędzierzynianie wygrali tego seta 25:21.

O wszystkim miał więc zadecydować "złoty set", który rozgrywany jest w konwencji tie-breaka wówczas, gdy żaden zespół nie wygra obu spotkań. Krótki set do piętnastu mógł więc pozbawić siatkarzy ZAKSY awansu do następnej rundy, mimo znakomitej gry w obu meczach. Jednak kędzierzynianie ani na moment nie stracili koncentracji i na pierwsze dwupunktowe prowadzenie wyszli, gdy Delgado, który w obu spotkaniach był najsłabszym ogniwem zespołu gości, zaatakował na aut (2:0). Jeszcze przed zmianą stron Patryk Czarnowski zatrzymał atak Ferrery (6:3) i trener rywali poprosił o czas. Po czasie sędziowie odgwizdali dotknięcie siatki w zespole Almerii i po ataku Michała Ruciaka nasi schodzili na zmianę boisk przy stanie 8:4. Po zmianie stron punkt zdobył Patryk Czarnowski (9:5), po czym Jurij Gladyr zaatakował z sytuacyjnej piłki w siatkę (10:7). Kiedy Michał Ruciak na punkt zamienił kontrę, przy stanie 12:7 trener Hiszpanów poprosił o czas. Po czasie Gladyr zatrzymal Pereza, Ferrera uderzył w aut (14:7), a ostatni punkt tradycyjnie zdobył Michał Ruciak i awans stał sie faktem.

Jeden z celów na najbliższe dni został osiągnięty. ZAKSA awansowała do następnej rundy Pucharu CEV. Teraz czekają nas dwa mecze ligowe i wyjazd na finały Pucharu Polski. Dyspozycja fizyczna i psychiczna, jaką dzisiaj zaprezentowali nasi siatkarze, pozwala na umiarkowany optymizm. A zawodnikom należą się gratulacje za to, że w znakomitym stylu wyszli z trudnej sytuacji.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Runda Challange

Friedrichshafen vs. ZAKSA Kędzierzyn

(24:26, 25:19, 25:23, 25:19)


Składy:

VfB: Venno, Tichacek, Jose, Bohme, Trommel, Winters, Rosić (L) oraz Vemic, Zatko, Gontariu;
ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Czarnowski, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz Witczak, Pilarz, Idi.



W pierwszej odsłonie kędzierzynianie wykorzystali cały limit szczęścia i w kolejnych partiach szaleńcze szarże pościgowe nie przynosiły już spodziewanych skutków. Prawdą jest, że Mistrzowie Niemiec przez większą część meczu prowadzili, ale ich kontrola nad przebiegiem spotkania nie była wcale pełna, a zawodnicy ZAKSY nieraz mieli szansę na udowodnienie swojej wyższości. Niestety, naszym zawodnikom zabrakło nieco konsekwencji w swoich działaniach, a jeśli do tego dodać dość absurdalną decyzję sędziego z końcówki III osłony, to wynik nie może być niespodzianką.

Mistrzowie Niemiec rozpoczęli natarcie już od początku. Wprawdzie pierwszy atak Marcusa Bohme wylądował poza boiskiem, ale środkowy gospodarzy już po chwili 3 razy się poprawił, czym wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 4:2. Kędzierzynianie także nie próżnowali i po bloku Czarnowskiego na Jose i błędzie Venno przejęli inicjatywę (4:5). Jednak to Niemcy prowadzili na przerwie technicznej, bowiem Jarosz uderzył w aut, a Venno zamienił kontrę na punkt (8:6). Choć kędzierzynianie już za moment wyrównali na (9:9), to jednak kolejne akcje należały już do miejscowych. Skuteczne ataki Trommela i Jose pozwoliły im wyjść na prowadzenie 15:11, które jeszcze uległo powiększeniu, gdy Tichacek zapunktował kiwką (17:12). Kędzierzynianie jednak i tym razem nie złożyli broni i rozpoczęli pościg. Najpierw do 3 oczek zmniejszył stratę Michał Ruciak, który pocelował zagrywką Wintersa . Następnie asem popisał się także Patryk Czarnowski, co w połączeniu z dwoma blokami Urnauta na Trommelu dało remis 20:20. Skuteczna pogoń za rywalem zakończyła się sukcesem, ale gdy kontrę na punkt zamienił Jose, to Niemcy znów byli bliżej zwycięstwa (23:22). Jednak kędzierzynianie znów popisali się znakomitą serią. Punktowe ataki Jarosza i Ruciaka w połączeniu ze skuteczną zagrywką dały naszej drużynie zwycięstwo 24:26.

Po tym znakomitym początku wydawało się, że kędzierzynianie pójdą za ciosem. Niestety, Mistrzowie Niemiec już po kilku pierwszych akcjach prowadzili 7:4 za sprawą bloku na Michale Ruciaku. Wprawdzie po przerwie technicznej ZAKSA zmniejszyła straty do 1 punktu, kiedy to atakiem zapuntkował Jarosz, a Paweł Zagumny popisał się skuteczną kiwką. Niestety, już za moment dwa ataki Venno i as Tromela wystarczyły, aby gospodarze znów wyszli na czteropuntkowe prowadzenie (13:9). Tak wysokiej przewagi Niemcy już nie mieli zamiaru oddać, a po kilku skutecznych akcjach Jose powiększyli ją jeszcze do 6 oczek (19:13). Mimo dwóch asów Dominika Witczaka siatkarze Krzysztofa Stelmacha już nie zdołali zniwelować tak dużych strat i po błędzie ataku Idiego ostatecznie przegrali 25:19.

Trzecia odsłona znowu rozpoczęła się od prowadzenia zawodników VfB, którzy po atakach Wintersa i Venno wyszli na prowadzenie 3:1. Kędzierzynianie wyrównali dopiero przy stanie 9:9, kiedy to skuteczną kontrą popisał sie Kuba Jarosz. Niestety, już za chwilę nasz atakujący nadział sie na blok i gospodarze znów wyszli na prowadzenie 12:10. Kolejne ataki szalejącego Venno pozwoliły zawodnikom z Friedrichshafen powiększyć przewagę do 4 punktów (18:14). Zawodnicy ZAKSY jednak nie składali broni. Kontry Jarosza w połączeniu z błędem ataku Wintersa pozwoliły zawodnikom Krzysztofa Stelmacha wyrównać na 20:20. Gdy za moment asem popisał się Michał Ruciak, nasi zawodnicy prowadzili 22:23 i wydawało się, że są o krok od zwycięstwa. Niestety, najpierw w aut zaserwował Michał Ruciak (23:23), co dało Niemcom remis. Za moment wydarzyło się coś niebywałego. Sędzia odgwizdał błąd przełożenia blokującemu piłkę przechodzącą Kaźmierczakowi, a następnie pokazał naszemu kapitanowi - Michałowi Ruciakowi żółtą kartkę, czym zakończył tę partię!

Czwartego seta kędzierzynianie rozpoczęli od skutecznej gry i po efektownym ataku Michała Ruciaka z 6 strefy prowadzili już 3:5. To prowadzenie utrzymało się jednak tylko do II przerwy technicznej. Potem seria bloków Marcusa Bohme oraz kontra Venno pozwoliły Mistrzom Niemiec przejąć inicjatywę (10:8). W kolejnych akcjach Niemcy rozbili zespół ZAKSY, w krótkim czasie powiększając tę przewagę do 6 oczek (18:12). Kędzierzynianie wyraźnie stracili w tym momencie wiarę w odmianę losów tej partii, wszak tak szaleńcza akcja odrabiania strat, jak w pierwszej partii, nie udaje się za każdym razem. Ostatecznie nasi zawodnicy ulegli 25:19 po skutecznym ataku Frederica Wintersa.

Niestety, po raz kolejny w zespole ZAKSY zawiodły kluczowe elementy: atak ze skrzydeł, przyjęcie, co w połączeniu z ogromną liczbą błędów na zagrywce musiało dać bolesne skutki. Prawda jest taka, że takich niedoborów nie da się na dłuższą metę ukryć ani rewelacyjnym blokiem, ani skuteczną zagrywką. Kędzierzynianie pokazali, że są w stanie podjąć wyrównaną walkę z zawodnikami VfB Friedrichshafen, ale do tego potrzeba, aby zagrali na zdecydowanie bardziej wyrównanym poziomie. Szansa na rewanż już za tydzień i miejmy nadzieję, że emocji w przyszłą środę nie zabraknie i tak jak w poprzedniej rundzie zobaczymy złoty set!

Autor: Jacek Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Runda Challange

ZAKSA Kędzierzyn vs. Friedrichshafen

(25:22, 25:20, 25:16) złoty set 15:12


Składy:

ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Czarnowski, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz: Witczak, Pilarz
VfB: Venno, Tichacek, Jose, Denmark, Trommel, Winters, Rosić (L) oraz: Gontariu, Zatko, Vemic.



Spełniło się marzenie prezesa Pietrzyka i wszystkich ludzi kochających siatkówkę w Kędzierzynie. Po 11 latach spadkobierca wielkiego Mostostalu zagra w półfinale Pucharu CEV. Kędzierzynianie po znakomitym spotkaniu wygrali z mistrzami Niemiec 3:0 i w "złotym secie" 15:11, i tym samym wyeliminowali VfB Friedrichshafen z dalszych gier, wypełniając w 100% założony na dzisiejszy wieczór cel.

Już początek pierwszego seta pokazał, że nasi siatkarze są dzisiaj zdeterminowani, aby awansować do półfinałów i dobrze dysponowani. Po kilku piłkach dzięki zagrywce Kuby Jarosza wyszli na prowadzenie 7:1. Jednak rywal nie zamierzał sie poddawać i dzięki silnej zagrywce, najpierw Venno, a po chwili Trommela odrobił część strat (9:6). Kolejnym serwującym, który sprawił naszym siatkarzom sporo kłopotów, był Portugalczyk José, który pozwolił swojemu zespołowi zdobyć kolejne dwa "oczka" po atakach Trommela i Wintersa na kontrze. Jednak po chwili ZAKSA wróciła do gry. Przy zagrywce Kuby Jarosza zablokowany został Winters, a po chwili atakujący kędzierzynian zdobył punkt na kontrze i na drugiej przerwie przewaga naszych siatkarzy wynosiła cztery punkty i urosła do sześciu (20; 14), gdy Jakub wygrał kolejna kontrę. Co prawda Niemcy zniwelowali te stratę do trzech "oczek" , gdy atakujący ZAKSY posłał trudna piłkę na aut, a Gacek nie przyjął zagrywki Adriana Gontariu, ale po czasie dla Krzysztofa Stelmacha długą kontrę na punkt zamienił Wojtek Kaźmierczak i kędzierzynianie odzyskali kontrolę nad meczem. Ostatni 25 punkt przyniosła autowa zagrywka Venno.

Drugi set nie zaczął sie już od tak spektakularnego prowadzenia gospodarzy i do pierwszej przerwy technicznej żaden zespół nie potrafił uzyskać większej przewagi. Po przerwie przy zagrywce Tine Urnauta Estończyk najpierw posłał piłkę w aut, za chwilę trafił w antenkę i przy trzypunktowej przewadze ZAKSY trener Moculescu poprosił o czas. Nie zdekoncentrowało do Urnauta, który po przerwie posłał dwa asy i tym samym powiększył prowadzenie ZAKSY do pięciu punktów (12:7). Widząc bliską swoją porażkę, Niemcy od stanu 15:9 poprawili grę i za chwilę było już tylko 15:12, gdy Piotr Gacek przyjął na drugą stronę, a punkt z przechodzącej zdobył Kanadyjczyk. Przerwa na żądanie trenera ZAKSY wybiła rywali z uderzenia i po chwili nasi siatkarze odzyskali swój rytm, prowadząc 18:14 po ataku Tine Urnauta. Kolejną przewagę kędzierzynianie zbudowali przy zagrywce Pawła Zagumnego, kiedy trzy punkty zdobył Kuba Jarosz, dwukrotnie wygrywając kontry, w tym raz po własnej obronie ataku Amerykanina. Co prawda trzy piłki setowe obronili siatkarze VfB, ale 25 zdobył Kuba Jarosz i tym samym zakończył drugiego seta.

Trzecią partię kędzierzynianie rozpoczęli siłą rozpędu od prowadzenia 4:1 po znakomitej grze w ataku i w polu zagrywki Kuby Jarosza. Po chwili było 8:4, gdy najpierw przy zagrywce Michała Ruciaka zatrzymany został José, a za moment po punkcie zdobyli obaj środkowi. Co prawda dwa oczka dla Friedrichshafen odrobił Portugalczyk, ale po chwili Tine Urnaut zdobył punkt po nieskończonym i wyasekurowanym ataku Jarosza, Paweł Zagumny posłał asa, a estoński atakujący został zatrzymany blokiem i ZAKSA odzyskała przewagę, a potem ją powiększyła do pięciu "oczek" na drugiej przerwie. Takiego prowadzenia gospodarze nie dali sobie odebrać i przy zagrywce Kuby Jarosza Vemic najpierw został zablokowany przez Pawła Zagumnego, a po chwili przełożył ręce na drugą stronę siatki i ZAKSA miała 25 punkt.

Pierwszy cel został więc osiągnięty. Teraz jednak zadanie było znacznie trudniejsze. Aby awansować do półfinałów Pucharu CEV, trzeba było wygrać set prawdy, dziwny "potworek" wymyślony w tym roku przez europejskich włodarzy siatkówki. Według dawnych przepisów bowiem ZAKSA byłaby już w półfinałach, bo na to wskazywał wynik obu spotkań (1:3; 3:0).

"Złotego seta" lepiej rozpoczęli kędzierzynianie, którzy prowadzili 3:1 po zablokowaniu Olivera Venno, co skłoniło trenera Moculescu do wziecia pierwszego czasu. Po chwili było już 4:4, gdy najpierw Trommel, a po chwili Venno skończyli po kontrze, a znakomicie dotąd grający Kuba Jarosz nadział się na blok Denmarka i Vintersa. Na kolejne prowadzenie nasi zawodnicy wyszli na zmianę stron, gdy Kuba Jarosz najpierw obronił atak Venno, a po chwili skończył akcję (8:6). Kiedy sędzia drugi raz odgwizdał rozgrywającemu mistrza Niemiec podwójne odbicie, ZAKSA prowadziła juz 10:7 i trener gości poprosił o drugą przerwę. Kolejne punkty zdobyli jednak nasi siatkarze; najpierw Trommel zablokowany został na kontrze, po chwili Michał Ruciak skończył kontrę po obronie ataku Holendra i ZAKSA prowadziła czterema punktami (12:8). Co prawda rywale niebezpiecznie zbliżyli się na jeden punkt, gdy dwa punkty zdobył Estończyk, a libero ZAKSY nie przyjął zagrywki Tichacka, ale w końcówce dwa punktu niezwykle skutecznego Kuby Jarosza dały upragnione zwycięstwo naszym siatkarzom i awans do półfinałów Puchary CEV.

Ogromna radość zapanowała w sercach wszystkich sympatyków kędzierzyńskiego drużyny. Awans do półfinałów to bezspornie duży sukces tego zespołu, który w tym sezonie zmaga sie z wieloma problemami. Mamy nadzieję, że kędzierzynianie nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. A na razie: ogromne słowa uznania i gratulacje.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Półfinał

CSKA Sofia vs. ZAKSA Kędzierzyn

(27:25; 25:21; 25:20)


Składy:

CSKA: E. Iwanow, Todorov, Portuondo, Maiyo, Stefanow, N. Iwanow, Salparow (L);
ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Gladyr, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz: Witczak, Pilarz, Idi



Bez przekonania zagrali siatkarze ZAKSY na bułgarskiej ziemi i poza pierwszym setem nie nawiązali równorzędnej walki z mistrzami tego kraju. Wszystko więc rozstrzygnie się w niedzielę w meczu rewanżowym i miejmy nadzieję, że wówczas nasi siatkarze pokażą znacznie lepsza siatkówkę. Dziś bowiem zbyt często psuli zagrywkę, nie kończyli własnych ataków, nie potrafili też powstrzymać bardzo szybkich skrzydłowych (Maiyo i Portuondo). Z pewnością przegrali też z kibicami, którzy zagrzewali przez cały czas swój zespół do walki. W niedzielę takie atuty powinny być po naszej stronie, co w połączeniu z lepszą grą powinno przynieść zwycięstwo.

Pierwszy set był najbardziej wyrównany. Na pierwszej przerwie technicznej Bułgarzy prowadzili jednym punktem, ale za moment przy zagrywce Pawła Zagumnego kędzierzynianie wyszli na prowadzenie (9:11), kiedy to Stefanov nie trafił w pole gry, a Tine Urnaut skończył kontrę po kiwce Maiyo. Kiedy Wojtek Kaźmierczak zaatakował w siatkę CSKA wyrównało (12:12), a na drugiej przerwie technicznej wyszło na dwupunktowe prowadzenie, gdy Michał Ruciak został zatrzymany przez Stefanova, a po chwili taki sam los spotkał Jurija Gladyra. Nie był to jednak koniec emocji - as Tine Urnauta dał naszym wyrównanie (19:19), po czym zagrywka po taśmie Kuby Jarosza wyprowadziła ZAKSĘ na jednopunktowe prowadzenie, co skłoniło trenera gospodarzy do wzięcia czasu. Bułgarzy odzyskali prowadzenie, gdy Kuba Jarosz pomylił się w ataku (24:23), ale po chwili Jurij Gladyr zdobył punkt i nasi obronili piłkę setową. Udało sie to jeszcze raz. Za trzecim razem punkt zdobył Kenijski atakujący, a Michał Ruciak został zablokowany i CSKA wygrało tę partię.

Drugiego seta gospodarze rozpoczęli od asa Ivanova, a po chwili zatrzymali w ataku Jarosza. Do tego punktową zagrywkę po rekach Urnauta dołożył Stefanov, Jarosz i Urnaut zatrzymani zostali przez blok rywali i CSKA prowadziła 8:5. Kiedy przewaga gospodarzy urosła do czterech "oczek" trener Stelmach poprosił o czas. Na niewiele sie to zdało, bo przy zagrywce N. Ivanova Portuondo skończył kontrę po obronie Kuby Jarosza, a po chwili Maiyo zatrzymał atakującego ZAKSY i było 14:8. Nadzieje na wyrównanie odżyły przy zagrywce Wojtka Kaźmierczaka (15:13). Kiedy Dominik Witczak skończył kontrę (17:15) trener Popov poprosił o czas. Chyba przyniosło to pożądany rezultat, bo za moment rywale odzyskali prowadzenie (20:16) po autowym ataku Dominika Witczaka. Mistrzowie Bułgarii nie oddali juz prowadzenia i wygrali tego seta 25:21.

Początek trzeciej partii zwiastował jeszcze wiele emocji. Najpierw prowadziła ZAKSA, lecz bardzo prędko utraciła prowadzenie po bloku na Michale Ruciaku (4:4). Na pierwszej przerwie technicznej prowadzili juz siatkarze z Sofii po ataku Kenijczyka. Do stanu 11:11 trwała wyrównana walka. Później dwa punkt zdobył Maiyo, w tym jeden po długiej wymianie, Portuondo skończył przechodzącą po odbiorze Gacka na drugą stronę i trener ZAKSY poprosił o czas, dokonując jednocześnie zmiany (Idi za Ruciaka). W kolejnej akcji Kubańczyk skończył kontrę, a Idi w pierwszej swojej akcji nie trafił w pole gry i Bułgarzy prowadzili 16:11. Po przerwie Jarosz trafił w aut, co poskutkowało nie tylko stratą punktu, ale i zmianą na ataku. Kolejne trzy punkty zdobyła ZAKSA po błędach rywala (15:19), ale Bułgarzy przez cały czas kontrolowali wynik i grając pewnie w każdym elemencie nie pozwolili sobie na większe straty. 25 punkt dała autowa zagrywka Dominika Witczaka.

Marzenia o zwycięstwie na terenie rywala spełzły na niczym. ZAKSA przegrała bitwę. "Wojna" trwa nadal. Trzeba tylko wyciągnąć wnioski z tej porażki i w Kędzierzynie zagrać odważnie, z wiarą, że przy naszej normalnej grze rywal jest do pokonania. Wizja finału polskich zespołów nieco sie oddaliła, ale wciąż jest realna.






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Półfinał

ZAKSA Kędzierzyn vs. CSKA Sofia

(25:23, 33:31, 25:22) złoty set 15:12


Składy:

ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Gladyr, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz: Witczak, Pilarz
CSKA: E. Iwanow, Todorov, Portuondo, Maiyo, Stefanow, N. Iwanow, Salparow (L) oraz: Ramma, Manchev, Ivanov Svetozar, Vasiliev i Samunev


Historyczne zwycięstwo odnieśli dzisiaj siatkarze ZAKSY, którzy nie złożyli broni po porażce 3:0 na wyjeździe i po przegranej bitwie wygrali wojnę, zwyciężając w hali "Azoty" 3:0 CSKA Sofia, a następnie wygrywając 15:12 złotego seta i tym samym jako pierwszy polski zespół awansowali do finału Pucharu CEV, gdzie czeka na nich już słynny Sisley Treviso.

A mecz rozpoczął sie od prowadzenia siatkarzy ZAKSY 2:0, po czym bardzo prędko inicjatywę uzyskali mistrzowie Bułgarii, którzy po dwóch atakach Maiyo i bloku na Jakubie Jaroszu prowadzili 2:4, co skłoniło trenera Stelmacha do wzięcia pierwszej przerwy na żądanie. Po czasie dwa punkty Jurija Gladyra, w tym jeden z przechodzącej po zagrywce Kuby Jarosza, dały naszym zawodnikom remis (4:4), ale kolejny blok na Jaroszu i autowy atak Urnauta wyprowadziły rywali na prowadzanie na pierwszej przerwie technicznej (7:8). Kiedy po przerwie Todorov trafił w aut, ZAKSA odrobiła stratę i zbudowała jednopunktową przewagę, którą powiększyła do dwóch "oczek", gdy Portuondo zatrzymany został przez Gladyra i Zagumnego (12:10). Trzynasty punkt zdobył dla ZAKSY Kuba Jarosz, serwując asa, a po chwili Kubańczyk drugi raz został zatrzymany i ZAKSA prowadziła 16:13. Nie był to jednak koniec emocji. Po przerwie atakujący ZAKSY nie trafił w pole gry na kontrze, asem popisał się E. Ivanov, punkt zdobył Maiyo i Bułgarzy zmniejszyli straty do jednego punktu, a po chwili wyrównali, gdy Kuba Jarosz po raz kolejny posłał piłkę na aut. Błędy atakującego ZAKSY zmusiły trenera Stelmacha do zmiany na tej pozycji, ale pierwszy atak Dominika Witczaka zakończył sie blokiem (17:18). ZAKSA odzyskała prowadzenie, gdy na zagrywce pojawił się Wojtek Kaźmierczak a Tine Urnaut zdobył punkt z przechodzącej, a Maiyo pomylił sie na kontrze w ataku (20:18). Po czasie dla trenera Popova Bułgarzy zdołali doprowadzić do wyrównania. Najpierw Michał Ruciak nie przedarł sie przez ich blok, a po chwili atakujący CSKA zkończył atak na kontrze po wyblokowaniu Słoweńca (22:22). Na 24:23 wyprowadził ZAKSĘ Dominik Witczak, a 25 punkt podarowali ZAKSIE rywale, na skutek nieporozumienia przy piłce przechodzącej po obronie Michała Ruciaka.

Drugiego seta lepiej rozpoczęli Bułgarzy, ale po chwili było juz 4:4 po ataku Dominika Witczaka i 6:4 po dwóch zagrywkach Jurija Gladyra. Kiedy Kenijczyk trafił w siatkę, a Urnaut skończył kontrę, ZAKSA prowadziła 8:5, a po chwili 10:6 po kontrze Wojtka Kaźmierczaka. Takie prowadzenie utrzymało się do drugiej przerwy technicznej, po której dwa punkty zdobył Tine Urnaut (18:13), w tym jeden z zagrywki, i wszystko wskazywało, że set skończy sie w miarę szybko. Pierwsze symptomy rozluźnienia w zespole ZAKSY nastąpiły, gdy trener Popov dokonał kilku zmian, wprowadzając za Portuondo Vasilieva i Valtersa Ramme za Stefanova, a Bułgarzy odrobili część strat (20:17). Nie był to jednak koniec ofensywy gości, którzy najpierw wyrównali, a po chwili mieli piłkę setową (23:24) po ataku Tine Urnauta w aut. Siedem piłek setowych obronili nasi siatkarze (31:31). Dopiero przy zagrywce Pawła Zagumnego i jego obronie punkt z kontry zdobył Tine Urnaut (32:31), a atak Samunieva w aut dał naszym 33 "oczko" i prowadzenie 2:0.

Początek kolejnego seta rozpoczął się nie najlepiej dla ZAKSY, bo od autowego ataku Dominika Witczaka i punktu zdobytego przez Stefanova przy zagrywce Todorova przyjętej przez Słoweńca na drugą stronę. Po przerwie Bułgarzy powiększyli prowadzenie do czterech punktów, gdy N. Ivanov stanął w polu serwisowym, a Michał Ruciak został zatrzymany na skrzydle, a po chwili Stefanov skończył atak na kontrze. W tym momencie Krzysztof Stelmach poprosił o czas. Po przerwie Kenijczyk przeszedł linie środkową, a Portuondo popełnił serię błędów i nasi siatkarze zmniejszyli straty do rywali do jednego punktu na drugiej przerwie technicznej. Jeszcze przez chwilę Bułgarzy prowadzili to jednym to dwoma punktami , ale po ataku Stefanova w aut ZAKSA wyrównała 19:19, a po chwili wyszła na prowadzenie po serii błędów rywali (24:20). Jeszcze trzy "oczka" odrobili siatkarze CSKA, ale czas na żądanie naszego szkoleniowca przerwał te serię, a po nim 25 punkt dał naszym Dominik Witczak.

Trzeci raz o awansie jednego z zespołów miał więc w Kędzierzynie zadecydować w tym sezonie "złoty set", na który czekali wszyscy kibice ZAKSY, bo był on warunkiem koniecznym do awansu. Kędzierzynianie rozpoczęli tę partię znakomicie, bo od prowadzenia 5:0 przy zagrywce Wojtka Kaźmierczaka, który na początek posłał asa (2:0), a po chwili umożliwił Gladyrowi zablokowanie Kubańczyka (3:0). Kolejne punkty przyniosły atak Gladyra po obronie Myio przez Kaźmierczaka i dotknięcie siatki w zespole rywali przy bloku podczas ataku Michała Ruciaka. Tak zbudowana przewaga nie była jeszcze gwarantem sukcesu, ale wprowadziła w grę siatkarzy ZAKSY wiele spokoju. Co prawda tuż po zmianie stron przy zagrywce E. Ivanova Urnaut pomylił sie w ataku, a kolejny punkt zdobył Maiyo (8:5) i Krzysztof Stelmach poprosił o czas, ale blok ustawiony na Kenijczyku przywrócił układ sił w tym secie i zmusił trenera Popova do wzięcia czasu (11:6). Na dwa oczka zdołali sie jeszcze zbliżyć waleczni Bułgarzy, gdy najpierw atak skończył Portuondo, a po chwili punkt zdobył Stefanov, ale punkt Michała Ruciaka zakończył tę trudną rywalizację i przyniósł nam upragnione zwycięstwo.

Ogromne brawa należą się naszym siatkarzom, którzy dzisiaj kilka razy wykazali się ogromnym hartem ducha i "zrobili święto", o którym pisaliśmy w felietonie przed tym meczem. Już dziś należą sie im gratulacje za historyczny awans w dziejach klubu i siatkówki w Polsce , a przecież to nie jest koniec, bo przed nami finał i szansa na zwycięstwo.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Finał

Sisley Treviso vs. ZAKSA Kędzierzyn

(25:17, 22:25, 25:18, 22:25, 11:15)


Składy:

Sisley: Boninfante, Fei, Bjelica, Bontje, Maruotti, Kovar, Farina (L) oraz De Togni, Papi, Horstink, Marcelo;
ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Gladyr, Kaźmierczak, Ruciak, Urnaut, Gacek (L) oraz: Idi, Witczak.


Pierwszy milowy krok w stronę zdobycia Pucharu CEV zrobili siatkarze ZAKSY, którzy w pierwszym meczu na boisku rywala pokonali zespół Sisleya Treviso i teraz znacznie spokojniej mogą oczekiwać rewanżu w hali "Azoty". Po pierwszym słabym secie kędzierzynianie z każdą następną piłką grali coraz lepiej, wprawiając w ogromne zakłopotanie gwiazdy włoskiej siatkówki.

Pierwszy set jednak nie wskazywał zupełnie, że całe spotkanie tak dobrze się dla nas skończy. Co prawda pierwszy punkt na swoim koncie zapisała ZAKSA po autowym ataku Kovara, ale po chwili było 8:5, gdy najpierw Tine Urnaut został zablokowany przez Bonifante, a po chwili Jakub Jarosz nie trafił na kontrze w pole gry. Po przerwie przewaga Włochów wzrosła do pięciu "oczek" po autowym ataku Tine Urnauta i bloku na atakującym kędzierzynian. Kolejne nieskończone ataki ZAKSY powiększyły prowadzenie rywali do siedmiu punktów na drugiej przerwie technicznej po kolejnej kontrze skończonej przez Gabriele Maruottiego. Kiedy przy stanie 18:12 Tine Urnaut po raz kolejny nie przebił się przez blok rywali z szóstej strefy, Krzysztof Stelmach zmuszony był dokonać zmiany, desygnując do gry Brazylijczyka Idiego. Jednak przewaga Włochów była na tyle duża, że jego wejście nie mogło zmienić wyniku i po chwili gospodarze prowadzili 1:0.

W drugi set kędzierzynianie również nie weszli najlepiej, bo po bloku na Michale Ruciaku i ataku Kuby Jarosza w antenkę Sisley prowadził 3:1, ale po chwili błędy zaczęli popełniać również gospodarze i ZAKSA powoli zaczęła odrabiać straty. Najpierw libero Sisleya nie przyjął zagrywki Wojtka Kaźmierczaka, po chwili Fei trafił w taśmę, a Maruotti został zatrzymany przez blok Zagumnego i Gladyra i ZAKSA wyszła na jednopunktowe prowadzenie (6:7). Po przerwie Jurij Gladyr skończył kontrę, Kaźmierczak zatrzymał Bjelicę i szkoleniowiec gospodarzy poprosił o czas. Sisley szybko odrobił straty i na drugiej przerwie technicznej wyszedł na dwupunktowe prowadzenie, gdy Fei skończył kontrę po obronie ataku Michała Ruciaka, a Kuba Jarosz został zatrzymany przez Togniego (16:14). Po przerwie ZAKSA zdołała wyrównać, gdy Kaźmierczak zdobył punkt po przyjęciu Fariny na drugą stronę przy zagrywce Pawła Zagumnego, a Jiri Kovar został zablokowany. Do stanu 22:22 trwała walka punkt za punkt. Dwa błędy Maruottiego przy zagrywce Kuby Jarosza zakończyły tego seta wynikiem 22:25 dla ZAKSY.

Kolejny set to znowu lepsza gra Sisleya, który na pierwszej przerwie prowadził 7:4 po dwóch błędach naszych siatkarzy (Gladyr i Idi). Do tego po przerwie Kovar dołożył asa, Gacek źle rozegrał piłkę na kontrze, Ruciak został zatrzymany i rywale prowadzili pięcioma "oczkami", a trener Stelmach poprosił o czas. Co prawda po chwili Michał posłał asa, ale za moment zatrzymany został Jarosz i na drugiej przerwie prowadzenie Sisleya nadal wynosiło pięć punktów. Przy zagrywce Pawła Zagumnego dwa punkty zdobył Idi, a Fei posłał piłkę po prostej na aut (18:15) i ZAKSA zaczęła odrabiać straty, ale kolejne akcje należały już do Włochów i to oni wygrali tego seta 25:18.

Czwarta partia rozpoczęła sie znakomicie dla ZAKSY, bo od punktowej zagrywki Jurija Gladyra i błędzie ataku Alessandro Fei (2:4), co skłoniło szkoleniowca do zażądania przerwy. Jednak po niej Idi zatrzymał atakującego Włochów, Jarosz skończył atak, obijając blok i na pierwszą przerwę techniczną ZAKSA prowadziła 5:8. W kolejnych akcjach Paweł Zagumny, który wspaniale rozgrywał, posyłał piłkę do coraz lepiej grającego Kuby Jarosza, a ten najpierw zdobył trzy "oczka" pod rząd atakiem, a potem utrudnił przyjecie rywalowi, zmuszając Kovara do dwóch błędów (11:16). Tak zbudowanej przewagi ZAKSA już nie oddała i mimo tego, że rywale zbliżyli sie na dwa punkty w końcówce, ostatni punkt zdobył znakomicie dysponowany Jurij Gladyr i o zwycięstwie miał zadecydować piąty set.

Pierwsze dwupunktowe prowadzenie w tie-breaku uzyskali siatkarze ZAKSY po błędzie rozegrania Dante Boninfante do Roba Bontje (1:3) i taką przewagę utrzymali do zmiany stron. Po niej asa posłał Kuba Jarosz, po chwili zmusił do błędu Horstinka (7:11) i ZAKSA była coraz bliżej wygranej. Punkt Jurija Gladyra i dwa Kuby Jarosza, w tym jeden z kontry, dały naszym cztery "oczka" przewagi. Dzieła dopełnił Idi, zdobywając 15 punkt i kończąc to szczęśliwe dla nas spotkanie.

W dobrych humorach powracają więc i siatkarze i kibice z Włoch do Kędzierzyna. Puchar CEV przybliżył sie na wyciagnięcie reki. Do pełni szczęścia brakuje już tylko jednej wygranej. Miejmy nadzieję, że sobota okaże się szczęśliwym i historycznym dniem dla Kędzierzyna, dla ZAKSY i dla polskiej siatkówki.

Autor: Janusz Żuk






Sezon 2010/2011

Puchar CEV
Finał

ZAKSA Kędzierzyn vs. Sisley Treviso

(25:19, 21:25, 20:25, 19:25, złoty set 11:15)


Składy:

ZAKSA: Jarosz, Zagumny, Gladyr, Kaźmierczak, Ruciak, Idi, Gacek (L) oraz Witczak, Pilarz, Wójtowicz, Urnaut;
Sisley: Boninfante, Fei, Bjelica, Bontje, Maruotti, Kovar, Farina (L) oraz Hostink, Papi, De Togni, Elgarten.



Nie udało się dopisać nowej daty do historii polskiej siatkówki i nadal Płomień Milowice będzie jedynym polskim zespołem, który przed ponad trzydziestu laty zdobył europejski puchar. Jednak rok 2011 w dziejach ZAKSY oznaczać będzie powrót na siatkarskie salony Starego Kontynentu, bo mimo dzisiejszej porażki z Sisleyem Treviso nasi siatkarze poprawili wynik z 2000 roku. Włosi natomiast w pełni zrewanżowali się za porażkę u siebie i rozpędzeni wygrali również "złotego seta", i to oni mogli dzisiaj się cieszyć ze zdobycia Pucharu CEV. Naszym zawodnikom pozostały srebrne medale, które z pewnością wzięliby w ciemno przed startem do rozgrywek i za to, co w tym sezonie dla nas kibiców zrobili, należą się im słowa uznania i podziękowania,

Pierwszy set mógł napawać jednak optymizmem, bo zanim wypełniona po brzegi hala się zorientowała, nasi siatkarze prowadzili już 8:2. Wystarczyły do tego bloki ZAKSY i autowe ataku Włochów. Choć po przerwie technicznej goście się pozbierali i poprawili swoją grę, to jednak kędzierzynianie wcale nie zamierzali zwalniać tempa. W efekcie po skutecznej kontrze Michała Ruciaka nasz zespół schodził na przerwę techniczną prowadząc 16:12. Niestety, już po chwili Ruciak zaserwował w aut, a Bontje umieścił piłkę w boisku i na tablicy było 16:14. Kędzierzynianie jednak nie zamierzali oddać całej, z takim trudem wywalczonej przewagi i odzyskali trzypunktowe prowadzenie, aby już za moment dowieźć je do samej końcówki. Ostatnie piłki należały więc do miejscowych, którzy, korzystając z błędów Włochów, jeszcze powiększyli przewagę i ostatecznie zwyciężyli 25:19 po ataku z przechodzącej Pawła Zagumnego.

W drugim secie zawodnicy ZAKSY na początku pozwolili sobie na chwilę dekoncentracji. Najpierw na blok nadział się Kuba Jarosz, a gdy za moment Fei wykorzystał kontrę, na tablicy było już 2:4. To jednak nie był koniec serii przyjezdnych. Dwukrotnie skutecznie uderzył Robert Horstink, który wszedł za mało skutecznego Kovara, a następnie błędy w ataku popełnili Gladyr oraz Jarosz i Włosi prowadzili już 4:8. Kędzierzynianie wyraźnie nie mogli wrócić do dobrej gry z pierwszej odsłony i w efekcie już po kilku akcjach przegrywali 7:14 po ataku Horstinka kończącym długą wymianę ciosów. Zawodnicy Krzysztofa Stelmacha nie zamierzali tak łatwo złożyć broni. Już w następnej akcji Paweł Zagumny wygrał przepychankę na siatce, Gladyr powstrzymał blokiem Bontje, a gdy skończył piłkę przechodzącą na tablicy było 15:17. Niestety, to było wszystko, na co siatkarze z Treviso zamierzali pozwolić miejscowym. Wystarczył błąd Witczaka, który zmienił nieskutecznego Kubę Jarosza, atak Feiego i blok na Ruciaku, aby Włosi znów mieli 5 punktów przewagi (17:22). Nietrudno się więc domyślić, że już za moment doprowadzili do wyrównania 1:1 (21:25).

Początek III odsłony znów należał do zespołu z Treviso, a właściwie do ich atakującego, Alessandro Fei. Włoch bowiem, który wybrany został najlepszym zawodnikiem w zespole gości, wyprowadził swój zespół na prowadzenie 1:3 swoją zagrywką i atakiem. Po przerwie technicznej w ataku skutecznie zaprezentował się Horstink, a gdy kolejną kontrę na punkt zamienił Fei, na tablicy było już 6:11. Po czasie dla Krzysztofa Stelmacha Włosi wcale nie zwolnili tempa i po serii ataków w wykonaniu Bonifante, Hortinka i Feiego schodzili na II przerwę techniczną, prowadząc 10:16. I tym razem przyjezdni nie pozwolili sobie już na chwilę dekoncentracji i spokojnie utrzymali przewagę do samej końcówki, którą rozstrzygnęli na swoją korzyść po autowej zagrywce Juryja Gladyra (20:25).

IV set był dla kędzierzynian ostatnią szansą na przedłużenie swoich szans na triumf bez konieczności grania złotego seta. Niestety, na twarzach naszych zawodników raczej malowała się rezygnacja niż wiara w przedłużenie tego spotkania. W efekcie znów początek partii należał do włoskiego atakującego, który, tak jak w poprzedniej odsłonie, wyprowadził zespół na prowadzenie 1:3. Ta dwupunktowa różnica punktów utrzymywała się przez dłuższy moment, aż do czasu, gdy Idi pomylił się w ataku (10:13). Już po chwili do tej przewagi kolejne oczko dołożył Horstink, który wykorzystał piłkę przechodzącą po zagrywce Bjelicy i Włosi schodzili na II przerwę techniczną, prowadząc 12:16. Tak jak we wszystkich poprzednich odsłonach od tego momentu wynik zmieniał się już nieznacznie i w efekcie ZAKSA uległa 19:25 po skutecznym ataku Horstinka.

Zwycięski tie-break w Belluno sprawił, że pomimo porażki na własnym parkiecie kędzierzynianie mieli jeszcze w odwodzie złotego seta. W efekcie, o tym kto podniesie w górę zwycięskie trofeum po rozegraniu wcześniejszych 12 spotkań, miał decydować krótki tie-break. Zawodnicy ZAKSY wyraźnie podeszli do tej partii maksymalnie zmotywowani. Także i kibice, choć nieco zrezygnowani w poprzednich odsłonach, w złotym secie powstali i na stojąco oglądali zmagania obu drużyn. Niestety, pomimo tak głośnego dopingu nasi zawodnicy rozpoczęli źle. Po ataku Feiego, bloku na Idim i kontrze Bontje Sisley wyszedł na prowadzenie 1:4. Ta przewaga zapewniła naszym rywalom spokój, podczas gdy kędzierzynianie wciąż musieli gonić swojego rywala. Do zmiany stron nasi zawodnicy utrzymywali dystans do Włochów, ale potem Samuele Pappi wepchnął piłkę w kędzierzyński blok, a Robert Horsink wyprowadził skuteczną kontrę i przyjezdni powiększyli przewagę do 4 oczek (6:10). Nadzieje kędzierzynian odżyły, gdy Alessandro Fei pomylił się w ataku i straty stopniały do 2 oczek (9:11), ale już a moment Gladyr zaserwował w siatkę, a Idi nadział się na blok i zawodnicy z Treviso mieli piłkę na wagę pucharu (10:14). Spotkanie zakończył atakiem Robert Hortink, czym definitywnie uciszył kędzierzyńskich kibiców (11:15).

Pomimo wspaniałej atmosfery siatkarskiego święta w hali Azoty kędzierzynianie nie dali rady legendarnemu Sisleyowi. Miał rację Sebastian Świderski, mówiąc, że będzie trzeba zagrać lepiej niż we Włoszech. Ta sztuka się nie udała. Zabrakło trochę doświadczenia, spokoju, cierpliwości! Choć i zawodnicy Sisleya rozpoczęli to spotkanie bardzo podenerwowani, to jednak oni szybciej powściągnęli emocje i powrócili do gry na swoim poziome. Tymczasem kędzierzynianie zagrali zbyt asekurancko, aby myśleć o zwycięstwie na tym poziomie. No i nie mieli Alessandro Feiego, który był niewątpliwym katem ZAKSY i najpewniejszym punktem swojego rozgrywającego w najtrudniejszych chwilach. Smutni wychodziliśmy z hali przy Mostowej, ale w sercach kołatał się myśl, że od III miejsca we Florencji rozpoczęła się złota era Mostostalu. A za srebrny medal już dziękujemy.

Autor: Jacek Żuk