Wywiady
Fotoreportaże


Historia klubu
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz
Tabela
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medaliœci MP


Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Zawodnik miesišca
Sondy

Nasi zawodnicy

Łukasz Wiśniewski


Jeszcze w trakcie sezonu ligowego 2011/2012 do kibiców docierały wiadomości, że ZAKSA prowadzi zaawansowane rozmowy z młodym środkowym AZS-u Tytana Częstochowa Łukaszem Wiśniewskim, który tuż po skończeniu Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Spale trafił wraz z Fabianem Drzyzgą do grodu pod Jasną Górą, gdzie spędził cztery sezonu. Rozmowy zapoczątkował Kazimierz Pietrzyk, a skończyła Pani Sabina Nowosielska i 9 maja 2012 roku klub mógł oficjalnie poinformować o nowym zawodniku, który w poprzednim sezonie przebojem wdarł się do reprezentacji Polski.


tr>
Łukasz Wiśniewski [9]
Data i miejsce urodzenia: 03.02.1989 - Włodawa
Wzrost: 198 cm
Waga: 93 kg
Zasięg w ataku: 342 cm
Zasięg w bloku: 319 cm
Pozycja na boisku: Środkowy
Dotychczasowe kluby UKS "Serbinów" Biała Podlaska (2004 - 2008), AZS Częstochowa (2008 - 2012), ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (od 2008)
Największe sukcesy: Puchar Challenge 2011/2012 (AZS Częstochowa); Puchar Polski 2012/2013 (ZAKSA); wicemistrzostwo Polski 2012/2013 (ZAKSA)
Największe sukcesy w reprezentacji: Srebrny medalista Pucharu Świata 2011
Sukcesy indywidualne: Najlepszy blokujący - Final Four PP (Częstochowa 2013)

Urodzony 03.02.1989 roku we Włodawie Łukasz Wiśniewski karierę siatkarską rozpoczynał w UKS-ie "Serbinów" Biała Podlaska, z którym w 2004 roku wystąpił w Kędzierzynie - Koźlu na mistrzostwach polski młodzików, gdzie jego zespół zajął VII lokatę. W tym samym roku podczas Turnieju Nadziei Olimpijskich w Ustce zdobył IV miejsce. Potem była nauka w SMS-ie w Spale i występy w tamtejszym klubie oraz w reprezentacji Polski kadetów a potem juniorów, z którą w 2009 roku wystąpił na mistrzostwach świata juniorów w Pune (Indie). Był już wówczas zawodnikiem AZS-u Częstochowa, z którym w 2008 roku podpisał kontrakt po skończeniu SMS-u. "Kiedy skończył Szkołę Mistrzostwa Sportowego, nie był nim zainteresowany żaden wielki zespół. Dlaczego? Nie imponował warunkami fizycznymi, a dodatkowo był tuż po operacji więzadeł" - zdradzał tajniki tego transferu dyrektor sportowy częstochowskiego klubu, Ryszard Bosek, który zaraz dodawał: "To bardzo skromny i pracowity chłopak. U nas dostał szansę i dzięki temu mógł zadebiutować w kadrze. Jego atuty? Ma bardzo szybką rękę i potrafi mocno zaatakować. Mimo 198 cm wzrostu wysoko łapie piłkę i szybko przemieszcza się na skrzydło."

W pierwszych latach był zmiennikiem pary Nowakowski - Wrona i dopiero po przejściu tego ostatniego do Delecty Bydgoszcz stał się zawodnikiem szóstkowym. O swojej grze w Częstochowie tak mówi: "Spędziłem w Częstochowie cztery lata, które będę bardzo miło wspominał.. W pierwszym sezonie byliśmy w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, doznaliśmy porażki dopiero z Trentino, więc to było osiągniecie. W zeszłym sezonie udało się włączyć w walkę o medale, co prawda przegraliśmy mecze o brąz z Resovią Rzeszów, ale mimo wszystko udało się nam zajść wysoko, bo nikt na nas nie stawiał. W tym roku zdobyliśmy Puchar Challenge, który był największym spełnieniem i zwieńczeniem wszystkich trudów. Szkoda jedynie, że nie udało się przedłużyć tradycji udziału klubu w europejskich rozgrywkach."

W 2010 roku zadebiutował w pierwszej reprezentacji Polski w meczu przeciwko Francji w Rzeszowie jeszcze za trenera Castellaniego. Prawdziwy debiut przyszedł jednak rok później podczas Pucharu Świata w Japonii. Gdy Andrea Anastasi zdecydował się powołać na Puchar Świata młodego Łukasza Wiśniewskiego, a w kraju pozostawić Daniela Plińskiego, kibice reprezentacji Polski mieli dużo wątpliwości co do decyzji włoskiego szkoleniowca.

Wszystko wskazywało, że Wiśniewski poleci do Japonii tylko w roli kibica. Anastasi zabrał na Puchar Świata bowiem aż czterech środkowych i 22-letniemu zawodnikowi Tytana AZS Częstochowa wróżono oglądanie spotkań z trybun. Jednak włoski szkoleniowiec postanowił włączyć go do kadry na mecz z Japonią. Co więcej, Wiśniewski pojawił się na boisku. Debiutując na PŚ polski środkowy po zastąpieniu Piotra Nowakowskiego zdobył 4 punkty - dwa atakiem, po jednym zagrywką i blokiem. Im dłużej przebywał na boisku, tym pewniej się na nim czuł. Po jednym z jego ataków kamery telewizyjne pokazały Wiśniewskiego, który z uśmiechem na ustach przyjmował gratulacje od starszych kolegów. W roku olimpijskim w przygotowującej się do wyjazdu do Londynu kadrze znów znalazło sie nazwisko Wiśniewskiego. Zawodnik zagrał w meczu z Australią jeszcze przed Ligą Światową i znów zrobił znakomite wrażenie.

Na igrzyska olimpijskie do Londynu jednak nie pojechał. Wynikało to przede wszystkim z restrykcyjnego regulaminu, który pozwalał na zgłoszenie tylko dwunastu siatkarzy. Andrea Anastasi zabrał więc do Londynu trzech środkowych: Marcina Możdżonka, Piotra Nowakowskiego i Grzegorza Kosoka, a "Wiśnia", chcąc nie chcąc, musiał zostać w domu, a właściwie rozpoczął treningi z ZAKSĄ. "Na chwilę obecną lepiej trafić nie mogłem. Z trenerem Castellanim miałem przyjemność współpracować przez miesiąc na kadrze, kiedy był szkoleniowcem naszej drużyny. Ciężko powiedzieć, coś więcej, bo z wieloma znanymi i bardzo dobrymi trenerami nie miałem możliwości jeszcze pracować. Mam nadzieję, że cała nasza współpraca i pozostałych zawodników zaowocuje walką o najwyższe cele" - mówił latem o swoim nowym klubie. A kibice ZAKSY liczą, że Łukasz wniesie wiele dobrego do zespołu i będzie z nim walczył o medale i puchary.

Jednak siatkówka to nie jedyna pasja Łukasza. Swoją karierę sportową rozpoczynał od piłki nożnej i jako kibic pozostał jej wierny do dziś. - Jak każdy młody chłopak chciałem zostać piłkarzem, ale w pewnym momencie przerosłem swoich kolegów i zwyczajnie byłem za wysoki, żeby grać - opowiada siatkarz o swojej grze w nożną w rodzinnej Włodawie. Jednak sentyment do futbolu pozostał. Zawodnik ZAKSY do dziś bardzo interesuje się piłką nożną, szczególnie kibicuje i śledzi wydarzenia w lidze angielskiej. - Niestety, nie byłem nigdy na żadnym meczu Premier League - mówi nasz środkowy. - Ze względu na nasz kalendarz rozgrywek możliwy wyjazd mam dopiero koło maja. Z pewnością się w końcu zmobilizuję i pojadę na jakiś mecz. Celem wyjazdu będzie rzecz jasna Londyn, ponieważ jestem fanem Chelsea Londyn. Co do najlepszych piłkarzy to można by wymieniać i wymieniać, bo sporo ich gra w Anglii. Osobiście od dawna imponuje mi gra Franka Lamparda.

W Kędzierzynie Łukasz mieszka ze swoją narzeczoną Kasią. Poznali się jeszcze w gimnazjum i są razem od ośmiu lat. Kasia pochodzi z Białej Podlaskiej i ma bratnią sportową duszę. - Również interesuje się sportem - podkreśla Łukasz. - W gimnazjum i liceum była w klasie sportowej o profilu siatkarskim. Przez siedem lat trenowała tę dyscyplinę, więc można śmiało powiedzieć, że poznaliśmy się dzięki siatkówce. I, chcąc nie chcąc, wciąż musi się trochę nią interesować. Dzięki Kasi Wiśnia zaczął interesować się z kolei tenisem ziemnym. - Kasia nie trenuje, ale bardzo lubi tenis - opowiada środkowy ZAKSY. - Może idol to za duże słowo, ale od zawsze kibicowała Rogerowi Federerowi. Kilka razy byliśmy nawet razem na korcie, ale na razie jeszcze nie liczymy punktów i gemów.

A poza piłką nożną i tenisem czas wolny srodkowy ZAKSY spędza tradycyjnie, a więc spacer, spotkania z przyjaciółmi, dobra restauracja, komputer czy kino. - Nie mam, ani ulubionego aktora, ani jednego tytułu, który mi szczególnie utkwił w pamięci. Lubię różnorodność. Choć ostatnio zaimponował mi Robert Więckiewicz w swojej roli u Agnieszki Holland "W ciemności" oraz film "Nietykalni". Dyskoteka nie wchodzi w grę, gdy następnego dnia o 9:30 mamy trening. Najchętniej jeździłbym do domu odwiedzać rodzinę, ale, niestety, 520 kilometrów w jedną stronę stanowi spory problem.

W sezonie ani na wyjazdy, ani na rozrywkę za dużo czasu nie ma. Poza sezonem też, bo kiedy skończy się liga, zaczyna się reprezentacja. W ostatnie wakacje w lipcu obje byli przez kilka dni w Turcji, ale to wystarczy, kiedy sie kocha to, co się robi.

Autor: Janusz Żuk


W artykule wykorzystano materiały z NTO: "Za wysoki na futbol"