Wywiady
Fotoreportaże
Filmy


Historia klubu
Sala Chwały
Sukcesy
Kędzierzyński Panteon Sławy
Skład
Nasi zawodnicy
Grali u nas
Trenerzy ZAKSY
Ciekawostki
Hala Azoty


Terminarz 2021/22
Tabela 2021/22
Sezon 2020/21
Sezon 2019/20
Sezon 2018/19
Sezon 2017/18
Sezon 2016/17
Sezon 2015/16
Sezon 2014/15
Sezon 2013/14
Sezon 2012/13
Sezon 2011/12
Sezon 2010/11
Sezon 2009/10
Sezon 2008/09
Sezon 2007/08
Sezon 2006/07
Sezon 2005/06
Sezon 2004/05
Medalisci MP


Puchar Polski 2022
Puchar Polski 2021
Puchar Polski 2020
Puchar Polski 2019
Puchar Polski 2018
Puchar Polski 2017
Puchar Polski 2016
Puchar Polski 2015
Puchar Polski 2014
Puchar Polski 2013
Puchar Polski 2012
Puchar Polski 2011
Puchar Polski 2010
Puchar Polski 2009
Puchar Polski 2008
Puchar Polski 2007
Puchar Polski 2006
Puchar Polski 2005
Zdobywcy PP


Liga Mistrzów 21/22
Liga Mistrzów 20/21
Liga Mistrzów 19/20
Liga Mistrzów 18/19
Liga Mistrzów 17/18
Liga Mistrzów 16/17
Puchar CEV 14/15
Liga Mistrzów 13/14
Liga Mistrzów 12/13
Liga Mistrzów 11/12
Puchar CEV 10/11
Puchar CEV 09/10


O nas
Wygaszacze ekranu
Puzzle
Tapetki na pulpit
Galeria
Karykatury
Zawodnik miesiaca
Sondy

"Ogromna satysfakcja i spełnienie marzeń"

/FRAGMENTY/




Grzegorz Wojnarowski: Po półfinale z Zenitem Kazań mówiłeś, że jako młody chłopak marzyłeś, żeby skończyć ostatnią piłkę w tak ważnym meczu i to marzenie się spełniło. A marzyłeś o tym, żeby zostać bohaterem finału Ligi Mistrzów?
Aleksander Śliwka: Z tym Zenitem to spełniło się takie moje dziecięce marzenie. Tak jak młodzi piłkarze chcą strzelić gola w finale mundialu, tak ja chciałem dostać piłkę meczową w spotkaniu o wielką stawkę i ją skończyć. Z biegiem czasu zrozumiałem, że siatkówka jest grą bardzo zespołową, w której wszyscy są od siebie zależni. Żebym mógł zdobyć taki punkt, jeden kolega musi świetnie przyjąć, inny świetnie wystawić. A już w finale we Włoszech z Trentino zależało mi przede wszystkim na tym, żeby dobrze zagrać i wygrać. Bardziej od moich osobistych marzeń liczyło się zwycięstwo zespołu.

G.Wojnarowski: Trener kadry Vital Heynen powiedział, że w Weronie byłeś zawodnikiem, który zrobił różnicę, przeprowadził ZAKSĘ przez wszystkie trudne momenty.
A. Śliwka: Znaczenie dla naszego zespołu mogło mieć to, że mieliśmy trochę więcej czasu niż zwykle, żeby się przygotować do meczu. Czuliśmy się mocni fizycznie i mentalnie. Wiedziałem, że jesteśmy w stanie zagrać na wysokim poziomie, indywidualnie i jako drużyna. Pewności siebie dodawała też wiara w kolegę na boisku i świetna atmosfera, którą budowaliśmy na parkiecie.

G.Wojnarowski: Kończyłeś w tym meczu niemożliwe piłki, zachowywałeś się, jakbyś nie miał układu nerwowego.
A. Śliwka: Najważniejsze to działać jak automat, nie mieć zbyt wielu pobocznych myśli. Jeśli głowa jest wolna, robi się rzeczy, które wypracowało się na treningach. A my trenowaliśmy ciężko i dobrze. Przenieśliśmy poziom z naszych przygotowań na mecz. W finale PlusLigi tego zabrakło. Gubiliśmy pewność i spokój, przez to nie zawsze podejmowaliśmy dobre decyzje. Cieszę się, że po przegranej walce o złoto z Jastrzębskim Węglem potrafiliśmy wyrzucić z głowy złe myśli, że porażka nie zostawiła rysy na zwycięskiej mentalności. W finale Ligi Mistrzów byliśmy już głowami tam, gdzie trzeba.

G.Wojnarowski: Jak wyglądało świętowanie jeszcze w Weronie?
A. Śliwka: Noc była długa. W końcu osiągnęliśmy ogromny sukces, byliśmy w wielkiej euforii. Wiedzieliśmy, że zagraliśmy ostatni mecz w tym składzie i chcieliśmy spędzić czas razem, żeby nacieszyć się tym zwycięstwem i cieszyć się, że było nam dane grać w tak wspaniałej drużynie.

G.Wojnarowski: We wtorek świętowaliście sukces z kibicami, przejechaliście przez Kędzierzyn-Koźle otwartym busem.
A. Śliwka: Ten przejazd przez miasto, wzorem mistrzowskich zespołów NBA, był ukłonem w kierunku naszych kibiców, społeczności ZAKSY i Kędzierzyna-Koźla. Mimo że przez pandemię rzadko mieliśmy bezpośredni kontakt z fanami, czuliśmy, że byli z nami. Wysyłali do nas wiadomości, witali nas przed halą, wywieszali transparenty. Poprzez fetę chcieliśmy się im odwdzięczyć i podzielić się z nimi radością. Kiedy zobaczyliśmy ucieszone twarze kibiców, sukces uderzył nas jeszcze bardziej. Duma z osiągniętego sukcesu stała się jeszcze większa.

G.Wojnarowski: Mówisz o ukłonie w kierunku lokalnej społeczności, ale nie tylko ona was wspierała. Inne polskie kluby też pokazywały, że trzymają kciuki za ZAKSĘ i życzą wam zwycięstwa. Chciała go cała polska siatkówka.
A. Śliwka: Śledziliśmy media społecznościowe i widzieliśmy, że inne polskie kluby dobrze nam życzą. Nasi koledzy z innych klubów też pisali do nas wiadomości, przed finałem zagrzewali do walki, a po nim gratulowali. Wszystkie klubowe podziały zeszły na bok, byliśmy jedną siatkarską rodziną. To dało nam poczucie, że reprezentujemy nie tylko swój klub, ale też naszą ligę i całą polską siatkówkę. No i że mamy do zrobienia coś historycznego, bo nasza klubowa siatkówka czekała na sukces w Lidze Mistrzów od 43 lat.

G.Wojnarowski: Pewnie powiesz, że tytuł MVP finału Ligi Mistrzów nie ma dla ciebie wielkiego znaczenia, ale chyba nie zaprzeczysz, że kiedy ktoś wręcza ci taką nagrodę, to czujesz dużą przyjemność.
A. Śliwka: To ogromna satysfakcja i spełnienie marzeń. Ale wszyscy zasłużyliśmy na wyróżnienie, bo gdyby nie dobra gra ZAKSY, nie doszlibyśmy do finału, a ja nie miałbym szansy na tę statuetkę. Każdy dołożył swoją cegiełkę. To było w naszej drużynie najpiękniejsze, że w każdym meczu był ktoś, kto grał lepiej i ciągnął za sobą resztę. Nie polegaliśmy na dwóch, trzech zawodnikach, a na całej drużynie.

Źródło: sportowefakty.wp.pl
Rozmawiał:Grzegorz Wojnarowski



Czytaj więcej na stronie: www.sportowefakty.wp.pl