Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

Puchar Polski 2009



Po rocznej przerwie Puchar Polski trafił do Bełchatowa. Podopieczni Daniela Castellaniego w finale pokonali AZS Olsztyn.

Do turnieju finałowego rozgrywanego w Kielcach awansowały cztery zespoły, które w 1/4 pokonały swoich rywali. Według nowych reguł, drużyny, które po pierwszej rundzie zajęły miejsca 1- 4 rozgrywały tylko jeden dwumecz (mecz i rewanż) ze zwycięzcami wcześniejszej fazy rozgrywek.

1/4 finału (04.02, 22.02)
PGE Skra Bełchatów - Jastrzębski Węgiel 3:0, 3:2
Resovia Rzeszów - Jadar Radom 3:0, 3:0
Delecta Bydgoszcz - AZS Olsztyn 2:3, 1:3
AZS Częstochowa - ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:2, 0:3

W turnieju finałowym rozgrywanym od 7 do 8 marca wzięły więc udział cztery zespoły: Skra Bełchatów, Resovia Rzeszów, AZS Olsztyn, ZAKSA Kędzierzyn.



Ćwierćfinał

Puchar Polski 2009

AZS Częstochowa vs. ZAKSA Kędzierzyn

(25:22, 16:25, 25:21, 17:25, 15:13)


Składy:

AZS Częstochowa: Janeczek, Stelmach, Nowakowski, Wiśniewski, Bartman, Gradowski, Zatorski (L) oraz Drzyzga, Mlyakow;
ZAKSA: Novotny, Pilarz, Szczerbaniuk, Kaźmierczak, Ruciak, Kacprzak, Mierzejewski (L) oraz Martin, Lewis, Masny, Witczak.

Dwa wygrane sety w pierwszym ćwierćfinałowym spotkaniu Pucharu Polski wywiozą z Częstochowy siatkarze ZAKSY i jest to dobry wynik przed meczem rewanżowym w Kędzierzynie, zwłaszcza, że bilans małych punktów też przemawia na naszą korzyść, chociaż pozostał po tym meczu mały niedosyt, bo zwycięstwo było na wyciągniecie ręki. Bardziej natomiast martwi kontuzja Roberta Szczerbaniuka, który w II secie najprawdopodobniej skręcił staw skokowy, a to oznacza jego nieobecność w najbliższych meczach, jak długą, dowiemy się po przeprowadzeniu badan.

Wracając jednak do meczu, to pierwszy set rozpoczął się od prowadzenia gospodarzy, którzy po ataku Bartmana i przejściu linii 3 metra przez Michała Ruciaka na przerwę schodzili z przewagą dwóch punktów. Jednak kolejne błędy kędzierzynian doprowadziły do powiększenia tej przewagi. Najpierw Kamil Kacprzak zaatakował w aut, po chwili nie przyjął zagrywki Bartmana i na tablicy widniał wynik 13:8. Taki dystans utrzymał się niemal do samego końca, jednak przy stanie 24:19 przy zagrywce Michała Ruciaka Janeczek zaatakował w aut, punkt zdobył Novotny, a po chwili atakujący AZS-u nadzial się na blok naszego zespołu i trener Panas dokonał podwójnej zmiany, wprowadzając na parkiet Mlyakowa i Drzyzgę. Zabieg ten okazał się bardzo skuteczny, bo bułgarski atakujący zdobył 25 punkt i zakończył tę partię.

Druga partia rozpoczęła się od gry punkt za punkt, ale jeszcze przed pierwszą przerwą kędzierzynianie wyszli na prowadzenie przy zagrywce Novotnego, gdy najpierw Janeczek zaatakował w antenkę, a po chwili kontrę skończył atakujący ZAKSY atakiem z drugiej linii. Kolejną serię punktów zdobyli nasi zawodnicy przy zagrywce Kacprzaka, gdy Nowakowski zaatakował w taśmę, a Zbyszek Bartman został zablokowany, natomiast Benek zdobył punkt z przechodzącej (6:11). Na drugą przerwę siatkarze ZAKSY schodzili prowadząc siedmioma punktami, zdobywając szesnaste oczko po ataku Novotnego z kontry po obronie Marcina Mirzejewskiego. Przy stanie 14:20 kontuzji doznał Robert Szczerbaniuk i na jego miejsce wszedł Terence Martin, który przed seta posłał jeszcze dwa asy. Set skończył się wynikiem 16:25.

Trzecią partię znów źle rozpoczęli nasi siatkarze, którzy po asie w wykonaniu Bartmana i punkcie zdobytym prze tego zawodnika z kontry oraz bloku na Michale Ruciaku ustawionym przez Stelmacha i Mlyakowa prowadzili już 5:1. Co prawda przed przerwą nasi odrobili część strat, ale i tak na przerwę techniczną schodzili przegrywając 8:5. Przy zagrywce Novotnego, gdy Bartman zaatakował w taśmę, przewaga gospodarzy zmniejszyła się do jednego oczka, a po bloku Martina na Mlyakowie nasi wyszli na prowadzenie i z taką przewagą schodzili na drugą przerwę techniczną. Kiedy wydawało się, że nasi opanowali już sytuację, Novotny popełnił błąd w ataku, Wiśniewski zdobył punkt z przechodzącej przy zagrywce Nowakowskiego, natomiast Kamil Kacprzak nie przyjął jego zagrywki i gospodarze znów wyszli na prowadzenie, którego już nie oddali.

Zgodnie z tendencją gry w tym meczu czwarty set znów lepiej rozpoczęli kędzierzynianie, prowadząc 3:6, gdy Martin kolejny już raz zatrzymał Mlyakowa, a Bartman posłał piłkę w taśmę. Przewagę tę powiększyli przy zagrywce Kamila Kacprzaka, który zdobył asa i tak utrudnił rozegranie, że najpierw Gunia zaatakował w siatkę, a po chwili Mlyakow znów nadział się na ręce Martina i na tablicy widniał wynik 8:15. Kolejną serię punktów częstochowianie stracili przy zagrywce Michała Ruciaka i ostatecznie przegrali seta 25:17.

Jednak piąty decydujący set znów lepiej rozpoczęli częstochowianie. Najpierw punkt zdobył Nowakowski, wykorzystując zamieszanie na siatce, a po chwili w ataku pomylił się Martin, który grał dziś na nowej dla siebie pozycji i spisywał się bardzo dobrze. (2:0). Kiedy Dawid Gunia zablokował Wojciecha Kaźmierczaka, a Lewis nie przyjął zagrywki Wiśniewskiego, gospodarze prowadzili już 7:2. Jednak przed zmianą stron ZAKSA odrobiła część strat, gdy Dominik Witczak zdobył dwa punkty bezpośrednio z zagrywki (8:6). Dwupunktowa przewaga AZS-u utrzymała się do czasu, gdy Wojciech Gradowski zaatakował w taśmę i nasi zdobyli punkt kontaktowy (12:11). Jednak mimo ofiarnej akcji Lewisa w obronie i punkcie zdobytym prze Martina Bartman skoczył akcję na 14 punkt, a ostatnią zagrywkę Dominik Witczak posłał w taśmę i to gospodarze cieszyli się ze zwycięstwa.

Patrząc na zimno na wynik wydaje się, że nasi w 75 % wypełnili zadanie, chociaż spokojniej byłoby, gdyby udało się ten mecz wygrać. Teraz czeka nas niezwykle trudny mecz ligowy i, miejmy nadzieję, wynik się odwróci. Miejmy też nadzieję, że uraz, jakiego nabawił się Robert Szczerbaniuk, nie będzie tak groźny, a na razie dziękujemy zawodnikom za ten mecz, a Robertowi życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia.

Autor: Janusz Żuk






Ćwierćfinał

Puchar Polski 2009

ZAKSA Kędzierzyn vs. AZS Częstochowa

(25:21, 25:21, 25:16)


Składy:

ZAKSA: Novotny, Masny, Szczygieł, Kaźmierczak, Ruciak, Martin, Mierzejewski (L) oraz Lewis, Szczerbaniuk;
AZS Częstochowa: Mlyakow, Stelmach, Nowakowski, Wiśniewski, Bartman, Gradowski, Zatorski (L) oraz Drzyzga, Janeczek, Wierzbowski.

Zwycięstwa potrzebowali zawodnicy ZAKSY, aby awansować do turnieju finałowego Pucharu Polski. Kędzierzynianie postanowili ten plan zrealizować najszybciej, jak się da i już po trzech partiach mogli cieszyć się z awansu i zacząć koncentrować się wyłącznie na ostatnim ligowym pojedynku, jak i nadchodzącym meczu z Olsztynem, który jest kolejnym rywalem naszej ekipy w drodze do zwycięstwa w rozgrywkach Pucharu Polski.

Zawodnicy Krzysztofa Stelmacha mogą cieszyć się z tego zwycięstwa z wielu względów. Przede wszystkim kędzierzynianie pokonali rywala, który w dwóch ostatnich spotkaniach pokonał ich po zaciętych pięciosetowych pojedynkach. Poza tym nasi zawodnicy wyeliminowali obrońcę trofeum, a ponadto pokazali, że potrafią wygrywać z AZS-em, który może być ćwierćfinałowym rywalem ZAKSY w fazie play-off. Cieszy również to, że nasi zawodnicy przez cały czas kontrolowali przebieg spotkania i odnieśli jedno z niewielu w tym sezonie zwycięstw 3:0.

Juz od początku gospodarze przejęli inicjatywę. Po tym jak trzy błędy własne popełnili zawodnicy gości, ZAKSA wyszła na prowadzenie 8:5 i ten niewielki dystans starała się utrzymać w dalszej części seta. Niestety, parę błędów naszych siatkarzy pozwoliło gościom zmniejszyć straty, a już za moment Bartman powstrzymał atak Martina i tym samym doprowadził do wyrównania (15:15). Kędzierzynianie jednak nie zamierzali tanio sprzedać skóry. Martin i Szczygieł zasadzili się skutecznym blokiem na Mlyakowa, po chwili Kanadyjczyk uderzył sprytnie po bloku, a następnie asem popisał się Michał Masny i było już 23:20. Akademicy nie podnieśli się już po takim ciosie i za moment Jakub Novotny skutecznym atakiem ustalił wynik I odsłony na 25:19.

Kędzierzynianie podbudowani udanym zakończeniem pierwszej partii udanie zaczęli również drugiego seta. Po początkowym prowadzeniu częstochowian 2:0, nasi zawodnicy wygrali dwie kontry i odzyskali inicjatywę (3:2). Już za moment Bartman uderzył w aut, Mlyakow dwukrotnie nie dał sobie rady z kędzierzyńskim blokiem i na tablicy było 8:4. Po przerwie technicznej nasi zawodnicy w dalszym ciągu dominowali na parkiecie i gdy asem popisał się Terence Martin trener gości zmuszony był prosić o czas (13:7). Kędzierzynianie spokojnie kontrolowali wydarzenia na boisku aż do stanu 22:17. Wtedy to skuteczną akcją popisał się Janeczek i na zagrywkę powędrował Zbigniew Bartman. Młody przyjmujący AZS-u rozmontował przyjęcie naszej ekipy i goście najpierw wyprowadzili 2 skuteczne kontry, aż wreszcie Bartman zdobył punkt z zagrywki (22:21). Na szczęście Michał Ruciak uspokoił sytuację i skutecznym atakiem znów dał ZAKSIE spokojne prowadzenie (23:21). Kolejne akcje należały już do kędzierzynian, a zmagania w tej odsłonie zakończył nie kto inny jak Michał Ruciak, który zapunktował z zagrywki.

Podobnie jak dwa poprzednie i trzeci set również rozpoczął się po myśli ZAKSY. Po ataku skończyli Kaźmierczak i Ruciak, goście popełnili błąd przełożenia, Martin wyprowadził skuteczną kontrę i już na przerwie technicznej nasz zespół miał czteropunktowe prowadzenie. Za moment Terence Martin popisał się pojedynczym blokiem, następnie na punkt zamienił kolejną kontrę i gdy Bartman uderzył w aut na tablicy było już 12:5. Choć nasi rywale przy zagrywce Nowakowskiego nieco zmniejszyli straty (12:8), to jednak kolejne akcje znów przyniosły punktów gospodarzom, którzy po asie Michała Ruciaka prowadzili już 18:11. Zawodnicy ZAKSY nie dali już sobie wydrzeć zwycięstwa w tym spotkaniu i po bloku na Wierzbowskim mogli się cieszyć z awansu do turnieju finałowego Pucharu Polski.

Konsekwentną i skuteczną siatkówką nasi zawodnicy przeciwstawili rywalowi, który chyba popełnił zbyt wiele błędów, aby mógł liczyć na wywiezienie z Mostowej choćby seta. Cieszy, że w zespole Krzysztofa Stelmacha nie było dzisiaj słabych punktów i stanowił on monolit, który trudno poruszyć. Oby tak dalej!

Na zakończenie warto dodać, że przed spotkaniem wręczone zostały wyróżnienia z okazji 80-lecia PZPS. Spośród osób związanych z kędzierzyńską siatkówką otrzymali je: Czesław Ambroży, Lucjan Krakowczyk, Zbigniew Tokarski i Andrzej Kubacki. Wyróżniony został również Kazimierz Pietrzyk, który odebrał odznaczenie osobiście podczas zjazdu PZPS-u.

Autor: Jacek Żuk



PÓŁFINAŁY

Puchar Polski 2009

AZS Olsztyn vs. ZAKSA Kędzierzyn

18:25, 25:22, 25:15, 22:25, 15:13


Składy:

ZAKSA: Novotny, Masny, Szczygieł, Kaźmierczak, Ruciak, Martin, Mierzejewski (L) oraz Pilarz, Witczak, Lewis, Kacprzak;
AZS Olsztyb: Szymański, Zagumny, Grzyb, Kowalczyk, Siezieniewski, Kunnari, Andrzejewski (L) oraz Józefacki, Chaberek.

Mały zawód przeżyli w dzisiejszy wieczór kibice ZAKSY, choć zawodnicy z Kędzierzyna nie zagrali wcale złych zawodów i stoczyli bardzo wyrównane spotkanie z AZS-em Olsztyn. Problem w tym, że nasi rywale po słabszym pierwszym secie wznieśli się na wyżyny w kolejnych i zagrali dziś prawie bezbłędnie. Na wielkie brawa zasłużyli zwłaszcza powracający po kontuzji Grzegorz Szymański i Paweł Zagumny.

Kędzierzynianie tymczasem po rewelacyjnym pierwszym secie wyraźnie stracili rezon i do swojej wysokiej dyspozycji wrócili dopiero w czwartej odsłonie. Do pełni szczęścia zabrakło tego dnia dwóch piłek, które w końcówce tie-breaka sprawiły, że to olsztynianie jutro zmierzą się ze Skrą i będą mieć szansę na zdobycie tego trofeum.

Początek spotkania wcale jednak nie zapowiadał takiego rozstrzygnięcia. Kędzierzynianie od razu zaczęli z wysokiego C i po kilku udanych akcjach przy zagrywce Sławomira Szczygła prowadzili już 5:8. Po przerwie technicznej nasi zawodnicy dalej dominowali na parkiecie, a przewodził im Jakub Novotny, który kończył kontrę za kontrą, więc już za moment na tablicy było 6:12. Kolejne oczko naszym zawodnikom przysporzył blok Kaźmierczaka i Ruciaka na Kunnarim (7:14). Prowadzenie ZAKSY było na tyle wysokie, że kędzierzynianie nie musieli się już martwić o wynik tego seta i za moment cieszyli się z pewnego zwycięstwa 17:25.

Wysokie zwycięstwo ZAKSY nie zwiastowało niczego dobrego dla zawodników Mariusza Sordyla. Jednakże na początku II partii kędzierzynianie zaczęli popełniać pierwsze błędy. Obok znakomitych kontr w zespole pojawiły się problemy z przyjęciem zagrywki i na przerwie technicznej przegrywaliśmy 8:7. Już po chwili jeszcze jedno oczko do tego prowadzenia dołożył Oli Kunnari (10:8), ale wówczas podopieczni Krzysztofa Stelmacha przystąpili do ofensywy. Najpierw asa posłał Jakub Novotny, czym wyrównał stan seta, a za chwilę Siezieniewski nadział się na blok. Niestety, dobra passa kędzierzynian nie trwała długo, gdyż błąd w ataku popełnił Novotny, a następnie piękną kiwką popisał się Paweł Zagumny (16:15). Kolejne akcje również należały do olsztynian, bowiem po kontrze skończyli Kunnari i Szymański (19:17). Nasi zawodnicy również nie złożyli broni i za moment bo błędzie Fina wyrównali na 19:19. Zapowiadała się więc wyrównana końcówka. Niestety, wszystko rozstrzygnęło wejście Tomka Józefackiego, który najpierw popisał się asem, a następnie dobrą zagrywką wymusił błąd ataku Martina (24:21). Niedługo potem akademicy zdobyli 25. punkt i stan spotkania uległ wyrównaniu.

Po przegranej końcówce drugiej odsłony kędzierzynianie długo nie mogli się otrząsnąć. Olsztynianie już na początku po dwóch atakach Szymańskiego wyszli na prowadzenie 4:2. Niestety, po przerwie technicznej naszym zawodnikom przytrafiła się strata punktów w serii i stracili oni dystans do rywala. Najpierw na blok nadział się Terence Martin, za moment nasi rywale skończyli 2 kontry, a następnie błąd przejścia popełnił Novotny i na tablicy było już 14:7. W tym momencie zawodnicy Mariusza Sordyla złapali rytm, który trzymali już do końca spotkania. Tymczasem kędzierzynianie wyraźnie się pogubili i już po chwili przegrali 25:15.

Na szczęście zawodnicy ZAKSY potrafili się jeszcze odbudować i w czwartym secie wrócili do gry. Już na początku kędzierzynianie zdołali zatrzymać blokiem Grzegorza Szymańskiego i wyszli na prowadzenie 3:4. Zawodnicy Krzysztofa Stelmacha poszli za ciosem i już za moment asa posłał Terence Martin, a z przechodzącej pomylił się Kowalczyk (7:10). Olsztynianie jednak ani na moment nie zwalniali tempa i już po chwili po dwóch błędach naszych zawodników w ataku doprowadzili do wyrównania 14:14. Szala zwycięstwa długo przechylała się z jednej strony na drugą, aż wreszcie długą akcję wspaniałym atakiem zakończył Jakub Novotny, wyprowadzając naszą ekipę na dwupunktowe prowadzenie (21:23). Za moment zagrywką zapunktował Michał Masny i jasnym się stało, że o wszystkim będzie decydować tie-break.

Piąta partia rozpoczęła się pomyślnie dla naszych rywali, którzy po bloku Kunnariego i kontrze Szymańskiego prowadzili 3:1. Kędzierzynianie zdołali odrobić straty po zagrywce Novotnego (4:4) i od tego momentu trwała walka cios za cios, aż do stanu 10:10. Wtedy to kędzierzynianie ustawili skuteczny trójblok na Siezieniewskim i wyszli na prowadzenie. To jednak nie było ostatnie słowo olsztynian, bowiem już za moment zastawili oni atak Jakuba Novotnego i mieli pierwszego meczbola. Niestety, zawodnicy AZS-u wykorzystali już pierwszą szansę na zwycięstwo, bowiem w aut z krótkiej zaatakował Wojtek Kaźmierczak, dając olsztynianom 15. punkt.

Choć w rundzie zasadniczej nasi zawodnicy dwukrotnie pokonali zespół AZS-u Olsztyn, tym razem to drużyna z Warmii i Mazur była górą. Na pewno nasi siatkarze mieli szansę na zwycięstwo w tym meczu i zaprzepaścili ją w drugim secie, kiedy to dali odrodzić się rywalom. Rozpędzeni olsztynianie, którym przewodzili: niezwykle skuteczny Grzegorz Szymański i również wracający po kontuzji Paweł Zagumny, okazali się dzisiaj nie do zatrzymania dla naszego zespołu, choć w końcówce naprawdę niewiele brakowało do pełni szczęścia.

Autor: Jacek Żuk



Skra Bełchatów - Resovia Rzeszów 3:0 (25:20, 25:23, 25:16)

W spotkaniu otwierającym finałowy turniej Pucharu Polski mężczyzn w Kielcach Skra Bełchatów nie miała większych problemów i pokonała Asseco Resovię Rzeszów 3:0.

Obie drużyny zagrały w najmocniejszym składzie. Zanosiło się na siatkarską bitwę, ale na początku, mimo że grali przecież najlepsi siatkarze w Polsce, grały także nerwy.

Na pierwszej przerwie technicznej jednym punktem prowadzili bełchatowianie po ataku Mariusza Wlazłego. Jednak później przewagę zdobyli siatkarze z Podkarpacia po atakach Oivanena i Hernandeza (10:12). Od tego momentu mistrzowie Polsk włączyli drugi bieg, a fenomenalna gra w ataku i bloku popularnego "Szampona" dała im kilkupunktową przewagę którą dowieźli do końca.

W drugiej partii inicjatywę mieli zawodnicy Resovii, którzy skrzętnie wykorzystywali błędy rywali. Po bloku Wlazlego na Wice zrobiło się 13:13. Po błędzie Możdżonka Resoviacy przeważali ponownie 15:13. Po akcji Wiki było 17:14, a autowym zbiciu nawet Daniela Pińskiego 18:14. Karta się dla Skry jednak odwróciła. - "Popełniliśmy zbyt dużo błędów własnych i Skra odrobiła straty. Szkoda tego drugiego seta, bo mógł on odwrócić losy spotkania" - żałował Łukasz Perłowski. Na 23:23 wyrównał kat resoviaków, czyli Mariusz Wlazły. Trener Daniel Castellani aż podskoczył z radości. Kapitan Skry następnie zablokował Oivanena, a potem sam zadał decydujący cios. Szkoda, żałowali fani Resovii, bo powinno być 1-1, ale na tablicy widniał wynik 2-0 dla mistrza Polski. - "Nie wykorzystaliśmy szansy w drugim secie, to nas drogo kosztowało. Rywale bardzo dobrze bronili i wyprowadzali skuteczne kontry. To nas zdeprymowało w trzeciej odsłonie" - dodał Ignaczak.

W trzecim secie z Resovii uleciała wiara, że można po raz pierwszy ograć Skrę, która nadawała ton grze. - "Kapitanie ratuj" - krzyczał jeden z kibiców do Pawła Papke. Przy stanie 16:10 dla ćwierćfinalisty Ligi Mistrzów, kibice Resovii domagali się: "Walczyć Sovia, walczyć". Nic z tego, Skra leży poza zasięgiem rzeszowskiej drużyny. Za dużo błędów, zbyt dużo strachu, za dużo respektu. - "Trener zmieniał zawodników, szukał czarnego konia wśród nas, ale w tym meczu go nie znalazł" - podsumował Gierczyński. - "Nie zwieszamy głów, powalczymy ze Skra w lidze. Kiedyś musi się ja pokonać" - powiedzieli zgodnie Ignaczak i Travica.



FINAŁ

Skra Bełchatów - AZS UWM Olsztyn 3:0 (25:20, 25:21, 25:20)

Jedynie trzech setów potrzebowali siatkarze PGE Skry Bełchatów, aby pokonać AZS UWM Olsztyn i wywalczyć Puchar Polski.

Początek seta otwierającego ten mecz należał do olsztynian, którzy wykorzystywali błędy po stronie bełchatowian w przyjęciu zagrywki i objęli prowadzenie 2:0. Jeszcze przed pierwszą przerwą techniczną akademicy z Olsztyna znacznie wzmocnili siłę zagrywki, czym utrudnili przyjęcie drużynie mistrzów Polski, wypracowując sobie tym samym przewagę czterech punktów (4:8). Po przerwie gra toczyła się punkt za punkt, widać było dobrą grę środkowych, zwłaszcza Tomasza Kowalczyka. Przy stanie (7:10) podopieczni trenera Sordyla wygrali bardzo długą akcję, chwilę potem Miguel Angel Falasca popełnił błąd przełożenia ręki na drugą stronę siatki i było (7:12) dla AZS-u. W tym momencie Skra rozpoczęła pogoń za rywalem, zdobywając trzy punkty z rzędu. Co prawda do drugiej przerwy technicznej Olsztyn utrzymał przewagę dwóch punktów, ale po wznowieniu gry bełchatowianie rozpoczęli odrabianie strat dzięki skutecznym zagrywkom Miguela Falaski. W następnej akcji Mariusz Wlazły z lewego skrzydła zdobył kolejny punkt, doprowadzając do remisu, a po autowym ataku Kunnariego mistrzowie Polski wyszli na dwupunktowe prowadzenie (21:19), którego nie oddali do końca pierwszego seta, wygrywając go 25:20.

Obraz gry w początkowej części drugiego seta był praktycznie kopią tego, co kibice mogli oglądać w secie pierwszym. Pierwszy punkt dla bełchatowian przy stanie 0:3 zdobył Marcin Możdżonek. Przy stanie 4:7 długą wymianę z obu stron skończył udanym atakiem Grzegorz Szymański, wyprowadzając akademików z Olsztyna na czteropunktową przewagę przed pierwszą przerwą techniczną. Po przerwie dwa punkty z rzędu zdobyli bełchatowianie i przewaga podopiecznych trenera Sordyla zmniejszyła się do dwóch punktów (6:8). W połowie drugiego seta gra wyrównała się, a na tablicy świetlnej pojawił się wynik 12:12. Skra stopniowo nabierała rozpędu. As serwisowy Daniela Plińskiego, a następnie blok Możdżonka na Grzybie - i na drugą przerwę mistrzowie Polski schodzili z dwoma oczkami przewagi. Błędy po stronie olsztynian w końcówce sprawiły, że i ten set padł łupem Skry.

W trzeciej odsłonie spotkania Skra od samego początku objęła prowadzenie (4:1), ale akademicy jeszcze przed przerwą doprowadzili do remisu (4:4). Od początku partii w pierwszej szóstce wyszedł Michał Chaberek, który od razu w pierwszym ataku zdobył punkt dla swojej drużyny, ale na pierwszej przerwie technicznej prowadziła Skra (8:6), głównie dzięki dobrej grze w ataku Dawida Murka i nieskutecznej grze na przyjęciu akademików z Olsztyna. Mimo chwilowych zrywów rywali podopieczni Daniela Castellaniego kontrolowali tę partię i pewnie ją wygrali 25:20.

Nagrody indywidualne za cały turniej:
Najlepszy zagrywający: Miguel Falasca (Skra Bełchatów)
Najlepszy przyjmujący: Piotr Gacek (Skra Bełchatów)
Najlepszy broniący: Krzysztof Andrzejewski (AZS Olsztyn)
Najlepszy blokujący: Daniel Pliński (Skra Bełchatów)
Najlepszy atakujący: Mariusz Wlazły (Skra Bełchatów)
Najlepszy rozgrywający: Paweł Zagumny (AZS Olsztyn)
MVP zawodów: Mariusz Wlazły (Skra Bełchatów)